Reklama

Kartuzy. "Kocia" afera na osiedlu Wybickiego

21/06/2010 14:35
O rzekomej eksterminacji osiedlowych kotów napisała do nas jedna z mieszkanek osiedla Wybickiego w Kartuzach. Obwinia ona o to prezesa Piotra Killmana, gdyż wszystko zaczęło się z dniem, kiedy rozpoczął pracę w Spółdzielni Mieszkaniowej "Kaszuby".

Do redakcji portalu Kartuzy.info napisała jedna z mieszkanek osiedla Wybickiego w Kartuzach. Kobieta od ponad dziesięciu lat zajmuje się wolnobytującymi kotami, które - jak stwierdziła - dokarmia, leczy oraz podaje im środki antykoncepcyjne. Zimą wystawiała ona wokół bloku domki styropianowe, aby zwierzęta mogły przetrwać mrozy. Owe "schrony" kobieta stawiała w miejscach nie rzucających się w oczy. Mieszkanka osiedla Wybickiego wielokrotnie otwierała okienka piwniczne, aby koty miały się gdzie schronić. W efekcie zostały one okratowane i zabite gwoździami. Skarży się na wrogą wobec zwierząt postawę lokatorów.

Zdaniem naszej czytelniczki, ostatnie wydarzenia, które miały miejsce na osiedlu Wybickiego, noszą wszelkie znamiona planowej eksterminacji osiedlowych kotów. Po raz kolejny zniszczono i wywieziono wykonane przez nią domki dla kotów. Zrównano z ziemią też miejsce, w którym zwierzęta były dokarmiane i miały stały dostęp do wody. Z kolei wystawiana przez nią karma natychmiast była usuwana. Według mieszkanki osiedla część kotów żyjących w najbliższej okolicy... zniknęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Jednego ze zwierzaków kobieta znalazła w stanie agonalnym w pobliżu miejsca karmienia. Lekarz weterynarii potwierdził zgon w wyniku podania trutki na szczury.

Akcja tępienia osiedlowych kotów rozpoczęła się - jak napisała czytelniczka - odkąd prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej "Kaszuby" został Piotr Killman. Wraz z radą nadzorczą uchwalił on nowy regulamin spółdzielni, zgodnie z którym zakazuje się dokarmiania wszelkich zwierząt oraz ptaków poza własnym mieszkaniem. Według mieszkanki osiedla zgodnie z regulaminem posiadanie domowych pupili uznaje się zaledwie za "warunkowo dopuszczalne". Kobieta zarzuca Piotrowi Killmanowi m. in. zniszczenie dzikich róż, które dawały kotom schronienie przed prześladowcami. Twierdzi, iż prezes zrobił to pod pretekstem przeprowadzania prac porządkowych.

Kobieta w nadesłanym do nas e-mailu powołała się na treści ustaw, zgodnie z którymi "zwierzęta wolnobytujące stanowią dobro ogólnonarodowe i powinny mieć zapewnione warunki rozwoju i swobodnego bytu", "każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania" oraz "zwierzę jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie i opiekę". Naszą czytelniczkę zainteresował też fakt przebudowania osiedlowych śmietników, które zostały zamienione w "betonowe fortece szczelnie zamykane blaszanymi drzwiami". Zwierzęta nie mają obecnie dostępu do wystawianej tam wcześniej karmy bądź resztek żywności.

Według czytelniczki władze Spółdzielni Mieszkaniowej "Kaszuby" nie zareagowały też, kiedy pod balkonem jednej z mieszkanek żywcem zamurowano kilka kotów w nieczynnym przewodzie ciepłowniczym. Na natychmiastowy apel mieszkanki pod której balkonem rzecz miała miejsce spółdzielnia w ogóle nie zareagowała. Wezwana straż pożarna rozkuła beton - niestety było już za późno.

Jak jednak do całej sprawy ustosunkował się prezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Kaszuby" Piotr Killman? Jeśli chodzi o bezdomne zwierzęta, tego typu przypadki zgłaszane są straży miejskiej, która - jak stwierdził prezes - wyłapuje je dwa razy w miesiącu.

- Jeśli chodzi o jakąkolwiek pomoc bezdomnym zwierzętom ustawodawca określił, kto ma do tego uprawnienia. Z naszej strony może być to wyłącznie zgłaszanie - stwierdził Piotr Killman. - W czasie mojej kadencji zdarzało się już, że znaleźliśmy na przykład psa, który został przywiązany i porzucony. Był też przypadek kota, który leżał poraniony na klatce schodowej. Oddaliśmy go wtedy do weterynarza. - Wiemy, iż w jednym z naszych ciągów ciepłowniczych przebywają koty, w związku z tym nie zamurowaliśmy go. O innej tego typu sytuacji nie słyszeliśmy - dodał.

Co do okien piwnicznych, w okresie zimowym - jak powiedział Piotr Killman - powinny być one zamknięte, gdyż ich otwarcie powoduje wychłodzenie instalacji CO, która biegnie w pobliżu tych okien. Ich stan nie jest jednak najlepszy, więc dla bezpieczeństwa pracownicy spółdzielni zabijali je gwoździami. Działania te nie były jednak podejmowane - jak stwierdził prezes - ze względu na koty.

- Podczas walnego zgromadzenia, które odbyło się w maju, prawdopodobnie osoba, która napisała ten list, poruszyła temat kotów. Większość mieszkańców była zdecydowanie przeciwna "działalności", jaką prowadzi ta osoba, gdyż jest to dla nich uciążliwe. Z ich punktu widzenia powoduje to więcej problemów, niż korzyści - oznajmił Piotr Killman. - Co do znalezionej przez tę osobę trutki mogę powiedzieć, iż odszczurzanie jest obowiązkiem spółdzielni. Nie wiem jednak, dlaczego ta trutka znalazła się w miejscu dokarmiania kotów. Naszym celem są wyłącznie szczury, nie koty. Wynika to z przepisów.

Piotr Killman wyraźnie zaznaczył też, że nie można na terenie osiedla w miejscach publicznych hodować bądź budować kryjówek dla zwierząt. W związku z tym styropianowe "schrony" zostały usunięte przez pracowników spółdzielni. Jak powiedział prezes, koty mogą żyć tam, gdzie chcą. Zgodnie z regulaminem użytkowania lokali i porządku domowego Spółdzielni Mieszkaniowej "Kaszuby" zwierzęta hodowlane można jednak trzymać w domu, pod warunkiem że nie zagrażają bezpieczeństwu ani nie zakłócają spokoju mieszkańcom budynku. Regulamin zabrania też dokarmiania zwierząt i ptaków poza obrębem własnego lokalu.

W kwestii rzekomego niszczenia dzikich róż Piotr Killman stwierdził, iż spółdzielnia dba o wszelką roślinność na osiedlu i jeżeli jest ona przycinana, to na pewno nie po to, aby "zrobić na złość" kotom. Jeśli zaś chodzi o zabudowę śmietnikową, to została ona wykonania nie ze względu na to, że wchodzą tam koty, lecz dlatego, aby osoby z poza spółdzielni nie mogły wyrzucać w to miejsce odpadów. Efekty tego działania są takie, że na terenie osiedla produkowana jest znacznie mniejsza ilość śmieci.

Co do sprawy zrównania z ziemią miejsca karmienia kotów, prezes przyznał, że zostało ono usunięte, gdyż znajdowało się ono na trawniku, czyli w miejscu niedozwolonym.

- Są takie okresy w roku, kiedy dokarmiane zwierząt poza obrębem własnego mieszkania powoduje gromadzenie się i roznoszenie w różnorodny sposób pokarmu. To właśnie zostało zaobserwowane - tłumaczył Piotr Killman. - Nikt z pracowników spółdzielni nie robił jednak niczego, co byłoby niekorzystne dla tych zwierząt. Nikt ich nie gnębił, nie zamykał, nie zamurowywał ani nie karał w żaden sposób. - Od tego, aby pomóc w jakikolwiek sposób tym zwierzętom są odpowiednie organizacje, jednak na pewno nie jest nią Spółdzielnia Mieszkaniowa "Kaszuby" - spuentował.

Należałoby jednak zapytać, czy bezdomnym i wolnobytującym zwierzętom należy pomagać bez względu na wszystko? A może warto wziąć pod uwagę to, że wokół nas żyją inni ludzie, dla których nasze współczucie czworonogom może wydawać się dziwne lub po prostu przesadne? Faktem jest jednak to, osoba chcąca pomagać zwierzętom ma dobre intencje i kieruje się szlachetnymi pobudkami. Może więc dałoby się coś dla nich zrobić?

Andrzej Baranowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Konto usunięte 22 - niezalogowany 2010-06-22 13:36:42

    Też uważam że to wariacja z tymi kotami ileż można a pani K bo o nia zapewne chodzi powinna założyc jakiś ośrodek dla zwierzaków jesli tak o nie się martw a nie sypac karmę gdzie się da.W poblizu jej kaltki jest piaskownica a tam te wszystkie koty się załatwiaja tragedia Powinni zrobić z tym porządek bo rozmowa z ta Pania nie daje rezultatów

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    młoda - niezalogowany 2010-06-22 09:49:43

    Sytuacja przedstawiona przez kocią opiekunkę znacznie odbiega od rzeczywistości. Pragnie On dla swoich podopiecznych jak najlepiej, niestety kosztem pozostałych lokatorów. Koty są dokarmiane w rożnych miejscach, przede wszystkim na przyblokowych ogródkach, co znacznie utrudnia ich prowadzenie. Koty pozostawiają tam i pod balkonami mieszkańców swoje odchody, wykopują sadzonki a w upalne dni smród dociera do mieszkań. W miejscach tych bawią się dzieci, a kocia opiekunka nie jest wstanie zaopiekować się i przypilnować wszystkich swoich pupili. A co do działań spółdzielni dotyczących ekscytacji kotów- to jej nie zauważyłam, a jeżeli działania porządkowe się do nich przyczyniły- to tylko na korzyść mieszkańców.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    S.K. - niezalogowany 2010-06-21 15:34:56

    Droga milosniczko kotów. Mam nadzieje, ze zgodzisz sie ze mna, ze wlasciciele kotów sa odpowiedzialni równiez finansowo za niepozadany rozród kotów. Koty sa przeznaczone albo do rozrodu albo do sterylizacji i kastracji. Nie moze byc tak, aby walesajace sie lub niekiedy bezpanskie zwierzeta nie tylko roznosily po osiedlu zarazki chorób zakaznych ale na dodatek rozmnazaly sie bez kontroli. Kazda niezarodowa kotka na Osiedlu Wybickiego musi zostac wysterylizowana, a kazdy niezarodowy kocur musi zostac wykastrowany. Zwierzetom trzeba pomóc uchronic sie przed niechcianymi ciazami i przed niepozadanym potomstwem. Na tym polega milosc do zwierzat. Co Pani zrobila w tym kierunku? Prosze moze sie uderzyc w piersi i nie krytykowac gospodarza terenu, który nie czyni nic innego jak tylko to, co nakazuje poczucie odpowiedzialnosci za zdrowie mieszkanców i zwierzat. Z powazaniem. Przyjaciel zwierzat.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości