Ostatnio niejednokrotnie gościłam z wizytą u pana Stanisława Zielińskiego - poety z Kartuz. Jego pokój - gabinet wywarł na mnie wielkie wrażenie, za każdym razem odkrywałam coś zupełnie nowego. Kiedy opowiadał mi o swej twórczości w przerwach odrywałam oczy od moich notatek i spoglądałam na obraz, który przykuwał moją uwagę. Z obrazu spoglądała na mnie kobieta o bardzo łagodnej twarzy i oczach patrzących z wyniosłością na świat. Pan Stanisław zauważył moje zainteresowanie i opowiedział mi ciekawą historię przybycia tego obrazu do jego domu.
Tę wycieczkę do Moskwy odbyłem wiele lat temu. Niewiele już pamiętam. Pamiętam jednak bardziej wyraziście portret "Nieznajomej" w galerii Trietrakowskiej. Niewielki obraz, wiszący na ścianie, obok drzwi łączących pokoje wystawowe. "Nieznajoma" siedziała w dorożce. Ubrana w ciemny płaszcz, na głowie miała toczek ozdobiony białym pióropuszem. Twarzy jej nie jestem w stanie opisać. To twarz najpiękniejszej kobiety jaką widziałem w swoim życiu. Chociaż mówiąc prawdę ta twarz, a szczególnie jej oczy osnute melancholią, smutkiem - były mi znajome.
Tak, to były jej oczy, jej wzrok. Ciepły, serdeczny choć może trochę ironiczny. Tak, to były oczy, tej dziewczyny siedemnastoletniej, która mieszkała w K. Stałem przed tym obrazem jak zaczarowany. Straciłem poczucie rzeczywistości. Stałem przed tą "Nieznajomą" i wpatrywałem się w jej piękne oczy, twarz i całą siedzącą postać w dorożce. Nie wiem czy to ja na nią patrzyłem czy ona na mnie. Wydała mi się bardzo znajoma i bliska memu sercu. Czyje to spojrzenie? Tak to spojrzenie mojej pierwszej miłości. Taki to było jej spojrzenie. Zupełnie podobne do tej, której przed laty otworzył wzorzysty motyl puszyste kwiaty.
To jest tak jak z naszym wczesnym dzieciństwem, młodością, kiedy zapamiętujemy na całe życie bliskich nam ludzi, kolory, zapachy, przeżyte radości i smutki. Ale na pewno pamiętamy i zapewne pamiętać będziemy nasze pierwsze rodzące się uczucie miłości.
Krótko po powrocie z Moskwy do Kartuz, spacerując ulicą Jeziorną, minąłem klub "Ruchu". Jakaś nieokreślona wewnętrzna siła nakazała mi wejść do tego klubu. Jakiś głos wołał: wejdź, zobacz, jestem tutaj - czekam na ciebie! I wszedłem. W niewielkim pomieszczeniu siedziało kilka osób. Jedni pili kawę, inni skupieni nad szachownicą, rozgrywali partię szachów. Rozglądałem się na wszystkie strony. I nagle wpół mroku, na jednej ze ścian zauważyłem wiszący obraz mojej "Nieznajomej".
Jaki ten świat wydał mi się mały. Niedawno przecież oglądałem ten obraz w galerii Tretriakowskiej w Moskwie oddalonej od Kartuz setki kilometrów, a teraz widzę go tutaj. Spytałem sprzedawczynie czy ten obraz jest na sprzedaż, odpowiedziała pozytywnie. Zapłaciłem kilkaset złotych (starych), i czym prędzej pospieszyłem do domu. Oto i cała, no prawie cała historia obrazu.
Ten portret "Nieznajomej" tkwi we mnie, mojej świadomości i obok mnie w moim pokoju. Codziennie obcujemy ze sobą obdzielając się wzajemnymi spojrzeniami. Już teraz jest moją dobrą znajomą, która codziennie przypomina mi moją tę jedyną z czasów mojej młodości, która podobnie jak "Nieznajoma" z portretu zostawiła we mnie swoje ciepłe, pełne miłości i tajemniczości spojrzenie. Dama na obrazie jak dawniej jest piękna i młoda i wciąż patrzy na mnie swoim ciepłym, przenikliwym spojrzeniem i tak będzie dalej przez następne dni, miesiące, lata...
Tak oto ten przykuwający wzrok obraz znalazł się w domu pana Stanisława. Jest to doskonała reprodukcja I.W. Kromskojewa rosyjskiego malarza portretu "Nieznajoma" z roku 1883.
izi
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze