W zeszłym sezonie siatkarki Gedanii Żukowo od meczu z Dąbrową Górniczą rozpoczęły punktowy marsz, który doprowadził ich aż do play off. W tym niestety powtórki nie było. Przeciwnie – podopieczne Pawła Kramka zanotowały najgorszy występ w rozgrywkach! Przegrały 3:0 (25:13, 25:16, 25:9), zdobywając w sumie zaledwie 38 punktów.
Ekipa Enion Energia MKS Dąbrowa Górnicza to obecnie trzecia siła Plus Ligi Kobiet i uczestnik żeńskiej Ligi Mistrzów. Mimo to, tak wyraźnej różnicy na parkiecie trudno było się spodziewać. Przewaga przyjezdnych pod względem doświadczenia, umiejętności i zgrania wręcz raziła w oczy. Mimo nieporównywalnego potencjału sportowego, trener Waldemar Kawka od pierwszych minut asygnował do gry swój najsilniejszy skład i kompromitacja stała się faktem.
Zaczęło się dość obiecująco, bo od szybkich trzech punktów miejscowych. Odpowiedź Dąbrowy była jednak natychmiastowa i już kilka chwil później to one cieszyć się mogły z pięciopunktowej serii. Jak się wkrótce miało okazać był to jedyny fragment spotkania, w którym żukowianki prowadziły! Do walki próbowała co prawda poderwać koleżanki pojedynczymi błyskami Małgorzata Plebanek, ale sama nie była w stanie się przeciwstawić całej ekipie MKS-u. Różnica punktowa rosła z każdą minutą sięgając na pierwszej przerwie technicznej stanu 8:5, zaś na drugiej już 16:7. W samej końcówce cudu nie było, choć gospodynie było stać przez chwilę na wyrównaną grę. Zakończyło się na 25:16 i szans na pierwszą wygraną pojedynczego seta było trzeba szukać w kolejnej odsłonie.
Ta wyglądała jednak jeszcze gorzej niż pierwsza, bo po pierwszych kilku piłkach przegrywaliśmy już 0:4. Czas wzięty przez Kramka pozwolił jedynie przerwać na chwilę ten impas, bo do przerwy technicznej siatkarki Dąbrowy zdołały jeszcze powiększyć przewagę do 8:3. To, co stało się w ciągu kolejnych kilku minut to już jednak prawdziwy nokaut. MKS zanotował serię 8:1 i na kolejnej przerwie technicznej prowadził 16:4! Po powrocie na parkiet pięć punktów z rzędu zanotowały gospodynie, co wlało w ich poczynania nieco więcej pewności siebie. Zdołały dzięki temu odrobić część strat, ale od stanu 16:22 punkty zdobywały już tylko zawodniczki Waldemara Kawki.
To co najgorsze miało jednak dopiero nastąpić. Sił, pomysłu na grę i ambitnej walki do końca straczyło zaledwie na pierwsze dwie akcje tego seta, po których to na tablicy wyników był remis 1:1. Potem rywalki zaczęły odskakiwać w błyskawicznym wręcz tempie. Na nic zdawały się czasy trenera Kramka czy desperackie roszady w składzie i ustawieniu. Na pierwszej przerwie technicznej byliśmy gorsi w stosunku 8:3, ale na drugiej już 16:6. Tak duże dysproporcje w częstotliwości zdobywania punktów utrzymały się niestety do samego końca. Pierwszą piłkę meczową Dąbrowa miała już przy stanie 24:8! Wówczas obroniła ją jeszcze skutecznym atakiem Plebanek. Poprawka Pury była już dokładniejsza i mecz dobiegł końca.
Gedania była w tym spotkaniu zupełnie bezradna, a Pura, Liniarska, Sieczka, Szczurek czy Gajgał robiły z naszym zespołem co chciały. Tradycyjnie już prezentowały dużo lepszą skuteczność w przyjęciu, bloku i ataku, a więc najważniejszych elementach siatkarskiego rzemiosła. Komentarza nie wymaga też porównanie ilości punktów zdobytych po kontrach – 8 po stronie Gedanii i 33 na koncie Dąbrowy Górniczej oraz straconych po własnych błędach – 22 żukowianek przy 9 rywalek! Robiły co mogły Plebanek i Kurnikowska, ale całkowicie zawiodła Sachmacińska, która zakończyła mecz z tylko dwoma punktami na koncie. Skuteczność Siwki dobiła co prawda tym razem do 20% bardzo dobrych przyjęć, ale jak na libero to wciąż o wiele, wiele za mało. Szansa na poprawę i pierwszego wygranego seta w sezonie w najbliższą niedzielę we Wrocławiu, gdzie podejmować będzie nas miejscowa Gwardia.
Komentarze