Reklama

Edmund Kwidziński po 45 latach służby żegna się z kartuską komendą

Czwartek, 29 czerwca będzie ostatnim dniem służby st. bryg. Edmunda Kwidzińskiego jako Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Kartuzach. Po wieloletniej służbie szef kartuskiej straży postanowił przejść na emeryturę. Nam opowiedział o swoich początkach, najtrudniejszych, jak i najradośniejszych momentach w swojej 45-letniej służbie.

Pamięta pan swój pierwszy dzień na stanowisku komendanta?
Służbę na stanowisku komendanta rozpocząłem 1 października 1993 roku. Jednak obowiązki komendanta pełniłem już wcześniej, gdy mój poprzednik poszedł na ostatni urlop. Było to krótko po moim powrocie z dłuższej nieobecności spowodowanej wypadkiem. Przed objęciem tego stanowiska byłem dowódcą JRG, zastępcą komendanta, stąd zakres moich obowiązków nie zmienił się aż tak bardzo. Musiałem jednak już samodzielnie podejmować decyzje, przeorganizować funkcjonowanie komendy, wykonać przydział zadań, ustalić statuty i regulaminy. Przejąłem funkcjonowanie całości komendy, łącznie z jej ważnym działem - finansowaniem. Nadzwyczajnej zmiany nie odczułem, wręcz po ośmiomiesięcznym zwolnieniu lekarskim, jeszcze bardziej zmobilizowałem się do pracy. Mój powrót nie był łatwy. Komisja lekarska pierwotnie zakwalifikowała mnie do grupy inwalidzkiej, nie dopuszczając mnie tym samym do służby. Odwołałem się, co poskutkowało zmianą kwalifikacji. Miałem wówczas 40 lat i dwie dekady służby za sobą. To, co robiłem było moja pasją zarówno zawodową, jak i społeczną. Nie wyobrażałem sobie, bym nie wrócił do służby. Udało się i z podwójną energią wziąłem się do pracy.

Czas, kiedy obejmowałem stanowisko komendanta był to okres, kiedy straży pożarnej przybywało zadań, szczególnie tych niezwiązanych z pożarami. Stąd też trzeba było szybko doposażyć jednostki w sprzęt. Trzeba było nawiązać współpracę z samorządami. Wówczas wszyscy uczyliśmy się tej współpracy. Komenda wymagała generalnego remontu i rozbudowy. Kolejno następowały etapy jej modernizacji i rozbudowy, aż do obecnego stanu. Dużo wysiłku włożyliśmy też w wyszkolenie strażaków zarówno funkcjonariuszy, jak i ochotników. Obecnie system ratowniczo-gaśniczy w powiecie znajduje się na wysokim poziomie.

Jaka była najtrudniejsza sytuacja, z którą przyszło się Panu zmierzyć podczas służby?
Nie da się wyselekcjonować jednej trudnej sytuacji. Czasem niewielki problem bardziej stresuje niż jakiś poważny. Trudnych sytuacji było sporo i dać priorytet którejkolwiek jest ciężko. W jednostce każda sprawa ludzka, kadrowa jest trudna. Przez czas, kiedy pełniłem funkcję komendanta, ukarałem tylko jedną osobę. Wiele osób odchodziło ze służby z różnych powodów. Smutne chwile to właśnie te, gdy musiałem składać podpis pod decyzją o czyimś odejściu.

Gdy pojawiały się problemy nie do rozwiązania, angażowałem się w inną sprawę. Nigdy nie zapominałem jednak o tym, którego nie udało się zakończyć. Kiedy pojawiały się odpowiednie warunki, wracałem do niego. I pewnie dzięki tej konsekwencji w działaniu udało się tyle zamierzeń zrealizować. Moją służbę z pewnością ułatwiło mi moje doświadczenie w ochotniczej straży pożarnej. Kiedy rozpocząłem służbę w zawodowej straży pożarnej, łatwiej było mi nawiązywać kontakty z OSP, rozumiejąc ich potrzeby, trudności w działaniu. Stąd wiele czasu poza swoją służbą, w czasie wolnym, poświęciłem OSP, aby im pomóc w wyposażeniu itp. Nigdy nie szczędziłem na to czasu. Sporo udało się osiągnąć dzięki wielkiej przychylności wójtów i burmistrzów.

A najradośniejszy moment?
Takim momentem na pewno było wręczenie mi stopnia starszego brygadiera, co nastąpiło podczas centralnych obchodów z okazji Dnia Strażaka w Gorzowie Wielkopolskim w 2005 roku. Awans otrzymało tylko pięć osób z całej Polski.

Tym, co mnie zawsze wzruszało, to postawa członków młodzieżowych drużyn pożarniczych podczas zawodów sportowo-pożarniczych. Gdy tym młodym ludziom nie udało się czegoś zrobić, wręcz płakali, bo czuli się odpowiedzialni za całą drużynę. Poprzez zawody uczymy bowiem odpowiedzialności za cały zastęp, sekcję. A odpowiedzialność za swojego kolegę w działaniach ratowniczo-gaśniczych jest niezwykle ważna. I to właśnie chcemy przekazać im podczas zawodów. Chodzi bowiem o partnerstwo i to zarówno w drużynie, jednostce, jak również między jednostkami.

Podczas swojej 45-letniej służby brał Pan udział w wielu akcjach, kierował działaniami ratowniczymi. Które z nich był najtrudniejsze?
Kierowałem wieloma akcjami - podczas katastrofy autobusu w Kokoszkach, czy przy pożarze w szpitalu w Dzierżążnie. Gdy przyszło nam działać także podczas wypadków drogowych, początkowo odczuwaliśmy stres, widząc ludzi, którzy ponieśli śmierć. Pod względem psychologicznym po wielu latach nastąpiło uodpornienie na tego typu sytuacje, ale zawsze pozostaje w głowie to, że nie udało się kogoś uratować.

Tak było latem w 1986 roku, kiedy sobotnim późnym wieczorem zostaliśmy wezwani do akcji w okolicach Gowidlina. Dziecko wpadło tam w odwiert o średnicy 30 cm, na głębokość 10 metrów. Aby wydostać chłopca, musieliśmy kopać obok studnię. Robiliśmy wszystko ręcznie. Dziecku podawaliśmy wężem ciepłe powietrze. W końcu zeszliśmy na głębokość około dziewięciu metrów. Wyciągnęliśmy chłopczyka. Niestety nie udało się go już uratować. W akcję włożyliśmy wiele wysiłku. Były bardzo trudne warunki. Działania były ryzykowne, pracochłonne i niestety nie przyniosły zamierzonego efektu. Takie akcje, dla nas strażaków, którzy ratują życie, są najtrudniejsze.

Akcja, która utkwiła mi w pamięci, to także pożar stodoły w Leszczynkach. Pożar spowodowało dwóch chłopaków. Jeden z nich uciekł. Drugi schował się w płonącej stodole. Spłonął.

Niezwykle trudną, ale jednocześnie bardzo efektywną akcją był pożar baraku szpitalnego w Dzierżążnie w sierpniu 1980 roku. Ogień pojawił się w baraku nr 8, w którym znajdowało się około 50 osób o znacznym stopniu niepełnosprawności. Przy współpracy naszych jednostek, mieszkańców, jak i personelu udało się ewakuować wszystkich. Był to sukces, że nikt nie odniósł obrażeń. Barak, całkowicie drewniany, z reguły powinien ulec doszczętnemu spaleniu w ciągu pół godziny. Nam udało się ograniczyć rozwój pożaru, jak i rozprzestrzenianie się ognia na sąsiednie baraki i bezpiecznie ewakuować pacjentów.

Jakie ma Pan marzenia co do przyszłości straży pożarnej w Kartuskiem?
Chciałbym, aby kontynuowano doposażenie jednostek, by były jeszcze na wyższym poziomie technicznym, by nieustannie dostosowywać je adekwatnie do zagrożeń. Należy bowiem pamiętać, że samochód, który ma 20-30 lat zagraża życiu strażaków. Marzyłbym o tym, aby strażacy znajdujący się w systemie indywidualnego alarmowania mieli taki komfort, a zarazem czuli odpowiedzialność, by otrzymując powiadomienie o zdarzeniu, dostawali treść z informacją o zagrożeniu i stawiali się na alarm nawet wówczas, gdy dotyczy ono usunięcia gniazda os. Dotychczas w tym zakresie zrobiliśmy już bardzo wiele. W systemie indywidualnego alarmowania jest już około 1500 strażaków. W przypadku komendy PSP, przydałoby się więcej etatów. Mamy najniższe zatrudnienie w przeliczeniu na 1.000 mieszkańców, ale nadrabiamy to aktywnością OSP.

Jakie ma Pan plany związane z emeryturą?
Trudno mi sobie wyobrazić to, jak poradzę sobie z nadmiarem wolnego czasu. Pewnie nie będzie to łatwe, ale kiedyś trzeba zakończyć służbę. Jestem związany z OSP Miechucino, gdzie jestem prezesem honorowym. 1 lipca będzie to już 50 lat. Ponadto jestem Prezesem Oddziału Powiatowego ZOSP RP w Kartuzach oraz Wiceprezesem Oddziału Wojewódzkiego ZOSP RP w Gdańsku. Na pewno z tych funkcji nie wycofam się, bo byłoby to zaprzeczeniem mojej dotychczasowej pracy. Pomocy ochotniczym strażom pożarnym nigdy nie odmówię.

Pożegnanie ze służbą

29 czerwca br. będzie ostatnim dniem służby st. bryg. Edmunda Kwidzińskiego. Po 45 latach służby, 24 latach pełnienia funkcji Komendanta Powiatowego PSP w Kartuzach, szef kartuskich strażaków odchodzi na emeryturę. Uroczystość pożegnania z mundurem odbędzie się w czwartek, 29 czerwca o godzinie 13. na placu przy Komendzie Powiatowej PSP w Kartuzach.

----------------------------------------------

st. bryg. Edmund Kwidziński - urodził się 28 lipca 1952 roku w Miechucinie. W służbie od 1972 r. W 1974 r. ukończył z wyróżnieniem Szkołę Chorążych Pożarnictwa w Poznaniu. W Kartuzach rozpoczął służbę na stanowisku oficera ds. zapobiegania pożarom. Od 1977 r. na stanowisku ds. operacyjno-szkoleniowych pełnił też obowiązki Zastępcy Komendanta Rejonowego Straży Pożarnych. Po ukończeniu studiów w Szkole Głównej Służby Pożarniczej w 1988 r. został powołany na Zastępcę Komendanta Rejonowego PSP, a w 1999 r. na stanowisko Komendanta Powiatowego PSP.

Od 1967 roku jest członkiem OSP Miechucino. W latach 1970-1972 pełnił funkcję naczelnika, a obecnie jest Prezesem Honorowym tej jednostki. Działa w strukturach Związku OSP jako Prezes Zarządu Oddziału Powiatowego ZOSP RP w Kartuzach oraz w strukturach wojewódzkich. W marcu 2017 roku wybrano go na wiceprezesa Zarządu Oddziału Wojewódzkiego ZOSP RP w Gdańsku. Przez wiele lat kierował działaniami ratowniczo-gaśniczymi przyczyniając się do ratowania zdrowia, życia i mienia dużych wartości. Kierował między innymi działaniami ratowniczymi podczas pożaru szpitala w Dzierżążnie oraz katastrofy autobusu w Kokoszkach.

Poprzez swoją aktywną działalność doprowadził do wysokiego stopnia zorganizowania, wyszkolenia i wyposażenia 52 jednostek OSP w powiecie. Zadbał o odpowiednią bazę lokalową, odpowiednie warunki służby i usprzętowienia Komendy Powiatowej PSP. Przez wiele lat był radnym miejskim. Obecnie radny Rady Powiatu Kartuskiego. Honorowy Krwiodawca - oddał ponad 45 litrów krwi. Odznaczony wieloma odznaczeniami państwowymi, resortowymi i związkowymi, w tym Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Kryształowym Sercem oraz Złotym Znakiem Związku.

AL
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    julcia - niezalogowany 2017-06-21 14:51:31

    W końcu, bo jeszcze trochę to byłby jak drugi Wilhelm.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Smutna - niezalogowany 2017-06-21 10:04:46

    Wielki człowiek, Wielki strażak, Wielki Komendant Takiego Komendanta Powiat Kartuski już mieć nie będzie Komendant 24 na dobę Dziękujemy panie Edku

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Bartek - niezalogowany 2017-06-20 19:06:51

    "nareszcie, w końcu..." ciężko czytać takie bzdury, Pan Edmund przechodzi na emeryturę w wieku 65lat ale chyba u nas bardziej się ceni wszystkich mundurowych którzy uciekają do cywila po czterdziestce i rozwijają prywatny biznes, marnując zdobyte przez lata doświadczenie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości