Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Fajna sprawa. Szkoda tylko, że raczej była niska frekwencja. Gdy na zawodach zjawia się mało biegaczy, ludzie, którzy nie są zainteresowani wynikiem, ale zabawą, wycofują się z zawodów, bo obawiają się, że zostaną daleko w tyle za osobami nastawionymi na wynik... Duża frekwencja sprawia, że można po prostu bawić się na zawodach. Takie zjawisko występowało chociażby na Grand Prix Sopotu. Biegacze nie mieli niemal żadnych wymagań. Musiało być przygotowane miejsce startu-mety. We wczesnym etapie każdy biegacz, jeśli dobrze pamiętam, dostawał karteczkę, na której zapisywał imię, nazwisko i wiek. Z tą kartką się biegło, a na koniec oddawało się ją odpowiedniej osobie na mecie. W późniejszym czasie przygotowano nawet numery startowe... Poza tym czasami można było dostać mały kubek ciepłej herbaty z termosu - Grand Prix trwało od listopada do marca. Hmm, jeszcze była szatnia, tzn. można było się przebrać, ale zostawić rzeczy już tam nie można było. Kiedyś zostałem tak okradziony, a musiałem wrócić do Kartuz, bez kasy... Niemniej jednak zjeżdżało tam się całe Trójmiasto oraz ludzie z kilku okolicznych miast (Reda, Rumia, Wejherowo, oraz silny klub braci Petk z Lęborka). Z Kartuz byłem ja. Była też dziewczyna z Kiełpina, ale chyba była "ukryta" pod nazwą klubu, bo dopiero po jakimś czasie się dowiedziałem, że ktoś z okolicy tam jeździł. Rozpiętość prędkości była ogromna. Od osób, które na bieżni latałyby nawet poniżej 3 min/km, do osób najczęściej w wieku 70-80 lat, które latały po 7-8 min/km. W takim towarzystwie każda osoba mogła znaleźć swoje miejsce. Na początku byłem całkiem blisko tych "dojrzalszych seniorów", a po kilku sezonach ganiało się całkiem żwawo. Zapomniałbym dodać, że były tam piękne okoliczności przyrody. Biegało się po plaży. Czasem fale były bardzo "agresywne", czasem ten właściwy, twardy kawałek plaży był zmrożony i biegało się po lodzie, który w każdym miejscu miał inne nachylenie do poziomu... Biegi kartuskie również odbywają się w urokliwym miejscu. Aby ściągnąć biegaczy, chyba trzeba by było zapewnić każdemu (dorosłemu) piwo po biegu :D . Oczywiście inne wabiki mogłyby być nawet bardziej skuteczne :) . Tu nie chodzi jednak o nagrody, bo te są dla nielicznych, dlatego one nie robią frekwencji. Pozdrawiam Japco P.S. Zdaję sobie sprawę z tego, że pieniądze na organizację były raczej skromne i zrobiono wszystko, co można było, aby impreza była ciekawa. Możliwe, że z czasem w Kartuzach środowisko biegowe się zintegruje, dzięki czemu będzie szansa, że większa grupa będzie w stanie "zgadać się" na taką imprezę.
Fajna sprawa. Szkoda tylko, że raczej była niska frekwencja. Gdy na zawodach zjawia się mało biegaczy, ludzie, którzy nie są zainteresowani wynikiem, ale zabawą, wycofują się z zawodów, bo obawiają się, że zostaną daleko w tyle za osobami nastawionymi na wynik... Duża frekwencja sprawia, że można po prostu bawić się na zawodach. Takie zjawisko występowało chociażby na Grand Prix Sopotu. Biegacze nie mieli niemal żadnych wymagań. Musiało być przygotowane miejsce startu-mety. We wczesnym etapie każdy biegacz, jeśli dobrze pamiętam, dostawał karteczkę, na której zapisywał imię, nazwisko i wiek. Z tą kartką się biegło, a na koniec oddawało się ją odpowiedniej osobie na mecie. W późniejszym czasie przygotowano nawet numery startowe... Poza tym czasami można było dostać mały kubek ciepłej herbaty z termosu - Grand Prix trwało od listopada do marca. Hmm, jeszcze była szatnia, tzn. można było się przebrać, ale zostawić rzeczy już tam nie można było. Kiedyś zostałem tak okradziony, a musiałem wrócić do Kartuz, bez kasy... Niemniej jednak zjeżdżało tam się całe Trójmiasto oraz ludzie z kilku okolicznych miast (Reda, Rumia, Wejherowo, oraz silny klub braci Petk z Lęborka). Z Kartuz byłem ja. Była też dziewczyna z Kiełpina, ale chyba była "ukryta" pod nazwą klubu, bo dopiero po jakimś czasie się dowiedziałem, że ktoś z okolicy tam jeździł. Rozpiętość prędkości była ogromna. Od osób, które na bieżni latałyby nawet poniżej 3 min/km, do osób najczęściej w wieku 70-80 lat, które latały po 7-8 min/km. W takim towarzystwie każda osoba mogła znaleźć swoje miejsce. Na początku byłem całkiem blisko tych "dojrzalszych seniorów", a po kilku sezonach ganiało się całkiem żwawo. Zapomniałbym dodać, że były tam piękne okoliczności przyrody. Biegało się po plaży. Czasem fale były bardzo "agresywne", czasem ten właściwy, twardy kawałek plaży był zmrożony i biegało się po lodzie, który w każdym miejscu miał inne nachylenie do poziomu... Biegi kartuskie również odbywają się w urokliwym miejscu. Aby ściągnąć biegaczy, chyba trzeba by było zapewnić każdemu (dorosłemu) piwo po biegu :D . Oczywiście inne wabiki mogłyby być nawet bardziej skuteczne :) . Tu nie chodzi jednak o nagrody, bo te są dla nielicznych, dlatego one nie robią frekwencji. Pozdrawiam Japco P.S. Zdaję sobie sprawę z tego, że pieniądze na organizację były raczej skromne i zrobiono wszystko, co można było, aby impreza była ciekawa. Możliwe, że z czasem w Kartuzach środowisko biegowe się zintegruje, dzięki czemu będzie szansa, że większa grupa będzie w stanie "zgadać się" na taką imprezę.