Coraz więcej osób zadaje sobie pytanie, czy pandemia koronawirusa zmierza ku końcowi. Liczba zakażeń w kraju wciąż jest wysoka, jednak zdaje się, że sytuacja na Pomorzu się stabilizuje. Co na ten temat myślą eksperci?
Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego zapytał specjalistów, jak wygląda sytuacja z wygaszaniem epidemii w kraju i na Pomorzu.
Przypomnijmy, że pierwszy w kraju przypadek koronawirusa potwierdzono 4 marca w województwie lubuskim. Do 11 czerwca w Polsce odnotowano 28.201 przypadków zachorowań, w tym 1.215 zgonów. W województwie pomorskim Covid-19 po raz pierwszy wykryto 14 marca, dotąd potwierdzono go u 579 osób, zmarło 37 osób, w tym 30 podopiecznych DPS-ów. Jak informuje Urząd Marszałkowski w Gdańsku, najwięcej zakażonych było wśród pensjonariuszy DPS Polanki w Gdańsku oraz Domu Seniora Bryza w Koleczkowie.
Z danych opublikowanych przez UMWP, wynika, że największy wzrost liczby chorych przypadał na 20-26 kwietnia, wówczas zachorowało łącznie 137 osób, oraz w okresie 27 kwietnia – 3 maja, kiedy wirusa potwierdzono u 96 osób.
- Od 4 maja nastąpił spadek. Do 10 maja zdiagnozowano 37 nowych zakażeń, a do 17 maja – 21 kolejnych przypadków. Od 18 do 24 maja odnotowano 31 nowych przypadków. Nastąpił niewielki wzrost zakażeń spowodowany dwoma nowymi ogniskami zakażeń. Jedno było w jednostce wojskowej w Malborku, a drugie w rodzinnej firmie z powiatu sztumskiego. Z tych dwóch nowych źródeł zakażenia było 37 chorych. Spada też śmiertelność – informuje Urząd Marszałkowski.
Jak informuje Anna Obuchowska, rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, na Pomorzu były dwie fazy zachorowań na COVID-19. W pierwszej, w okresie od 4 do 9 kwietnia powstało ognisko w jednej z przychodni POZ z powiatu wejherowskiego, gdzie doszło do zakażenia ponad 40 osób. Drugi wzrost dotyczył ognisk w dwóch Domach Pomocy Społecznej w których łącznie zakażenie SARS CoV- 2 wykryto u 119 pensjonariuszy oraz 45 osób z personelu, co stanowi prawie jedną trzecią wszystkich zanotowanych przypadków w województwie pomorskim.
Na Pomorzu było też kilka ognisk w placówkach leczniczych oraz kilkadziesiąt ognisk rodzinnych. Najwięcej zachorowań odnotowano w Gdańsku(205) i powiecie wejherowskim (145). Do tej pory wyzdrowiały 461 osób, choruje 81.
Coraz częściej pojawia się pytanie, czy epidemia w Polsce wygasa. Zdjęcie większości obostrzeń może utwierdzić w takim przekonaniu, jednak wielu ekspertów przestrzega przed zbyt dużym optymizmem dotyczącym zakończenia pandemii.
- Epidemia cały czas trwa i pomimo spadku liczby nowych zakażeń, może powrócić jesienią. Dodatkowym problemem będzie wtedy też grypa sezonowa. Choroby nie należy lekceważyć zwłaszcza, że mogą pojawić się nowe endemiczne ogniska jak wspomniane na Pomorzu DPS-y czy śląskie kopalnie, a wtedy liczba zakażeń może rosnąć lawinowo – informuje Urząd Marszałkowski.
Jak informują specjaliści, nie można przewidzieć, czy epidemia nie uderzy ponownie jesienią, jednak nowe ogniska będą się pojawiać aż do momentu, gdy nabrania przez społeczeństwo tzw. Stadnej odporności.
– Na przełomie lata i jesieni zawsze następuje wzrost liczby zachorowań na różne infekcje. Prędzej czy później każdy z nas zetknie się z tym wirusem. Jednak przestrzegam przed nadmierną paniką. Ważne jest to, że 80 proc. ludzi z przebadanych zostało zakażonych SARS CoV-2, ale nie zachorowało na COVID-19. Wiele osób przechodzi zakażenie łagodnie lub wręcz bezobjawowo. Niestety część będzie miała objawy ostrej infekcji, ale mogą być też przypadki śmiertelne – mówi dr Marek Prusakowski, kierujący Oddziałem Chorób Zakaźnych w Pomorskim Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy w Gdańsku w artykule dla Pomorskie.eu.
Zdaniem dyrektora Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego Tadeusza Jędrzejczyka, jesteśmy na etapie przygaszania pandemii w kraju.
– Niestety nie znamy dokładnie obrazu, ponieważ w Polsce, w przeciwieństwie do innych państw, nie przeprowadza się testów na reprezentatywnych grupach mieszkańców, a w szczególności grupach ryzyka ciężkiego przebiegu. Cząstkowe dane, które nie mogą być zbyt dokładne mówią nam, że wirus nie został wyeliminowany, a pojedyncze nowe obserwowane ogniska powstają także poza systemem „testuj, śledź, izoluj" – mówi Tadeusz Jędrzejczyk.
- Za dosłownie 2-3 tygodnie będziemy mieli też dokładniejszy obraz zarówno stopnia zaraźliwości, jak i zjadliwości wirusa w Polsce. Niemniej można przyjąć, że mniej niż 2 proc. populacji (bliżej 1 proc.) miała już kontakt z wirusem, co z jednej strony oznacza, że wciąż uniknęliśmy prawdziwych skutków epidemii, z drugiej zaś to olbrzymi potencjał rozprzestrzeniania się wirusa. Jeśli mówimy o zjadliwości, to wiemy już z całkowitą pewnością, że prawdziwa śmiertelność jest zdecydowanie poniżej 1 proc. zakażonych, a prawdopodobnie poniżej 0,5 proc., a ryzyko naprawdę ciężkiego przebiegu – w granicach dosłownie 2-3 proc – wyjaśnia Jędrzejczyk.
W województwie pomorskim było stosunkowo mało zakażeń w porównaniu ze Śląskiem, Mazowszem czy Wielkopolską. Mogły się do tego przyczynić m.in. ferie zimowe w styczniu, mała liczba wykonywanych testów w początkowym etapie epidemii lub testowanie nieodpowiedniej grupy osób.
Trudno odpowiedzieć na pytanie, kiedy epidemia wygaśnie. Zdania na ten temat są podzielone, zdaniem jednym nastąpi to, gdy ok. 70 proc. społeczeństwa przechoruje COVID-19 lub jak zostanie wynaleziona szczepionka. Inni uważają, że wirus może pozostać z nami na zawsze tak, jak inne zakaźne choroby.
Pomorski Powiatowy Inspektor Sanitarny Tomasz Augustyniak nie jest przekonany, czy epidemia na Pomorzu wygasa.
– Co prawda w ostatnich tygodniach liczba ozdrowieńców znacznie przewyższała liczbę nowych zachorowań, ale nie można jednoznacznie przewidzieć dalszego rozprzestrzeniania się wirusa. Nie da się wykluczyć również pojawienia się kolejnych ognisk w przyszłości. Dużo zależy od postawy mieszkańców województwa i ich zachorowań – twierdzi Augustyniak.
Tadeusz Jędrzejczyk, zaznacza, że nawet dwa tygodnie bez żadnego rozpoznanego zakażenia nie oznaczają końca pandemii w regionie.
- Z powodu licznych bezobjawowych lub skąpoobjawowych zakażeń niewykryty wirus może krążyć wśród mieszkańców nawet do dwóch miesięcy i znowu dać o sobie znać w postaci nowego ogniska- przestrzega Dyrektor Departamentu Zdrowia.
Nadal należy przestrzegania zalecenia związane z utrzymaniem dystansu społecznego m.in. min dwóch metrów odległości od siebie, niepodawania ręki, mycia rąk przez minimum 30-sekund, a także zasłaniania nosa i ust wszędzie, gdzie jest to nakazane. Pamiętać też należy o dezynfekowaniu powierzchni dotykowych oraz przedmiotów codziennego użytku jak np.: telefonu komórkowego, klamek, włączników, noży, desek do krojenia czy blatów kuchennych. Augustyniak zaleca ponadto unikanie tłumów i dbanie o bezpieczeństwo osób starszych, które są szczególnie narażone na zachorowanie i u których infekcje mają cięższy przebieg.
(Info: na podstawie materiałów UMWP)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze