Reklama

Dyrektor kartuskiej "jedynki" i nauczyciel z Sierakowic na szczycie Mont Blanc

O kulisach wyprawy, planach na przyszłość, szkolnym kole alpinistycznym, czy pasji do wspinaczek górskich rozmawialiśmy z dyrektorem Szkoły Podstawowej nr 1 w Kartuzach, Dariuszem Zelewskim. Wyruszył on w lipcu tego roku wraz z nauczycielem wf-u ze Szkoły Podstawowej w Sierakowicach, Michałem Woźniakiem, do Francji. Zdobyli oni tam wraz z dwiema innymi osobami najwyższy szczyt Alp i Europy, Mont Blanc, potocznie nazywany też Dachem Europy.

Skąd w Panu pasja do wspinaczek górskich?

- Aktywnością górską zajmuje się od ponad dwudziestu lat. Po raz pierwszy pojechałem w góry kiedy chodziłem do technikum na Mściwoja. To była Szklarska Poręba i od tego momentu zacząłem jeździć. Dwa razy w roku, zimą i latem, góry polskie i słowackie. Ale był to bardziej treking, niż zdobywanie szczytów. Ale alpinizm pojawił się dopiero teraz.

Jak wyglądały przygotowania do wyjazdu?

- Decyzja o wyjeździe zapadła w listopadzie ubiegłego roku. Wiązało się to z prawie półrocznym okresem przygotowań. Te przygotowania były dwojakie: po pierwsze musieliśmy zgromadzić sprzęt niezbędny do wyjazdu. Tak naprawdę musiałem kupić wszystko, od skarpetek po czapkę. Nie mówiąc już o specjalistycznych butach na lodowiec, rakach czy puchowych kurtkach. Po drugie, potrzebne było specjalistyczne przygotowanie. Na trzy miesiące przed wyjazdem zacząłem chodzić na siłownię. Tam trzy razy w tygodniu, po dwie godziny realizowałem ścisły plan na najważniejsze partie mięśni. Musiałem też ukończyć kurs skałkowy w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, było to dla mnie bardzo ważne, ponieważ tam całkowicie pokonałem lęk wysokości. Wchodziliśmy na 30-40 metrowe pionowe skały, żeby opanować wspinaczkę. Był on ważny też ze względu na bezpieczeństwo, opanowaliśmy różne techniki ratownicze i asekuracyjne związane z linami.

Jak więc wyglądała cała wyprawa?

- Wyprawę zaplanowaliśmy na dziewięć dni, natomiast wiedzieliśmy, że potrzebne do wejścia na szczyt są cztery dni, pozostałe przeznaczone były na to, żeby trafić w okno pogodowe. 1 lipca polecieliśmy samolotem z Warszawy do Genewy, stamtąd półtora godziny do małego miasteczka w pobliżu Chamonix. Dalej dotarliśmy tramwajem górskim na wysokość 2.300 m.n.p.m. Tego samego dnia rozbiliśmy bazę na wysokości 3.200 m.n.p.m, trudność z dostaniem się do tego miejsca wiązała się z koniecznością wniesienia sprzętu o wadze około 30 kg. Potem były dwa dni aklimatyzacji, wchodziliśmy na 3.900 metrów i wracaliśmy do bazy. Prognozy pogody były idealne, nie zwlekaliśmy więc z wejściem na szczyt i w pierwszym możliwym terminie, 4 lipca o godzinie 2 w nocy wyszliśmy ze schroniska. O 7.01 byliśmy na szczycie Mont Blanc.

Jak poczuł się Pan po zdobyciu najwyższego szczytu Europy?

- Pomimo potwornego zmęczenia i różnicy wysokości, było to ogromne szczęście. Cieszyliśmy się że jesteśmy już u góry, że oglądamy całą panoramę Alp, gdzie widzimy inne szczyty. Reakcje były różne, niektórzy całowali śnieg, były łzy szczęścia. Dla mnie było to ogromne przełamanie swoich słabości, które można porównać do ważnych życiowych momentów takich, jak ślub. Wiedziałem, że mogę pokonać w sobie lęk wysokości, czy wysiłek fizyczny. Spotykaliśmy po drodze osoby, które wracały. Myślę, że psychicznie jestem teraz innym człowiekiem, pewniejszym siebie jeśli chodzi o możliwości organizmu.

Jakie ma Pan plany na przyszłość, jeśli chodzi o alpinistykę?

- W tej chwili cieszę się z tego, co się udało. Na najbliższe parę lat jest do zdobycia wiele miejsc, które fascynują, a wcześniej były niedostępne. Nie mówię tu o wysokościach, nie mam tu ambicji na żadne ośmiotysięczniki. Ale czeka jeszcze mnóstwo szczytów europejskich, alpejskich, skandynawskich, może niższych, ale wciąż wymagających specjalistycznego sprzętu i wielkiej odwagi. Jeszcze w tym roku chcę wyruszyć w Tatry Słowackie i zdobyć szczyty, na które jeszcze nie wchodziłem.

Czy zamierza pan w jakiś sposób podzielić się swoją pasją także z uczniami szkoły?

- Mam taki pomysł, żeby jeszcze jesienią tego roku, o ile będzie zainteresowanie, powołać szkolne koło alpinistyczne. Jego celem nie będzie wspinaczka wysokogórska, ale pokazanie gór, jako czegoś, co może być pasją, a także wypoczynkiem letnim i zimowym. Wyobrażam to sobie w ten sposób żeby zaangażować kilku nauczycieli i robić spotkania tego klubu przez cały rok, a kończyło by się to w maju, czerwcu wyjazdem w góry. Koło miało by być przeznaczone dla uczniów piątych i szóstych klas.

Dziękuje za rozmowę.

MSz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości