W Kartuzach, przy ulicy Majkowskiego 22, stoi budynek z 1933 roku, wzniesiony przez Leona Hinca. To nie tylko cegły i tynk, ale opowieść o czasie, pracy i życiu dawnych mieszkańców. Dzięki rozmowie z jego wnuczką, Danutą Miotk, ta historia znów ożywa, nabiera emocji, znaczenia i ludzkiego wymiaru. Bo właśnie takie miejsca tworzą naszą tożsamość. Jeśli o nich zapomnimy – zniknie coś więcej niż tylko budynki. Zniknie pamięć. Dlatego warto zatrzymać się na chwilę… i ocalić to od zapomnienia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Świetna robota , mieszkałem na Sambora i codziennie chodziło się do tego sklepu z kanką po mleko. Chleb sie kupowało u Drawca , a po drodze był jeszcze sklep " U miąska" też chyba przedwojenna kamienica. Aż się łezka kręci , jak sobie przypomnę te 30-40 litrowe kany z mlekiem gdzie Pani sklepowa nalewała do kanki lub butelki świeże mleko, które nie tak jak dzisiaj potrafiło nazajutrz już byc kwaśne. Ogórki , kapustę, śledzie wyjmowały z beczek. Chałwe kroiły nożem, cukierki wyjmowały ze szklanego słoja. Pomarańcze i banany nie były na widoku( tylko spod lady) ale tylko przed świętami. Ech, i komu to przeszkadzało?????????
Świetna robota , mieszkałem na Sambora i codziennie chodziło się do tego sklepu z kanką po mleko. Chleb sie kupowało u Drawca , a po drodze był jeszcze sklep " U miąska" też chyba przedwojenna kamienica. Aż się łezka kręci , jak sobie przypomnę te 30-40 litrowe kany z mlekiem gdzie Pani sklepowa nalewała do kanki lub butelki świeże mleko, które nie tak jak dzisiaj potrafiło nazajutrz już byc kwaśne. Ogórki , kapustę, śledzie wyjmowały z beczek. Chałwe kroiły nożem, cukierki wyjmowały ze szklanego słoja. Pomarańcze i banany nie były na widoku( tylko spod lady) ale tylko przed świętami. Ech, i komu to przeszkadzało?????????