Przekroczenie "setki" to nie byle jaki wyczyn, a tym bardziej, gdy jubilat cieszy się dobrym zdrowiem, poczuciem humoru, a zwłaszcza miłością i życzliwością najbliższych. Pan Jan Bronk z Karłowa, 4 września ukończył 101 lat. O tych rzadko spotykanych urodzinach nie zapomnieli włodarze gminy. Wójt Tadeusz Kobiela, podobnie jak w ubiegłym roku, odwiedził jubilata w domu.
Pan Jan urodził się 4 września1909 r. w Karłowie. Miał czternaścioro rodzeństwa. Wychowywał się w tradycyjnej, kaszubskiej rodzinie, gdzie mówiło się po kaszubsku, pielęgnowało tradycje regionalne i religijne, a nawet grało i śpiewało. Żyli z gospodarstwa.
Żonę poznał przypadkiem, przez miejscowego fotografa. Mieli pięcioro dzieci: dwie córki i trzech synów. Doczekali się siedmiorga wnuków. Żona zmarła 9 lat temu.
Mimo że sam nie zdobył wykształcenia, podkreślał zawsze, że wiedza zdobyta w szkołach jest jednym z największych skarbów, jakie człowiek może posiąść. Imponowali mu zawsze ludzie wykształceni. Brzydzi się złodziejstwem, kłamstwem, przekleństwami, pijaństwem, kłótliwością, przemocą. Nigdy nie należał do ludzi wylewnych. Nie lubił mówić o tym, co czuje. Nie płakał. Brał skrzypce, zaszywał się samotnie i grał (na skrzypcach grywa do tej pory). Grą na skrzypcach wyrażał swoje uczucia.
Pomimo swojego wieku czuje się w miarę dobrze. Może to zasługa jego pogody ducha? Oboje małżonkowie mieli podobny nałóg - palili papierosy. Pan Jan, gdy dowiedział się o chorobie serca, rzucił palenie, lecz jak twierdzi - czasem ma ochotę zapalić. Przez całe życia nie przepadał za mięsem, w młodości wręcz go unikał. Teraz nie wyobraża sobie śniadania bez plasterka szynki lub wędliny. W ogóle nie jada serów i twarogu. Na obiad koniecznie muszą być ziemniaki. Obiad "bez bulew" nie jest obiadem. Lubi kawę - pije nawet kilka dziennie. Nie odmawia szklaneczki piwa dziennie lub lampki czerwonego, koniecznie słodkiego, wina. Ale do trunków przekonał się niedawno. Wcześniej nie uznawał alkoholu. Jada tylko słodkie owoce. Przepada za cebulą, którą od lat jada prawie codziennie. Nie przestrzega specjalnej diety. Smakuje mu niemal wszystko, byle nie było kwaśne. Nie lubi nowych, udziwnionych potraw. Spożywa 4-5 posiłków dziennie w małych ilościach. W ogóle, zdaniem rodziny, ma niezły apetyt.
Specjalnością pana Jana było ślusarstwo. Razem z braćmi byli w przeszłości samowystarczalni. Wśród nich był kołodziej, stolarz, ślusarz, elektryk. Sami szyli buty, robili tkaniny z uprawianego w swoim gospodarstwie lnu, strzygli się. Przed II wojną światową pan Jan krótko pracował na budowie w Gdyni. Do Gdyni dojeżdżał rowerem z Karłowa. Tam na piętra budowanych domów na plecach, po drabinie nosił materiały budowlane: cegłę, zaprawę, wodę. Potem wrócił na gospodarstwo ojca. W czasie wojny, przez około 3 lata pracował w Stoczni "Gdynia" jako mechanik silnikowy na różnych statkach, m.in. łodziach podwodnych i krążownikach.
Już po wojnie przez rok był kierowcą w amerykańskiej firmie UNRA, niosącej pomoc dla krajów pokonanych. Potem pracował w transporcie i na tartaku. Pracę na podstawie umowy podjął w PKP i w tej instytucji wypracował emeryturę. Fachowość ślusarko-mechaniczną pana Jana ceniło i nadal ceni wiele ludzi. Naprawiał nie tylko maszyny napędzane silnikami spalinowymi, ale także maszyny do szycia, centryfugi itp.
Wójt Tadeusz Kobiela wspomina, jak to pan Jan, dokładnie 40 lat temu, naprawił mu komara, którego dostał od ojca. Komar służył mu potem wiele lat. Jak twierdzi, sprawował się doskonale, jeździł nim nawet na "wreje". Pan Jan, niezwykle opanowany, zapalał papierosa wkładając go najpierw do lufki, chwilę pomyślał i zabierał się z pełną fachowością do roboty, do solidnej roboty. Wójt wspomina, że dumny jest z tego, że jego ojciec, Brunon Kobiela, przyjaźnił się z panem Janem.
Dzięki swoim cechom charakteru i fachowości, Jubilat ma stałe grono przyjaciół i znajomych, z którymi utrzymuje kontakty do dnia dzisiejszego. Pan Jan Bronk ciągle jest pełnym życia człowiekiem. Wygląda młodo. Na temat swojego wyglądu usłyszał wiele komplementów. Jako receptę na długowieczność podaje czwarte przykazanie Boże: "Czcij ojca swego i matkę swoją, aby ci się dobrze powodziło i abyś długo żył na ziemi".
Oprac. Lucyna Puzdrowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze