W czasie najbliższej sesje Rady Miejskiej w Kartuzach lokalni samorządowcy mają zdecydować, czy jednemu z miejskich parków nadać imię Danuty Siedzikówny, pseudonim "Inka", nastoletniej sanitariuszki i łączniki Armii Krajowej, która w 1946 roku została rozstrzelana przez SB. Pomysł już teraz krytykuje Leon Brylowski, przewodniczący Towarzystwa Miłośników Kartuz.
Przedmiotem uchwały jest niewielki park, znajdujący się przy ul. 11 Listopada, pomiędzy działką zajętą przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, ul. Ceynowy i 3 Maja. Z propozycją nadania temu miejsca imienia słynnej "Inki" wyszedł były burmistrz Kartuz, Kazimierz Borzestowski. Z pismem podobnej treści do urzędu zwrócić miał się również gdyński oddział Związku Byłych Więźniów Politycznych.
Burmistrz Mirosława Lehman postanowiła się natomiast do tego wniosku przychylić, w efekcie czego stosowana uchwała w tej sprawie znalazła się w porządku obrad najbliższej sesji Rady Miasta.
- Upamiętnienie jej i postawienie za wzór młodzieży przyniesie zaszczyt i chlubę tak pięknemu i miłemu miastu jakim są Kartuzy - czytamy w uzasadnieniu do uchwały.
Nie wszyscy do inicjatywy tej podchodzą jednak z równie dużym entuzjazmem. Swój sprzeciw zgłosił już m.in. stojący na czele Towarzystwa Miłośników Kartuz Leon Brylowski, zwracając uwagę, że niedopuszczalny jest tryb w jakim nadanie imienia się odbywa.
- Nie może być tak, że ktoś zgłasza wniosek i zaraz potem trafia on na obrady radnych. Mówimy przecież o jednym z miejskich parków. Decyzje w tak istotnych kwestiach powinny być poprzedzone konsultacjami - przekonuje Brylowski.
Bartek Gruba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze