Reklama

Kartuskie gazety w rękach władzy. "Zbrodnia na demokracji"

12/10/2006 11:46
Większość gazet ukazujących się w powiecie kartuskim siedzi w kieszeni obecnych władz i uprawia propagandę na rzecz ich interesów. Mechanizm stanowiący "zbrodnię na demokracji" piętnują autorytety w dziedzinie walki z korupcją, etyki mediów i... znany w całej Polsce duchowny - dziennikarz.

O tym, że część kartuskiej prasy celowo zafałszowuje rzeczywistość, mówi się od wielu lat. Jednak przed kolejnymi wyborami samorządowymi patologię widać szczególnie ostro. Media zgadzają się na zależność od władzy. Ta finansuje lokalną prasę w zamian za pomoc w wygraniu wyborów. W efekcie samorządami kierują ludzie, których nikt nie rozlicza.

- To nic nowego - mówi Andrzej Szozda, zastępca szefa działu krajowego tygodnika Wprost. - Do takich historii, niestety, ciągle jeszcze dochodzi w lokalnych społecznościach.

O sprawie zaczęliśmy pisać tydzień temu. Podaliśmy wówczas, że Gazeta Kartuska i Dziennik Bałtycki za pieniądze podatników zamieszczają wkładki reklamujące rzekome dokonania samorządowców. Parę dni później podobną reklamówkę dołączył Kurier Kartuski. Równocześnie w gazecie pojawiły się artykuły atakujące portal Kartuzy.info.

Pisanie na zamówienie

Okazuje się jednak, że bez większego trudu można wykazać, iż większość lokalnych redakcji pozostaje w ścisłej zależności finansowej od wójtów i burmistrzów. Dzięki cichemu układowi, gazety pełnią rolę tuby propagandowej władzy i przekazują czytelnikom przefiltrowane oraz zniekształcone wiadomości.

- To proste, żeby dostawać ogłoszenia np. o przetargach w gminie, szefostwo musi się wykazać - mówi nieoficjalnie jeden z dziennikarzy tygodnika Głos Kaszub. - Nie ma mowy, żeby napisać o jakichś nieprawidłowościach, bo zaraz jest telefon od władzy i od naczelnego dostaje się "opeer".

Głos Kaszub jest gazetą, w której udział finansowy posiada obecny burmistrz Kartuz. W zbliżających się wyborach chce po raz czwarty zająć miejsce w fotelu samorządowca. Dziennikarz, z którym rozmawiamy mówi, że podobną usłużność wobec tego i innych samorządowców zachowują prawie wszystkie pozostałe tytuły lokalne.

Wygrać zdjęciami

Bardzo często wykorzystywanym "chwytem" w lokalnej prasie jest pokazywanie jak największej liczby zdjęć włodarzy kandydujących na kolejną kadencję. Czasami dochodzi do zastanawiających sytuacji, jak na internetowej stronie Dziennika Bałtyckiego, gdzie w tekście chwali się za zdobycie nagrody organizację turystyczną, zaś pokazuje fotografię obecnego burmistrza.

Artykuł z uroczystości wręczenia nagrody, z dołączonym zdjęciem włodarza Kartuz można też znaleźć wewnątrz dodatku "Promocja", dołączonego do Kuriera Kartuskiego. Część artykułów, w tym od gminy Kartuzy opatrzono informacją, że są sponsorowane, czyli opłacone z gminnych pieniędzy. Pod tekstem z podobizną Grzegorza Gołuńskiego widnieje reklama... komisji wyborczej przyjmującej zgłoszenia kandydatów na burmistrza Kartuz.

W podobny sposób postępuje Gazeta Kartuska, która nie umieszcza w ogóle informacji, że wkładki podpisane przez wójtów i burmistrzów są częścią komercyjną.
Dzieje się tak, mimo iż Prawo Prasowe mówi wyraźnie: "Ogłoszenia i reklamy muszą być oznaczone w sposób nie budzący wątpliwości, iż nie stanowią one materiału redakcyjnego".

Wszyscy tak robią?

Ryszard Wenta i Ryszard Leszkowski, redaktorzy naczelni dwóch wymienionych tytułów przekonują, że nic się nie stało, bo oni przyjmują jedynie reklamę w myśl zasady "tak robią wszyscy". "Tak naprawdę gazeta nie ma możliwości, by takiej reklamy nie przyjąć" - przekonuje redaktor Kuriera...

Naczelny Gazety Kartuskiej, Ryszard Leszkowski przyznaje, że "bilanse czterolecia, przygotowane przez samorządy obiektywnie promują w wyborczym wyścigu wójtów i burmistrzów" i dalej tłumaczy: "Cóż jednak robić - ta przewaga została im dana i wpisana w porządek rzeczy".

Poprosiliśmy o komentarz Wacława Oszajcę, jezuitę, byłego redaktora Przeglądu Powszechnego, znanego rekolekcjonistę i poetę. Jego zdaniem, zarówno dziennikarze, jak i wydawcy, którzy dopuszczają się fałszowania przekazu medialnego, sprzeniewierzają się podstawom etyki i misji dziennikarskiej.

- Na szczęście żyjemy w kraju demokratycznym i każdy inny, konkurencyjny tytuł na rynku może wykorzystać tę sytuację - ocenia jezuita. - Jednak kiedy prawie wszystkie media w danym środowisku znajdują się w układzie z władzą, sytuacja robi się bardzo trudna. Ten co odważy się na krytykę, dostaje od pozostałych po głowie.

Wyjaśnić a nie ściemniać

Wydaje się, że stan opisywany przez ojca Wacława Oszajcę trwa w najlepsze w powiecie kartuskim od początku istnienia samorządności. Głos Kaszub, Dziennik Bałtycki i Gazeta Kartuska opisując wydarzenia z życia samorządów bardzo często cytują wyłącznie opinie wójtów i burmistrzów. Nie tropi się afer. Nie ujawnia przekrętów. O nieprawidłowościach zaś pisze, gdy zauważy je ktoś inny. Nawet wtedy jednak do druku trafia najczęściej wersja zbliżona do stanowiska władz.

- Obowiązkiem dziennikarzy i wydawcy jest objaśnianie czytelnikom świata - dodaje ojciec Wacław Oszajca. - Dobro odbiorcy nie może być naruszone. Ci, którzy świadomie rezygnują z przedstawiania prawdziwych informacji, dokonują wyboru, czy chcą służyć społeczeństwu, czy chcą być jedynie brukowcem.

Równie jednoznacznie stawia sprawę Paweł Kamiński, wiceprezes Transparency International Polska. "Jeśli ludzie mediów decydują się działać przeciwko dobru publicznemu, stawiają na szali swoją reputację".

Stronniczość rujnuje

Jeden z lokalnych przedsiębiorców z branży budowlanej mówi o odczuciach mieszkańców bezsilnych wobec arogancji samorządowców, którzy utrzymają sieć powiązań z mediami.

- Ta następna kadencja, to łakomy kąsek dla władzy, bo będzie możliwość pozyskania olbrzymich środków unijnych - tłumaczy. - Ale wszystko wskazuje na to, że wygrają znowu ci sami ludzie, którzy w sprawie pozyskiwania tych funduszy niewiele dotąd zrobili. Od lat za nasze pieniądze mają darmową promocję w gazetach i teraz jak po maśle wjadą do swoich gabinetów. Kto straci na tych wyborach? Na pewno nie oni - tylko my.

Julia Pitera, posłanka na Sejm i była prezes polskiego oddziału Transparency International określa układanie się gazet z władzą mianem "zbrodni na demokracji".

- Współczesne media powinny być przewodnikiem po świecie - dodaje Magdalena Bajer przewodnicząca Rady Etyki Mediów. - Tak jak nie godzi się uprawiać reklamy wyborczej za pieniądze podatników, tak niegodziwym jest pokazywanie stronniczych artykułów i zaniechanie ich komentowania.

Janusz Świątkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    miss yogi - niezalogowany 2006-10-18 23:14:52

    Chcecie niezależnej prasy w Kartuzach. Do pięciu tygodników, 1 pseudotelewizji lokalnej i portalu, dodać należałoby jeszcze 7 tygodników, 5 kanałów teamtycznych o Kartuzach (w tym 2 w języku rodzimym "Rodno mowie") i serwisy internetowe na cały świat. A niech ktoś z was spróbuje podważyć, że Kartuzy to nie jest "ciekawe i wyjątkowe" miejsce i nie zasługuje!!! Ach, jak tu jest dynamicznie, jak się dzieje i ile ! Życie tu budzi się po 17 stej i kwitnie kultura, sztuka i polityka. A myśl filozoficzna staje się sławna w całych Niemczech, ba w całej Europie. To nie jakiś tam zaścianek, gdzie ludzie mieliby poczucie pokory wobec swoich możliwości. Politycy się rozdymają, ale straż pożarna nie ustępuje, media i tuzy biznesu też chcą być prawdziwą awangardą. Łatwo negować - wiem! Nic innego Wam nie poradzę, zresztą jedyna rozsądna rzecz to w żopie to mieć i śmiać się z dobrymi znajomymi z Eskimosów. Włóczykiju nie obraź się, ale w dupie byłeś i g-wno widziałeś. Ja znajduję uzasadnienie wobec reklamy z UM Gdańska. Proponuję artykuł w GW Trójmiasto sprzed tygodnia - do mnie te argumenty trafiły i jestem "za" taką odpowiedzią na populizm drugiego kandydata, z próbą nazywania stoczni JP II, z robieniem z niej areny politycznej na użytek PiS i zarzucaniem magistratowi, że nie zrobił nic, aby "ratować zakład". Co mógł to zrobił, a zresztą co to za igranie. Prezydent miasta czy burmistrz nie jest od ratowania spółek Akcyjnych Skarbu Państwa.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    włóczykij - niezalogowany 2006-10-16 16:21:34

    Czy jest sens strzelać ciągle do jednej bramki, kiedy na boisku jest ich przynajmniej kilka? (to taka specjalna gra) :razz: . Myślę, że można się przyjrzeć bliżej innym drużynom, które występują na murawie. Kiedy w prawdziwej piłce okazało się, że sędziowie brali a menedżerowie klubów dawali, w ruch poszły kajdanki. W medialnym sporcie dopiero niedawno wyszło, że Paweł Adamowicz przesadził, kiedy pokazał się w kasku stoczniowca na całej stronie gazety, za 17 tys zł netto. Co prawda, wtedy wkroczył prokurator, ale czy nie tylko dlatego, że trwa walka przedwyborcza? Coś mi się widzi, że za jakiś czas podobne historie będzie jednak uniemożliwiał paragraf. Na razie mamy paradoks. Ludzie nie chcą by ktoś ich oszukiwał, ale siedzą cicho i zgadzają się w ten sposób się być oszukiwanymi - za własną kasę. :neutral:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Konto usunięte 14 - niezalogowany 2006-10-14 20:58:26

    choć znam odpowiedzieć, jestem Ciekaw co tu zostanie naskrobane.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości