Reklama

Ewa Borowska, kobieta z... podwójnym akumulatorem

08/11/2008 09:28
Na co dzień jest pielęgniarką w kartuskim szpitalu. Po pracy rzuca się w wir swoich pasji. Ma ich tyle, że aż trudno uwierzyć, skąd bierze na to wszystko czas. Lubi muzykę i sport. Stworzyła żeńską drużynę piłkarską. Prowadzi aerobik dla pań. Przygotowuje przedstawienia dla dzieci. Latem prowadzi półkolonie. Nie obce są jej także akcje charytatywne i aukcje dla dzieci. Bez swoich pasji nie wyobraża sobie życia i – jak wyznaje – ma jeszcze sporo pomysłów na przyszłość.

O tym, ile Ewa Borowska ma wytrwałości, zacięcia, energii i determinacji w dążeniu do celu, najlepiej świadczy pewien epizod sportowy sprzed trzech lat.

- Przypadkowo znalazłam się na I rajdzie rowerowym Kaszebe Runda w Kościerzynie – wspomina pani Ewa. - Myślałam, że to taki zwykły rajd organizowany dla relaksu. Od brata pożyczyłam rower. Była to „wspaniała maszyna”. Damka, za dwie stówy z supermarketu. Wystartowałam z nr 13. Rozglądając się dokoła, zaczęłam się zastanawiać, co to za rajd? Wszędzie sami faceci. Przed wyruszeniem na trasę uprzedzono mnie, że po 28 km mogę zawrócić, jeżeli będę chciała. Jeszcze czego. Pomyślałam. Wszyscy śmigali mi przed nosem, a ja za nimi na tym moim superrowerku, a na nim torby, apteczka, bukłaki, jedzenie i do tego jeszcze wystająca pompka.

Pomimo 38-stopniowego upału pani Ewa nie rezygnowała. Dwa razy z jej roweru odpadł pedał. Podczas każdy przerwy regeneracyjnej czekała na nią karetka, grupa techniczna i organizatorzy. Do mety dojechała na stojaka. W tym dniu pokonała 204 kilometry.

- Na mecie czekała na mnie niespodzianka – uśmiechając się, stwierdziła pani Ewa. – Zrobili mi... taki masaż, że następnego dnia czułam się świetnie, ani śladu jakichkolwiek zakwasów. Co prawda przyjechałam ostatnia, ale medal dostałam. - To nie była stracona wyprawa jeszcze z jednego powodu - dodała. – Na trasie wymyśliłam scenariusz do spektaklu „Rodzina fatalnych”, który później wystawialiśmy na Wyspie Łabędziej. Coś trzeba było przecież robić przez te ponad 200 kilometrów.

Kiedy mieszkała i pracowała w szpitalu w Dzierżążnie, koleżanki w imieniu swoich dzieci często prosiły ją, by... odrobiła za nich pracę domową. Wykonywała więc rysunki, robiła łabędzie, kukiełki i stroje na bal przebierańców. Wszystko szyła ręcznie. Miejscowej szkole pomagała w pracach kółka teatralnego. Adaptowała bajki i wystawiła m. in. „Opowieść wigilijną” Dickensa. Sama przygotowała scenariusz, stroje, a nawet zagrała główną rolę, bo jakoś nikt się do niej kwapił. Była też Mikołajem, który w wigilijną noc jeździł na nartach, rozwożąc po domach prezenty.

W 2001 r. zaczęła pracę w kartuskim szpitalu, a rok później zamieszkała w Kartuzach. Swoje zainteresowanie teatrem kontynuowała w Centrum Kultury Kaszubski Dwór w Kartuzach, gdzie jako instruktor prowadziła kółko teatralne dla dzieci. Od dwóch lat propaguje aerobik, który ma duże wzięcie. Na zajęcia do Kaszubskiego Dworu przychodzi około 150 osób. Ćwiczy młodzież i panie pod siedemdziesiątkę.

- Od 10 lat związana jestem ze stadionem Cartusii, bo trenował tam mój syn Tomasz – powiedziała Ewa Borowska. - Byłam kierownikiem jego drużyny. Zamierzam też pójść na kurs UEFA B dla trenerów piłki nożnej.

Skąd ten nowy pomysł? Ano stąd, że pani Ewie rok temu zachciało się stworzyć żeńską drużynę piłkarską. Jest jej trenerem i opiekunką medyczną. Zespół działa pod egidą GKS Cartusia.

- Wszystko wzięło się stąd, że dziewczęta, w tym koleżanki mojej córki Sylwii, które przychodzą na aerobik, były zainteresowane piłką nożną – stwierdziła moja rozmówczyni. – Nie było rady, trzeba było założyć zespół. W tej chwili należy do niego 26 dziewcząt, a pięć z nich jest w kadrze Pomorza. Aktualnie przygotowuję do występów grupę czirliderek.

Co jeszcze ją pociąga i fascynuje? Lubi muzykę. Gra na fortepianie ze słuchu, bez nut. Jako licealistka należała do orkiestry dętej, w której grała na barytonie i kornecie. Lubi też tańczyć. Przez cztery lata była członkinią Regionalnego Zespołu Pieśni i Tańca „Kaszuby”.

- Do zespołu należała również moja mama – wspomina. – To ona mobilizowała do działania całą naszą rodzinę. Wpoiła nam zasadę, że bliźnim pomaga się bezinteresownie. Ona też nauczyła mnie sztuki odpoczywania i nabierania sił po ciężkiej pracy. Może dlatego na wszystko znajduję czas i szybko wracam do formy.

Ewa Borowska przyznaje, że ma wspaniałego męża i dużo mu zawdzięcza.

- Bogdan, czyli mój mąż, świetnie gotuje, co pozwala mi zająć się swoimi pasjami bez wyrzutów sumienia. – Jest ponadto bardzo tolerancyjnym człowiekiem. A ja mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa, bo mam wspaniałą rodzinę, a nadto robię to, co lubię.

Longina Templin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gadzina - niezalogowany 2008-11-09 19:17:22

    Ja również poznałam panią Ewe na zajęciach z aerobiku,jestem z nią,lub ona z nami już 2rok.Sama się dziwie z skąd ona czerpie siły?Podziwiam ją i jestem pełna uznania!Oby tak dalej,:)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Joannna - niezalogowany 2008-11-09 17:44:26

    Jesteśmy dumni z Naszej Kochanej Pani Ewy :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kasik - niezalogowany 2008-11-08 16:23:11

    Brawo dla pani Ewy.Jestem pełna podziwu dla jej różnorakich działań, zaangażowania, energii, charyzmy, itp.,itd.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości