Reklama

Kartuscy radni w obronie swoich praw - czyli 28 sesji Rady Miejskiej część I

08/10/2005 11:50
Wczoraj zakończyła się, po wielu godzinach obrad, część pierwsza 28 sesji Rady Miejskiej w Kartuzach. Część drugą zaplanowana została za 10 dni. Każdy, kto przybył do sali posiedzeń kartuskiego magistratu czuł zapewne w powietrzu jakąś zbliżającą się „burzę”. Atmosfera gęstniała z minuty na minutę, a przybywający w coraz większej sile mieszkańcy gwarantowali jakby ciekawość spektaklu. Miałem przyjemność być na wielu sesjach, w wielu miastach, sam przez 6 lat byłem samorządowcem, ale w Kartuzach na całej sesji byłem pierwszy raz. Znając realia tutejszego miasta tym bardziej w napięciu oczekiwałem rozpoczęcia obrad. Z małym poślizgiem czasowym, przewodniczący Rady, Wacław Czarnecki rozpoczął obrady 28 sesji Rady Miejskiej w Kartuzach. Muszę przyznać, że dość odważnie prowadził on tą sesję, tym bardziej, że publiczność i niektórzy jej uczestnicy (ale o tym później) mogli powodować niemałą tremę i zdenerwowanie. Zaczęło się od sporów proceduralnych. Radni postanowili bowiem wprowadzić kilka istotnych zmian w porządku obrad , oraz przestawić jego kolejność. Na przeszkodzie wielokrotnie stawał im jednak burmistrz Mieczysław Goduński wraz z radcą prawnym Urzędu Miasta. Pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, aby burmistrz wtrącał swoje uwagi radnym nawet wtedy, gdy przewodniczący Rady mu nie udzielał głosu. Siedzący wokół mnie mieszkańcy mówili, że tak było zawsze, wszak to właśnie burmistrz dotychczas kierował pracą Urzędu i …Rady. Coś musi być na rzeczy, gdyż podczas całej sesji jego zachowanie budziło we mnie niemałe zdziwienie. Dlaczego? Odwołam się może do ustawy o samorządzie gminnym, bo odniosłem wrażenie, że albo wielu radnych nie zapoznało się z tą świętą dla nich ustawą, lub ustawa ta nie znaczy nic przy decyzjach burmistrza Kartuz i jego mecenasa:

Art. 15. 1. Z zastrzeżeniem art. 12 organem stanowiącym i kontrolnym w gminie jest rada gminy.

Art. 18a. 1. Rada gminy kontroluje działalność wójta, gminnych jednostek organizacyjnych oraz jednostek pomocniczych gminy; w tym celu powołuje komisję rewizyjną.

Art. 19. 2. Zadaniem przewodniczącego jest wyłącznie organizowanie pracy rady oraz prowadzenie obrad rady. (...)

Art. 24. Radny jest obowiązany brać udział w pracach rady gminy i jej komisji oraz innych instytucji samorządowych, do których został wybrany lub desygnowany

Art. 24d. Wójt nie może powierzyć radnemu gminy, w której radny uzyskał mandat, wykonywania pracy na podstawie umowy cywilnoprawnej.

Art. 24l. Podanie nieprawdy lub zatajenie prawdy w oświadczeniu majątkowym, oświadczeniach, o których mowa w art. 24j ust. 1, albo informacji, o której mowa w art. 24j ust. 2, powoduje odpowiedzialność na podstawie art. 233 § 1 Kodeksu karnego.


Zacytowane przeze mnie fragmenty ustawy są na tyle ważne, gdyż podczas wczorajszej sesji można było rzeczywiście odnieść wrażenie, że prawo prawem, ale i tak każdy sobie. Z małymi oporami radni przegłosowali zmiany w porządku obrad i przystąpili do debaty. Tematów, jakie poruszono podczas wczorajszej sesji nie sposób zliczyć, ja postaram się przybliżyć te najważniejsze. Wiadomym jest, że po każdej sesji sporządzany jest protokół , który radni i burmistrz mogą przejrzeć, wnieść uwagi itp. Przyjęcie protokołu z ostatniej sesji stanowi integralny punkt porządku obrad, który radni muszą zatwierdzić poprzez głosowanie. Komicznym jednak wydaje się to, gdyż zazwyczaj nikt tego protokołu nie czyta, zdarzają się nawet przypadki, że radni po czterech latach kadencji nie wiedzą nawet jak on wygląda. Wczoraj okazało się , że zarówno burmistrz Kartuz, jak i wielu radnych również ma gdzieś, co zapisano w , jakby nie było, bardzo ważnym dokumencie, dowodzie ich pracy. Muszę jednak od razu zaznaczyć, że tak jest w większości rad gmin. A szkoda… Funkcja radnego to nie tylko dieta i partykularne interesy, drodzy panie i panowie.

Pierwszym tematem, który wzbudził dość dużo emocji była dyskusja nad „zamachem” na część przedszkola położonego na osiedlu Wybickiego w Kartuzach. Wielką ochotę na kilka pomieszczeń przedszkola „Słoneczko” ma Agencja Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Agencja ta posiada swe biura w sąsiedztwie tej placówki, ale widać robi jej się ciasno. Miałem przyjemność być kilkakrotnie na tym terenie i dziwię się przeogromnie, kto wymyślił taką lokalizację dla tej firmy? Placówki oświatowe rządzą się swoimi prawami i mają swoją specyfikę, więc wpuszczanie im w mury Agencji to chyba jakieś nieporozumienie. Tak rozumując może stworzymy niedługo na terenie szkół i przedszkoli sklepy, hurtownie, albo i inne agencje? Według mnie pomysłodawca tego przedsięwzięcia powinien uderzyć się w piersi i jak najszybciej naprawić swój błąd. Kilkuletnie dzieci i tłumy rolników za ścianą i pod oknami, którzy nie dość, że hałasują to na dodatek czasami używają języka, który raczej do dziecięcych nie należy – to jakieś nieporozumienie. No, ale póki co podobne stanowisko zajęły komisje rady i pani dyrektor przedszkola może spać spokojnie. Chyba, że „zamachowcy” nie zrezygnowali ze swoich planów. Najciekawsze jest to, że burmistrz Kartuz jednoosobowo zamierzał przepędzić przedszkole z kilku jego pomieszczeń, a na jego obronę brak było jakichkolwiek pism i wniosków. Najbardziej dobitny głos w tej dyskusji zabrał radny Borzestowski, którego wystąpienia na wczorajszej sesji były nagradzane częstymi oklaskami.

Burmistrz Kartuz nie bardzo potrafił skutecznie się bronić w sprawie przedszkola i Agencji, a jedynymi jego sprzymierzeńcami okazali się (jak i podczas całej sesji) jedynie radni Cirocki i Robakowski. Ich argumenty obronne były dość infantylne, ale za samą obronę burmistrza pewnie ktoś im podziękuje. Wiele, jak nie najwięcej, emocji wzbudził na wczorajszej sesji projekt uchwały w sprawie przystąpienia do sporządzenia zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego w rejonie skrzyżowania ulic Piłsudskiego i Gdańskiej.

Radni aż do samego końca wczorajszej sesji domagali się od burmistrza pełnej dokumentacji tego terenu , ale się nie doczekali. Burmistrz jednak zapewniał ich, że wszystko jest w porządku , a ci, że mu już nie wierzą w żadne słowo. Przepychanka trwała godzinami, a mnie zastanawiał jeden fakt. Dlaczego radni zgodzili się na sprzedaż tej działki to raz, a dwa, czy kupujący nie wiedział co kupuje? Wielu radnych przyznało się głośno, że żałuje tego co uczynili. Najbardziej dziwić mógł fakt widocznego zdenerwowania burmistrza Kartuz , który wręcz nachalnie nalegał, aby radni mu tą uchwałę przyjęli. Uczono mnie zawsze, że pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł i radni kartuscy wreszcie to chyba zrozumieli, nie dając się zwieść nieudolnym argumentom Mieczysława Gołuńskiego. Argumenty te to między innymi zahamowanie rozwoju miasta (sic) , zmniejszenie ilości nowych miejsc pracy (sic) itd. Wyglądało na to, że od tej działki zależy wnet przyszłość Kartuz. Mnie się raczej wydaje, że od załatwienia tej sprawy zależało co innego. Wszystko na to tak przynajmniej wyglądało. Rada wyrażając wolę sprzedaży tej działki określiła chyba wyraźnie warunki i przedmiot sprzedaży? A może się mylę. Bo wychodzi na to, że ktoś nabył malucha, a teraz na siłę chce, aby mu z niego zrobić Mercedesa… Innym, równie spornym tematem sesji była sprawa losów terenów pokolejowych w Kartuzach. Słuchając dyskusji już zacząłem się gubić, kto tu mówi prawdę, kto półprawdę, a kto najzwyczajniej w świecie łże. Przypomnę może kolejny już raz fragment maila, jaki otrzymałem kilka miesięcy temu od rzecznika prasowego Dyrekcji Generalnej PKP w Warszawie:

„Kartuzy.info, Portal Internetowy
(początek pisma do wiadomości Redakcji)
"...Działka wokół dworca będzie przedmiotem sprzedaży na rzecz gminy i tylko gminy - w zamian za umorzenie zobowiązań podatkowych PKP S.A. na rzecz samorządu. Z tego co wiemy jest duże zainteresowanie ze strony prywatnych inwestorów, ale PKP zgodnie ze swoją polityką uznaje, że najważniejsze jest uregulowanie własnych zaległości, w tym przypadku względem gminy, a więc nie decyduje się na sprzedaż gruntu prywatnemu inwestorowi, lecz samorządowi.
Pozdrawiam
Informacje prasowe PKP S.A. - www.pkp.pl
M.W. (do wiadomości Redakcji)"

(mój artykuł , który powstał kilka miesięcy temu

Nie bardzo rozumiem zachowania burmistrza Kartuz, który do dnia dzisiejszego nie wystąpił z listem intencyjnym w sprawie przejęcia terenów od PKP, skoro mój artykuł zamieszczony został już 4 miesiące temu na stronach portalu i choćby z niego można było wyciągnąć odpowiednie wnioski…(być może włodarz miasta nie czyta artykułów zamieszczonych na portalu, podobnie jak nie czyta „Kuriera Kartuskiego”, do czego przyznał się publicznie podczas wczorajszej sesji – wiadomym już chyba jest dlaczego ani pan Wenta, ani nasz portal nie mamy co liczyć na reklamy i ogłoszenia z UG, ale nam wcale na tym nie zależy, tylko szkoda, że kartuski samorząd nie respektuje ustawy „O zamówieniach publicznych”, które także obowiązują przy zamieszczaniu płatnych treści w prasie- ma decydować ustawa, a decyduje jak zwykle co innego). G. Gołuński przytoczył co prawda treść pisma skierowanego do PKP w sprawie przejęcia terenów, ale oparł się on w nim na stanowisku komisji Rady, a treść pisma była krótko mówiąc bardzo mdła. Radni postanowili zmusić burmistrza do wysłania listu intencyjnego, gdyż wg nich jego działania są jakby na przekór interesowi gminy. Ja również odnoszę takie wrażenie i postaram się jak najszybciej dowiedzieć w PKP „co w trawie piszczy”. Ta sprawa wydaje się tym bardziej dziwna, że skoro gmina „dusi” się z braku terenów, a PKP chce (przynajmniej chciało jeszcze 4 miesiące temu) pozbyć się swoich na rzecz gminy to dlaczego nie przystąpiono jeszcze do rozmów? Każdy przyzna , że jest to zastanawiające. Czyżby PKP miało rozumieć, że gmina tych terenów nie chce i ma je sprzedać prywatnym inwestorom? Tego właśnie obawiają się kartuscy kupcy i sądzę, że ich obawy nie są bezzasadne. Pożyjemy, zobaczymy.

W trakcie interpelacji i wolnych wniosków głos zabrał przewodniczący Związku Zawodowego Kółek i Organizacji Rolniczych powiatu kartuskiego, pan Marian Hinca. W imieniu rolników w sposób rzeczowy i zdecydowany zażądał od burmistrza Kartuz jasnej odpowiedzi co do dalszych losów targowiska zwierzęcego. Wsparli go w tej dyskusji radni Kasprzak i Duszyński, ale burmistrz udzielił odpowiedzi, która tak naprawdę składała się z pytań. Czy, gdzie i kiedy rolnicy będą mogli handlować swoimi produktami dokładnie się nie dowiedzieliśmy, zgodnie z metodą spychotechniki decyzję tą burmistrz Kartuz uzależnił od stanowiska służb weterynaryjnych. O obietnicach danych kiedyś rolnikom jakoś chyba zapomniał…? W trakcie tychże interpelacji radna J. Byczkowska upomniała się o poprawę nawierzchni chodników wzdłuż ulic Słonecznej i Polnej, oraz o budowę drogi utwardzonej na jednej z nich. Znalazła sprzeciw takiemu podejściu do sprawy w osobie radnego Rybakowskiego (radny ten uważa chyba, że wolno mu wiele bo nawet na salę obrad wszedł z zapalonym papierosem w ręku) , który zaproponował pani radnej przykład z jego sołectwa, gdzie mieszkańcy wiele rzeczy wykonują w ramach prac społecznych. Niewątpliwie jest to słuszna uwaga, ale ludzie płacąc podatki maja prawo wymagać, nie tylko basenów i fontann, ale także ulic i chodników panie radny.

W trakcie dyskusji, jaka trwała, głos zabrał burmistrz Kartuz, który oprócz relacji ze swojej pracy w okresie międzysesyjnym, poinformował również radnych o kontroli ABW. Podobno skontrolowano wszystko co jego dotyczy, włącznie z domem. Dowiedzieć się było można, że jest on prawdopodobnie non stop inwigilowany i że życie takie staje się coraz bardziej męczące. Funkcjonariusze Agencji w godzinach rannych nawiedzili dom burmistrza Kartuz i pod lufami pistoletów i karabinów przeszukali jego mieszkanie. Ile w tym faktów , a ile fantazji trudno orzec, wiadomym jest , że coś takiego miało miejsce. ABW to instytucja ponad wszelkimi innymi i skoro już kogoś nawiedzają to raczej muszą mieć poważne powody. Burmistrz odgrażał się, że po skończonym śledztwie (a ono cały czas trwa) odegra się na wszystkich, którzy ewentualnie na niego zeznawali nieprawdę. I słusznie, uczyniłbym podobnie. Jednak co mnie czeka , gdy okaże się , że tym „źle” zeznającym byłem ja? Wszak to ponad dwa lata temu osobiście zainteresowałem tą firmę Kartuzami i pragnę utrzymywać ten kontakt nadal, gdyż Kartuzy to ciekawe miasto, nie tylko turystycznie.

Po blisko 5 godzinach obrad, szef Rady ogłosił pół godziny przerwy, aby radni mogli zaczerpnąć powietrze i się choć trochę posilić. Zanosiło się na dalsze, długie obradowanie.

Zostało jeszcze wiele punktów sesji, a radni mieli za sobą zaledwie jej początek. Po przerwie radni mieli zostać zaznajomieni między innymi z protokołami NIK-u, jakich ostatnio wiele nagromadziło się po licznych kontrolach. Burmistrz i radny Formela zapewnili wszystkich, że NIK do pracy kartuskiego magistratu nie ma żadnych zastrzeżeń. Czekałem jednak, podobnie jak inni, na odczytanie tych protokołów. Jednak sam Alfred Hitchcock nie wprowadzałby takich zmian napięcia jak burmistrz Kartuz, a wszystko po to, aby radni zapomnieli na co czekają. Nikt protokołów NIK-u nie odczytał, wszystkim pozostaje wierzyć burmistrzowi, ale mnie jednak udało się zajrzeć w jeden z nich (ma się swoje wtyki).Ostatnie włosy na głowie stają, zapewniam Ciebie Drogi Czytelniku. No, ale poczekajmy do drugiej części sesji, może wówczas coś zostanie jednak odczytane? Szczególnie to o łamaniu ustawy o zamówieniach publicznych…

Po przerwie na sali zrobiło się pusto i cicho, zastali tylko radni, burmistrz i pracownicy urzędu. Publiczność stwierdziła zapewne, że najlepsze już było, podobnie jak i większość mediów. Z żurnalistów została już tylko przemiła młoda koleżanka po fachu, pan Ryszard Wenta i moja natrętna jak mucha osoba. A na początku sesji tylu nas było…No cóż , dziennikarz to nie zawsze łowca sensacji, to czasami także rzetelny kronikarz…
Radni zamierzali żwawo przegłosować uchwały, które przecież już „przerabiali” na komisjach , ale niestety. Przy jednej z nich zaczęły się „schody” . Chodziło o cytowaną już wyżej uchwałę dot. działki na skrzyżowaniu ulic Gdańskiej i Piłsudskiego. Radni swoje, burmistrz z mecenasem swoje. Dziwiłem się już później kto tak naprawdę jest od rządzenia, a kto od wykonywania. W Kartuzach te role jakoś się wymieszały. Często burmistrz chciał być przewodniczącym Rady , a jego mecenas nie doradcą (jak powinien) , a nauczycielem. Rozsądnym wydawał się głos radnych, którzy proponowali przesunięcie decyzji o podjęciu tej uchwały na następną sesję. Burmistrz naciskał , że jednak dzisiaj, a mecenas mu w tym wtórował, argumentując to stosownymi przepisami prawa. Radni w pewnym momencie chcieli już przegłosować negatywnie projekt tej uchwały, ale mieli świadomość, że mogą zrobić w ten sposób tylko krzywdę nabywcy działki, który może niczemu nie jest winien.
Burmistrz wysłał nawet po pracownika do domu, aby ten przyniósł pilnie stosowne dokumenty, tak mu zależało… Jednak zanim ów „posłaniec” zdążył wrócić , radni zmęczeni ponad ośmiogodzinnymi obradami postanowili je przerwać dokończyć spokojnie za 10 dni. Tak też się stało, a bardzo zdenerwowany tą sytuacją burmistrz na :wychodne” nie oszczędził im słów, które raczej tak zacnemu włodarzowi nie przystoją. Poinformował nawet radnych, że jak tak, to nie będzie pomnika w Brodnicy. Powiem szczerze – śmiechu warte, postawa godna dzieci w piaskownicy. No , ale podobno tak właśnie wyglądała praca Rady przez ostatnie 3 lata i cieszyć się należy, że może ostatni rok będzie inny.

Podczas tej sesji padło wiele ostrych i gorzkich słów. Radni wielokrotnie zwracali uwagę na to, że mają dość stylu i sposobu sprawowania władzy przez obecnego burmistrza. Nie raz i nie dwa padały przykłady zwykłego szantażu, na jakim swoją władzę opiera Mieczysław Grzegorz Gołuński. Swoiste votum nieufności otrzymał również prawnik urzędu, Andrzej Bielewicz. Radni wnioskują, aby obsługa prawna ich organu została oddana w ręce prawnika niezależnego , niezależnego także od obecnego burmistrza. Kilkakrotnie w czasie tej sesji burmistrz Kartuz wykazywał się niepamięcią lub też zwyczajnym mówieniem nieprawdy, na czym radni złapali go wielokrotnie. Radni zarzucili burmistrzowi utrudnianie dostępu do materiałów i dokumentów, które są im należne do wglądu z mocy prawa. Radni nie ukrywali swojego oburzenia sytuacją, iż szkoła wyższa , dzierżawiąca pomieszczenia w Zespole Szkół na Wybickiego nie uiszcza z tego tytułu ani grosza, mimo, że jest to szkoła komercyjna. Czyżby burmistrz, będący tam słuchaczem zwolnił szkołę z takiego obowiązku? Dziwnym wydawał się radnym również fakt, że Gołuński ma opory w zwolnieniu z podatku od nieruchomości zadłużonego Szpitala, podczas gdy zwalnia z takowego osoby prywatne jeżdżące samochodami, o których zwykły śmiertelnik może tylko pomarzyć. Podobno , zwolnienie z podatku szpitala uzależnił, w rozmowie z księgową pana Matkowskiego, od sposobu jego głosowania na wczorajszej sesji. Radny Matkowski nie uległ groźbom i głosował jak nakazywało mu sumienie. Totalnym brakiem kultury popisał się lokalny włodarz, gdy podczas pytań zadawanych mu przez radnego Kasprzaka opuścił salę, bo o to prosiła go telewizja… Kiedyś za podobny numer (opuszczenie sali w czasie sesji) ukarał on była swoją podwładną karą nagany. Gdy zwrócono mu po powrocie uwagę na niestosowne zachowanie on bronił się tym ,że radni również wychodzą. Radny to władza uchwałodawcza, a burmistrz wykonawcza – szkoda, że niektórzy tego nie odróżniają. Jednak prawda jest taka, że wielu radnych nie dotrwało do końca sesji i myślę, że jest to fakt godny również napiętnowania. Jeżeli ktoś nie ma czasu być radnym to najnormalniej w świecie zdaje mandat. I po krzyku.

W oczekiwaniu na drugą cześć sesji ufam, że burmistrz Kartuz przedstawi wreszcie radnym wszystkie interesujące ich dokumenty, a publiczność i media dopiszą równie licznie jak wczoraj. Bo praca radnych gminnych ma polegać nie tylko na szukaniu sensacji, ale również , a może przede wszystkim, na pracy na rzecz mieszkańców gminy. Ufam także, że światło dzienne ujrzy protokół NIK, który wpadł mi w ręce, a który jest tak brzydki…


JanuSzczepański
[email protected]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2005-10-19 15:10:41

    brak wyrazu wyżej, ale jak ważnego, winno być: "w UG istnieje całkowity zakaz dostępu do informacji, .." 8)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2005-10-19 15:08:11

    w przypadku dostępu do informacji o gminie to rzecz niemożliwa- w UG istnieje całkowity dostęp do informacji, także np. dla radnych, podam przykład pierwszy z brzegu - kiedyś udałem się do UG, celem uzyskania informacji o liczbie ludności w mieście i gminie - pani poinformowała mnie, że muszę uzyskać na to zgodę burmistrza, tak było, a to już normalna dyktatura, a z dyktatorami się nie rozmawia, ich się zwalcza 8)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2005-10-19 14:56:27

    proszę mi wskazać choć jedno kłastwo, nieprawdę - to jest zarzut typu pani Arciszewskiej - "czuję się urażona treściami zawartymi w artykułach" - jednak jak zapytano jakim to następowała cisza... 5 lat bawię się długopisem , pisałem dużo i bardziej ostro i jeszcze nie przegrałem w sądzie za pisanie nieprawdy, a co do sympatii - każdy je posiada, nawet dziennikarze, jednych lubią mniej, innych bardziej, ja także, choć napisałbym naprawdę hymny ku czci Wodza, gdyby na przykład zrobił coś dobrego, ale jakoś nie widzę tego od 3 lat jak tu mieszkam 8) no, ale może ślepy jestem, wg mnie wszystko co z nim związane jest jakieś podejrzane i niedopowiedziane... 8)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości