Reklama

Gdy lekarz się pomyli...

03/08/2010 13:18
W najnowszym numerze "Gazet Kartuskiej" m.in. historia jednej z czytelniczek, która postanowiła podzielić się swoimi nienajlepszymi wspomnieniami z kontaktów z lekarzami.

Błądzić jest rzeczą ludzką, ale...

Mylić się jest rzeczą ludzką. Trudno tę starą mądrość przywołać w rozmowie ze znękanym chorobą człowiekiem, który doświadczył błędu lekarskiego. Jeszcze trudniej jest powtórzyć bliskim osoby, która wskutek domniemanej pomyłki lekarskiej „zeszła” z tego świata.

Niekiedy subiektywne poczucie może nie oddawać rzeczywistości. Wystąpienie błędu lekarskiego może stwierdzić sąd po wysłuchaniu biegłych.

Gazeta, podejmując takie skomplikowane i trudne tematy w relacjach lekarz – pacjent, nawet, gdy ogląd sprawy wskazuje, że lekarz się pomylił ze szkodą dla pacjenta, nie może ferować ani sugerować wyroków. Przychodzą do nas czasem czytelnicy i skarżą się na lekarzy.

Opowiedziała swoją historię...

Historia, którą opowiedziała nam nasza czytelniczka, jak się wydaje, w sposób dość oczywisty wskazuje na pomyłki lekarzy w diagnozie. Oddajmy jej głos:

W lipcu udałam się do przychodni rejonowej w Kartuzach do lekarza. Opowiedziałam mu, co mi dolega. Poprzedniego dnia przebywałam nad wodą, opalałam się, wypoczywałam. Wtedy w okolicach czoła wystąpiła opuchlizna. Przypuszczałam, że mnie coś ukąsiło. Lekarz wysłuchał mnie, wypisał leki, które kazał przyjmować przez pięć dni.

W ciągu tych pięciu dni stan mojej twarzy się pogorszył, wystąpiła opuchlizna. Postanowiłam ponownie pójść do lekarza, tym razem dermatologa. Stwierdził on, że leki, które biorę, są właściwe i mam je dalej przyjmować. W międzyczasie byłam z wizytą u okulisty, ponieważ w okolicy oczu też powstała opuchlizna. Strasznie swędziało i bolało. Lekarz zapisał mi lek do przemywania oraz stwierdził, że leki które mi zapisano dalej mam zażywać. Twarz nadal miałam spuchniętą, na czole powstały strupy. Postanowiłam ponownie pójść do lekarza, który przyjmował w przychodni po południu. Decyzja lekarza była jednoznaczna – odrzucić wszystkie leki. Wypisał mi on skierowanie do lekarz specjalisty, do Akademii Medycznej w Gdańsku.

Z mężem udaliśmy się do Akademii. Na dyżurze w pogotowiu ratunkowym nie było lekarza dermatologa. Przyjął nas internista. Stwierdził, że maść, którą smarowałam twarz, powinnam używać tylko przez trzy dni, że przedawkowałam. Wróciliśmy do domu. Następnego dnia rano znów udaliśmy się do Gdańska. Załatwiłam dokumenty przyjęcia do szpitala. Na oddziale ordynator stwierdziła, że nie zostałam ukąszona, lecz przyczyną mego stanu był wirus – półpasiec. Zaordynowała leki i wypisała mnie ze szpitala.

Zadaję sobie pytanie: „Jak mnie leczono, kto mi zwróci zdrowie, stres, którego doświadczyłam, wydatki na leki, które okazały się niepotrzebne oraz na dojazdy do Gdańska?”. Na koniec chcę zauważyć, że postawienie przez lekarzy nieprawidłowej diagnozy może doprowadzić do utraty zdrowia, a w najgorszym wypadku do śmierci.


Tyle nasza czytelniczka. Miała pecha. Jak wynika z jej relacji kolejni lekarze nie rozpoznali, co jej dolega. Nie będziemy silić się na komentarz – ot, samo życie.

Ryszard Leszkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    nadia-comaneci - niezalogowany 2010-08-04 10:33:36

    a kto jeszcze Gazetę Kartuską kupuje i czyta? to wygląda jak broszura drukowana na papierze toaletowym z kolorową okładką a styl pisania artykułów mają lepszy w podstawówkach. to jakaś dziecinna zabawa i nauka pisania tekstów a nie dziennikarstwo. w średnich szkołach by wyśmiali taki biuletyn. to wstyd dla całego powiatu że turyści coś takiego muszą oglądać w sklepach i że niby gazetą nazywa się.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    paulina1211 - niezalogowany 2010-08-03 14:22:33

    ciągnąc dalej wątek niekompetencji lekarzy chciałam się podzielić moją historią, a więc pod koniec lipca 2009 roku niefortunie upadłam na dłoń. następnego dnia udałam się do kartuskiego szpitala, wykonano mi prześwietlenie które nic nie wykazało. zalecenia lekarza to : okłady z altacetu. opuchlizna na dłoni jak się pokazała tak nie schodziła przy czym potwornie mnie ręka bolała. wkońcu nie wytrzymałam już bólu i udałam się do ortopedy który stwierdził złamanie dwóch palców i unieruchomił mi dłoń. w tym roku w połowie kwietnia również upadłam, udałam się natychmiast na SOR do kartuskiego szpitala, gdzie po prześwietleniu usłyszałam "złamania chyba nie ma", lekarz radiolog na opisie dodał "dłoń bez cech urazu". poprosiłam lekarza o usztywnienie mi dłoni prowizoryczną szyną i wypisanie skierowania do poradni ortopedycznej. następnego dnia udałam się zarejestrować do poradni, wizyte miałam na za 2 tygodnie. gdy już doszło do wizyty lekarz nie robiąc powtórnego zdjęcia stwierdził złamanie 5 palca(miałam rozstrzaskaną kostkę na pół) tak więc usztywnil mi rękę razem na 4 tyg(przy czym w połowie była kontrola). po uzyskaniu diagnozy lekarza z gdańska z poradni udałam się ze zdjęciami jak i adnotacją z SOR-u do zarządu szpitala po wyjaśnienia. pierwsze pytanie jakie usłyszałam : czy zamierzają państwo skarżyć szpital?. lekarz który przyjmował na SOR-ze jak i lekarz radiolog byli wezwani do gabinetu Prezesa szpitala. od lekarza z SOR-u usłyszałam przeprosiny, zaś od drugiego usłyszałam "nie miałem czasu, dużo ludzi było". i to sie nazywa kompetentny lekarz? raczej nie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości