17 września 1939 roku Armia Czerwona zaanektowała wschodnie ziemie II Rzeczpospolitej.
Od tego momentu rozpoczęła się pełna cierpień tułaczka Polaków. W tym roku obchodzono 65 rocznicę tego wydarzenia w Szymbarku, w Centrum Edukacji i Promocji Regionu. Przybyli na tę uroczystość Sybiracy, którzy wzruszeni opowiadali sobie nawzajem tragiczne przeżycia.
Na uroczystość przybył także były prezydent Lech Wałęsa, ks. biskup Jan Bernard Szlaga, prałat Henryk Jankowski oraz wiele innych znamienitych osobistości, które miały wspaniały widok na kapiliczkę, tego zaszcztu jednak nie dostąpili sami Sybiracy, których miejsca znajdowały się za nią.
Odśpiewano uroczyście hymn Polski oraz bardzo wzruszający hymn Sybiraków, którego słowa „opowiadały” dzieje ich tułaczki...
Oprawę muzyczną zapewnili: orkiestra wojskowa oraz Cappella Gedanensis. Po przywitaniu gości, rozpoczęło się „Nabożeństwo słowa”, modlitwa biskupa oraz poświęcenie nowej kapliczki św. Rafała.
Prezes Rodziny Katyńskiej Emilia Maćkowiak przedstawiła historię wywózek Polaków na Sybir. „Po zakończonej wojnie, władza wszelkimi sposobami ofiary naszych bliskich wymazywała ze świadomości narodu. (...) My, rodziny ofiar byliśmy poddawani szykanom i prześladowaniom...” – czytała.
Ważnym momentem w uroczystości było wręczenie odznaczeń dla Sybiraków.
O swoich wspomnieniach z „tamtych czasów” opowiedziała nam pani Janina Miłoszewicz z Gdańska.
„Mieszkałam wtedy w Grodnie.Wywieźli nas 1940 roku, 10 lutego. Byliśmy wtedy na zbiórce w szkole. Miałam 5 lat. Cała rodzina, było nas siedmioro dzieci – wywieźli... Wtedy wsadzili nas do bydlęcych wagonów i wieźli tak z miejsca do miejsca. Przebywaliśmy w lagrach. Na każdym rogu stali z karabinami, byliśmy za drutami kolczastymi. Rodzice i starszy brat pracowali przy wyrąbie drzewa i te duże bale musieli ładować na samochód. Tam byliśmy przez dwa lata. Tam bardzo dużo ludzi umarło, bo tyfus panował... Byliśmy w Irkucku (dop. aut. Irkuck, miasto we wschodniej, azjatyckiej części Rosji, stolica obwodu Irkuckiego, nad Angarą.). Potem nas wwieźli do takiego jak to nazywali „ziernosokodu”, do uprawy zbóż. Tam była strasznie chora. Przez trzy tygodnie leżałam w szpitalu nieprzytomna. Gdyby nie ludzie, którzy byli obok i mnie karmili, to nie wiem, czy przeżyłabym.
Tam... – urywa pani Janina, zmieniając temat – to można przecież przeczytać w każdej książce o Sybirakach... bo tam zmarł mój najmłodszy braciszek. Zachorował na dur brzuszny. Jak nas wywozili, to mógł mieć najwyżej trzy miesiące. Trudno mi opowiedzieć to co tam przeżyłam. Po 6,5 roku przyjechaliśmy do Gdańska. Tego dnia przeszłam ulicami tego miasta. Weszłam do małego kościoła, gdzie akurat było majowe. Pamiętam, że bardzo mi się ono podobało, bo tam gdzie byliśmy nie było kościoła. Modliliśmy się we własnym gronie. Kiedy wracałam z kościoła weszłam do sklepu, gdzie było pełno chleba. Poprosiłam o jeden chleb i wie pani... – urywa pani Janka ocierając łzy wzruszenia – ja go wtedy tak przycisnęłam do siebie... ucałowałam i biegiem zaniosłam go mamie, która podzieliła go między nas. Tak się cieszyliśmy, że mamy chleb. To jest jedna dziesiąta tego co przeżyłam, gdybym miała pani opowiedzieć wszystko nie starczyło by czasu..." – dodała pani Janina Miłoszewicz.
„W sztafecie pokoleń wychodzi z epoki podziałów, systemów, granic, wchodzimy w epokę jedności i solidarności. Cieszę się, że to nam przyszło otwierać nowe czasy, dziękujmy tym, którzy wywalczyli nam te czasy, byśmy mogli iść dalej i korzystać z tamtej mądrości i doświadczeń, by nasze wnuki nie musiały obchodzić tragicznych rocznic” – powiedział były prezydent Lech Wałęsa.
Ewelina Karczewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze