Reklama

Głucho, ciemno... jak za króla Ćwieczka

06/12/2011 13:38
Skutki niedzielnej wichury, jaka przeszła nad Kaszubami, dla wielu mieszkańców naszego powiatu przeciągnęły się do kilku dni. I tak jak mieszkańcy Kartuz cieszyli się elektrycznością już z niedzieli na poniedziałek, inni musieli na ten luksus czekać do wtorku, a nawet środy, czwartku, czy jeszcze dłużej...

W naszej redakcji rozdzwoniły się telefony. Ludzie pytali:
- Dlaczego u nas nie ma prądu, a w sąsiedniej miejscowości jest?! Co, jesteśmy gorsi?
- Pani pewnie ma światło, to jest mądra! - mówiła mieszkanka Jelonka, w odpowiedzi na pocieszenie, że po trochu, ale ENERGA podoła tym naprawom.
Niektórzy próbowali wręcz za naszym pośrednictwem przyspieszyć niwelowanie skutków wichury, ale bezskutecznie. Energa działała swoim rytmem i jak na bieżąco zapewniała nas rzecznik firmy, ekipy remontowe pracowały na najwyższych obrotach.

Mimo to, relacje naszych Czytelników uświadomiły nam nie tylko poziom szkód wyrządzonych przez żywioł, ale również przez powolne, a zdaniem niektórych, mało skuteczne próby naprawiania awarii.

Rzadko kiedy Czytelnicy aż tak proszą o pomoc. Tym razem... mogliśmy tylko rozkładać ręce. Na Energę nie działały monity prasy. Być może coś udało nam się przyspieszyć, ale na pewno nie załatwić do końca. Żywioł to żywioł i my też musieliśmy ponieść jego skutki. Podobnie jak nasi Czytelnicy, przez kilka dni byliśmy w domach bez prądu i często również bez wody. Nie mogliśmy też na czas wydrukować gazety, bo w drukarni również nie było prądu.

Dzwonili do redakcji:

- W kraju, który chlubi się, że należy do Unii Europejskiej, takie traktowanie ludzi, taki sprzęt, jakim dysponuje ENERGA, to śmiech w biały dzień! W Niemczech też są wichury, ale nie ma takich cyrków jak u nas. Tam po kilku dniach wszystko jest w porządku. To po prostu niedorzeczne, żeby po wichurze tak długo naprawiać szkody. Dzisiaj nie mogłam wypłacić "rodzinnego" z bankomatu, bo zwyczajnie nie działał. Mimo że od wichury minęły cztery dni, w somonińskim urzędzie i banku nadal było ciemno.
Emilia, matka dwójki dzieci z Somonina

- Niedawno kupiłam świnię, ale niestety, rozmroziło mi się wszystko. Być może, gdybym miała jakąś nowoczesną zamrażarkę, to taka katastrofa by mnie nie dotknęła, a tak, stało się. Straty sięgają ponad 500 zł. Myślałam, że mam mięso na święta z głowy, a tu taka tragedia. Dla mojej rodziny, te 500 złotych, to naprawdę dramat, to pół wypłaty. Tyle mogłam z tego mięsa zrobić, tyle przerobić, a tu nic, tym bardziej, że nawet wody nie było, a kuchenka też na prąd.
Krystyna z Leszczynek

- Bez prądu da się żyć. Jest ciemno, niewiele można w domu zrobić, więc pewnie jak większość ludzi będących w podobnej sytuacji, zastanawiam się jak to kiedyś było. Ludzie żyli, nie wiedzieli nawet, co to elektryczność i byli szczęśliwi. Na pewno wyjdę dziś na dłuższy spacer z moim psem, a poza tym...? Pewnie zajmę się tym, do czego prądu nie potrzeba, będę rozmyślać. Zazwyczaj w rodzinach są takie kłopoty, że jest o czym myśleć. Bliska mi osoba walczy o swoje zdrowie. To chyba aż za dużo, żeby wypełnić myślami czas, który spędzamy bez światła.
Beata z Kiełpina

- Tak naprawdę, to dopiero teraz zrozumiałam, że bez prądu nie da się żyć. Dla mnie głównym źródłem kontaktu ze światem jest internet. Nie umiem zacząć dnia bez najświeższych wiadomości. Dziś już mamy prąd, ale internet dalej nie działa. Mam nadzieję, że to nie jakaś poważna awaria, bo u koleżanki na os. Sikorskiego działa normalnie.
Elwira z Kartuz

- Musieliśmy wyrzucić prawie wszystko, co było w lodówce. Wędliny pokryły się białym, cuchnącym nalotem, gotowane ziemniaki kleista, mazią, skwaśniało mleko, a ser trzeba było obkroić. Dla mnie najgorsza jednak była konieczność wyrzucenia dorszów, które zażyczyłem sobie na obiadek. Wszystko cuchnęło niemiłosiernie. Myśleliśmy, że prądu nie będzie przez godzinę, dwie i że nic się nie stanie. Potem na ratowanie jedzenia było już za późno.
Michał z Sulęczyna

- Dopiero teraz zrozumiałam, że bez prądu nie da się żyć, tym bardziej, że i wody nie mieliśmy. U nas jest tak, że jeśli w Kiełpinie nie ma prądu, to my automatycznie nie mamy wody. Tym razem nie było prądu ani w Kiełpinie, ani u nas, a brak wody to już była tragedia. Nie byliśmy na to przygotowani, nie zdążyliśmy napuścić ani do wanny, ani nawet do czajnika. Istny horror.
Alicja z Leszna

- Mieszkam koło Brodnicy Górnej. Byliśmy bez światła, ale w końcu po dwóch awaria została usunięta i prąd nam włączyli. Niestety, na tym koszmar się nie skończył. Hodujemy 15 krów, które oczywiście trzeba systematycznie doić, do czego używamy elektrycznych dojarek. Przez te dwa dni, gdy w ogóle nie było prądu, stawaliśmy na głowie, żeby jakoś sobie poradzić. Teraz prąd jest, ale problem z krowami pozostał, dojarki nie działają, bo brakuje jednej fazy. Od kilku dni wydzwaniamy do Energi i... nic. Obiecują, że dziś na pewno, a dzień mija i nic się nie zmienia. Wystarczyłoby otworzyć duży transformator, który jest w pobliżu naszego domu i usterkę usunąć. Sami nie możemy tego zrobić, bo tylko panowie z Energi mają klucz. Nasze krowy czekają na wydojenie i musimy to robić fizycznie, a chyba łatwo sobie wyobrazić, że trzeba wielu osób, żeby tego dokonać. Mówi pani, że oni pracują na pełnych obrotach, a tymczasem dzisiaj widziałam ich samochód, który jechał w kierunku Brodnicy Górnej, tuż obok tego nieszczęsnego transformatora. Przejechał, a po 10 minutach wracał z powrotem w kierunku Kartuz. Nie zatrzymał się. Widać, że mają w nosie jakieś tam krowy, a przy okazji nas również.
Pani Lehman z okolic Brodnicy Górnej

Akurat ta sytuacja wymagała interwencji Gazety. Pani w Enerdze zapewniła nas, że usterka zostanie niezwłocznie naprawiona. Póki co, pani spod Brodnicy nie dzwoniła ponownie. Mamy nadzieję, że tym razem Energa wywiązała się z obietnic.

Nie tylko brak prądu, ale też próby jego przywrócenia spowodowały mnóstwo szkód. W naszym kraju już tak jest, że odbywa się to w ten sposób, iż światło się pojawia, potem gaśnie i tak w kółko. Niestety, takie świetlne atrakcje nie są obojętne dla naszych sprzętów elektronicznych. W tej sprawie również mieliśmy telefony do redakcji.

- Wróciło światło, więc uruchomiłem komputer. Niestety, po 20 minutach światło zgasło i znowu się zapaliło i tak kilkukrotnie. Za kolejnym razem komputer już się nie dał uruchomić. Mechanik od elektroniki powiedział, że nastąpiło zwarcie i popaliły się jakieś elementy. Za naprawę muszę zapłacić ponad 300 złotych. Nie zostawię tak tej sprawy, mam nadzieję, że uda mi się uzyskać odszkodowanie. Jestem kierowcą, raz w tygodniu jeżdżę do Niemiec. Tam takie "naprawy" prądu się nie zdarzają. Jeśli jest awaria, zostaje naprawiona i światło jest. Dlaczego w Polsce nie inwestuje się w nowe linie, tylko łata i naprawia stare? Potem efekty są jakie są.
Rafał z Kartuz

- Moi rodzice prowadzą przedszkole w gminie Żukowo. Gdy po wichurze wrócił już prąd, myśleli, że to koniec kłopotów, a tymczasem okazało się, że to tylko początek. Światło zaczęło bowiem gasnąć i znowu się zapalać i tak wiele razy. Nie zniósł tego piec centralnego ogrzewania. Nastąpiło zwarcie i spaliły się elementy elektroniki. Nie dość, że raz był prąd, a to znowu go nie było, to jeszcze w przedszkolu zrobiło się zimno, ogrzewanie przestało działać. Trzeba było powiadomić rodziców o tym, że przedszkole przez najbliższy czas będzie ogrzewane grzejnikami. Część dzieci wróciła do domu. To jeszcze nie był koniec koszmaru. Na drugi dzień, gdy mój młodszy brat wrócił do domu, zastał mieszkanie pełne dymu. Paliło się w kuchni. Myśleliśmy najpierw, że to od pieca gazowego, ale ten okazał się sprawny. Okazało się, że powodem była ładująca się w kuchni lampa halogenowa. Zdaniem fachowców, wahające się natężenie prądu spowodowało zwarcie, a w konsekwencji pożar. Spalił się stół w kuchni, zniszczone są szafki, a całe mieszkanie jest osmolone i cuchnące. Czeka nas zrywanie niedawno położonych tapet, malowanie i zakup mebli do kuchni. Nie wiem już co gorsze, czy brak prądu, czy próby jego przywracania. Pewnie odtąd bardziej się będziemy lękać tego drugiego.
Karol z Żukowa

- Brak prądu zniosłam fatalnie, tym bardziej że i wody w tym czasie nie było. Siedzieliśmy całą rodziną przy świeczce i tak naprawdę, przyzwyczajeni do telewizji, internetu, nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić. Nie mieliśmy też ogrzewania, więc siedzieliśmy w zimnym, po ciemku i bez wody. Żar z pieca trzeba było wynosić szuflą na dwór, ponieważ brak prądu spowodował, że pompka przestała pracować i woda zaczęła się gotować. Myślałam, że rozerwie cały budynek, tak huczało! Niestety, gdy po dwóch dniach prąd nam włączyli i znowu napaliliśmy w piecu, sytuacja się powtórzyła, bo jak włączyli, tak po 10 minutach wyłączyli. I znowu walenie w rurach i kaloryferach, opróżnianie pieca i strach. Z tego co słyszałam, podobny problem mieli też inni mieszkańcy.
Basia z Leszna

Powyższe wypowiedzi to tylko część tych, które usłyszeliśmy. Pominęliśmy tu te, które poruszały ten sam problem. Najwięcej osób narzekało na zepsute produkty w lodówce oraz "gotujące się" piece CO. Oby wichura, która nawiedziła Pomorze była ostatnią o takim nasileniu, choć co niektórzy "optymiści" już przepowiadają kolejną.

L.P.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    MALWINA1 - niezalogowany 2011-12-07 21:28:48

    Panowie z Energi pracują na pełnych obrotach? nie prawda. gdyby tak bylo to by nie siedzieli w aucie gdzies gdzie by ich ktos z " gory " nie zauważył.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Lwica - niezalogowany 2011-12-07 13:19:54

    owszem agregat fajna rzecz, niestety u mnie cos nie poszło, a miał sobie poradzic tym bardziej, że to nie jakas firma krzak, a porządny chyba bo honda. Znajomy elektryk coś tam mówił potem że owszem lodówka to i ruszy, żarówki też czy czajnik, a nawet wiertarka, ale odradza podłaczanie do niego kompa, jakaś niestabilnośc czegos tam z czymś, i coś o jakis sinusojdach cudach nie widach opowiadał. Ale powiedział że jest to do rozwiązania bo trzeba zastosowac jakieś urządzenie, które najpierw magazynuje ową energię a potem do kompa /tak w uproszczeniu piszę bo kto by to powtórzył/, zapewne chodziło o UPS-a a to będzie trzeba sprawdzić, bo napewno sie przyda, mogę być bez netu, telefonu, i nawet światła, ale ciepło musi byc ;P

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mzetka3 - niezalogowany 2011-12-07 12:58:04

    Jeżeli są to takie wartości o jakich napisała Ewelinchen666 to chyba lepiej kupić sobie agregat: http://allegro.pl/agregat-generator-pradotworczy-1200-w-nowy-model-i1968064865.html bd. miał na piec i jeszcze komputer + żarówki ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości