Osiem pań z zespołu Elphin w Gdańsku pojechało do Mediolanu na zawody, aby zmierzyć się z najlepszymi w Europie w tańcu irlandzkim. Radość i satysfakcja były ogromne, kiedy okazało się, że wywalczyły drugie miejsce. Ustąpiły tylko Rosjankom, kilkakrotnym już laureatkom mistrzostw.
W zespole wicemistrzyń Europy występuje kartuzianka Joanna Gostkowska, która tańcem zajmuje się od siedmiu lat, a od dwóch jest członkinią zespołu Elphin.
Zawody odbywają się corocznie, ale zawsze w innym mieście. Tegoroczna edycja odbywała się w Mediolanie. Grupa Joanny Gostkowskiej reprezentowała szkołę Ista z Gdańska. To, co przedstawiły na scenie, było tradycyjnym tańcem ceili. W tej samej konkurencji, w której startował zespół Elphin, wystąpiło osiem grup tanecznych.
Wykonanie tańca irlandzkiego wymaga olbrzymiego wysiłku i nie lada kondycji sportowej. Ma on masę zasad i jest bardzo usystematyzowany. Aby dobrze w nim wypaść, trzeba poświęcić na to kilka lat ciężkiej pracy. To nie tylko kroki, które trzeba idealnie technicznie wykonywać, to także odpowiednia postawa, umiejętność ogarnięcia przestrzeni scenicznej oraz bezbłędne zapamiętanie układu choreograficznego. Każda pomyłka grozi kosztowną klapą. Jednak udział w zawodach pozwala na bardzo konkretną konfrontację, a do tego technicznie rozwija.
- Jadąc do Mediolanu miałyśmy w głowie wiele obaw - wyznaje Joanna Gostkowska. - Przez ostatnie dwa miesiące przed wyjazdem ćwiczyłyśmy bardzo intensywnie i to niemal codziennie, łącznie z weekendami. Nagrywałyśmy siebie na zajęciach, a potem jeszcze robiłyśmy notatki z uwagami. Na każdej z nas ciążyła olbrzymia odpowiedzialność, bo jeżeli jedna popełni błąd, to traci cały zespół.
Ciekawy jest regulamin zawodów. Tańca nie wykonuje się do końca. Występ przerywa sędzia dzwonkiem w momencie, gdy uznaje, że dany fragment wystarczy mu do oceny. I to jest niespodzianka, o której się wie, ale nie wie się, kiedy ona nastąpi.
Polki wystąpiły jako pierwsze. Z ośmiominutowego programu przedstawiły około trzech minut. Jak relacjonuje moja rozmówczyni, były nawet zadowolone z faktu, że rozpoczynały mistrzostwa. Uznały, że dzięki temu wszystko miały z głowy i nie muszą patrzeć jak inni… lepiej tańczą.
Rosjanki wykonywały ten sam taniec, które wybrały Polki. Tancerki z zespołu Elphin pomyślały wówczas, że zapewne nie mają już szans z tak utytułowanymi zawodniczkami. No i one rzeczywiście wygrały. Zasłużenie.
- Zeszyłyśmy ze sceny zadowolone, gdyż żadna z nas nie pomyliła się w tańcu - mówi Joanna Gostkowska, srebrna medalistka z Mediolanu. - Teraz przyszło nam już tylko czekać na wyniki, które podawane są "od końca". Kiedy jury ogłosiło czwarte, a po nim trzecie miejsce, zaczęłyśmy podejrzewać, że nas zdyskwalifikowano z jakiegoś powodu. I wreszcie słyszymy, że zajęłyśmy drugie miejsce. Radość była wielka, więc ochoczo wskoczyłyśmy na scenę, na którą zaproszono wszystkie tancerki, aby wręczyć im medale.
Teraz panie z gdańskiego zespołu Elphin mają chwilę odpoczynku, ale już w najbliższych dniach znowuż zaczną się spotykać na treningach. 8 kwietnia 2012 roku wystąpią na Mistrzostwach Świata w Belfaście, gdzie pokażą dwa tańce, ten "srebrny" z Mediolanu i nowy, w innym rytmie.
Srebrny medal wytańczyły: Maria Jaroszewska, Joanna Gostkowska, Joanna Ochędowska, Monika Banaszak, Patrycja Stromska, Olga Kowalska, Alicja Miksa i Aleksandra Kalinowska. Zespół do mistrzostw przygotowała Anna Tillak.
Wyjazdy na wszystkie zawody oraz potrzebne stroje na występy zawodniczki muszą zafundować sobie z własnej kieszeni.
Longina Templin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Szczere gratulacje!