Nie udało się powtórzyć wyniku z Kościerzyny, gdzie koszykarze Remusa zwyciężyli w pierwszej serii spotkań 73: 53. Rewanż należał już do rywali zza przysłowiowej miedzy, choć mecz do samego końca trzymał w napięciu.
Pierwsza odsłona derbowej potyczki to walka kosz za kosz. Żadnej z drużyn nie udało się odskoczyć na więcej niż choćby trzy punkty. Kibice mieli za to okazję obejrzeć kilka widowiskowych akcji, jak chociażby alley-oop w wykonaniu Bartosza Reglińskiego i Mariusza Markowskiego. Ten drugi w efektowny sposób zakończył też tę część gry, trafiając „za trzy” równo z końcową syreną. Ostatecznie na pierwszą przerwę to gospodarze schodzili prowadząc 25:23.
Kolejne 10 minut to już znacznie gorsza skuteczność pod obiema tablicami. Pojawiły się serie strat i niewymuszonych błędów. Sokół cały czas kontrolował jednak przebieg meczu i powiększał przewagę do czterech oczek. W ostatnich minutach podopieczni Tomasza Sikory musieli już radzić sobie bez swojego lidera, Piotra Kryszewskiego, który w ciągu kwadransa zgromadził na swoim koncie trzy faule.
Drugą połowę znów zaczęliśmy w wyjściowej „piątce” i po kilku minutach prowadziliśmy 47:40. Chwilę później było już 52:44 i gdy wydawało się, że miejscowi złapali luz, który pozwoli dowieźć im zwycięstwo do końca, nastąpił prawdziwy dramat. Sygnał do ataku gościom daje duet Szulc-Ceplin. Obaj rzucili razem w tej partii 20 z 30 punktów całej drużyny! Szczególnie bolesne były trzy „trójki” z rzędu w samej końcówce kwarty i pięć łącznie w tej tylko odsłonie meczu.
Sokół próbował odpowiedzieć tym samym, ale bez skutku. W efekcie przyjezdni po raz pierwszy od początku meczu wyszli na prowadzenie 62:61. Mimo dopingu kibiców kartuzianie nie tylko nie odrabiali strat, ale je jeszcze powiększyli i po kilku chwilach przegrywali już 73:66. Różnica taka utrzymała się do 38 minuty meczu i stanu 81:74. Wtedy to na linię rzutów osobistych weszli po sobie Regliński i Włosiński. Każdy wykorzystał po jednym rzucie zmniejszając dystans do 81:76. Po drugiej stronie kosza w identycznej sytuacji pomylił się dwukrotnie Cichosz, ale na kilka sekund przed końcem piłka i tak była w rękach gości.
Sytuacja wydawała się dramatyczna, jednak kuriozalne zachowanie Marcina Chojnackiego sprawiło, że niewiele brakowało, a udałoby się doprowadzić do dogrywki! Zawodnik Remusa, próbując utrudnić Sokołowi odebranie piłki, schował ją sobie nagle pod koszulkę (!), zyskując w ten sposób kilka sekund. Sędziowie odgwizdali jednak przewinienie techniczne. Z linii rzutów osobistych dwa razy trafił Markowski i na 2,5 sekundy przed końcem piłkę rozegrać mogli jeszcze gospodarze.
Trener Sikora poprosił o czas i rozrysował swoim zawodnikom akcję, która w przypadku celnego rzutu zza linii 6,25 metra dałaby nam dogrywkę. Pierwsza część planu powiodła się. Kryszewski zdołał urwać się obrońcom, otrzymał podanie i z prawego skrzydła cisnął piłką w kierunku obręczy. Niestety piłka, zamiast wpaść do środka, odbiła się jedynie od jej krawędzi i wyszła w pole.
Remus wygrał 81:78, odnosząc drugie w ciągu ostatniego tygodnia derbowe zwycięstwo na Kaszubach (kolejkę wcześniej w identycznym stosunku zwyciężył na wyjeździe Bat Sierakowice - red). Choć szkoda straconych punktów, mecz mógł się podobać. W naszych szeregach świetne zawody rozegrał Markowski (26 pkt). Dwucyfrową zdobycz punktową zapisali na swoim koncie także Kryszewski, Dułak i Drywa, ale zbyt liczne straty i nieskuteczna walka o piłki pod tablicami przesądziły o tym, że Sokół zszedł z parkietu jako pokonany już po raz dwunasty. W ekipie gości wyróżniali się Kobus (18 pkt), Chojnacki i wspomniany już Celin (po 16 pkt).
Komentarze