Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ja niestety miałam nieszczęście trafić na jej zmianę w dzień cesarki i na drugą położną która nie była nic lepsza od niej.
Doswiadczenia mamy rozne,to przykre co Cie spotkalo :( po czyms takim uraz zostaje. Ja nie moge powiedziec nic zlego ani na polozne ani lekarzy,na pielegniarki z oddzialu noworodkow tym bardziej nie... przy moim pierwszym porodzie czuwal nade mna doktor K nie pracujacy juz niestety. Przy drugim doktor D. Byla tez polozna na ktorej widok zrobilo mi sie slabo poniewaz miala opinie strasznej zolzy...na szczescie okazalo sie to tylko plotka bo byla bardzo mila bardzo mi pomogla.....Gdybym miala jeszcze raz rodzic to napewno w Kartuzach!!!
@greatbarr: Otóż ja nie odczuwałam żadnych bóli przy porodzie, bo miałam cesarkę ponieważ było 3 tygodnie po terminie a o porodzie nie było u mnie ani widu ani słychu (żadnych skurczów ani rozwarcia). NIE ODCZUWAŁABYM ŻADNEGO BÓLU GDYBY NIE NIEUMIEJĘTNOŚĆ I WREDOTA TYCH POŁOŻNYCH KTÓRE NIE UMIAŁY NAWET WENFLONÓW ZAŁOŻYĆ I POKŁUŁY MNIE NA OBU RĘKACH JAKBYM BYŁA LALECZKĄ WOODOO. Nie jestem księżniczką na ziarnku grochu, ale wszyscy się o mnie martwili że miałam cesarkę i że mnie pewnie rana na brzuchu boli. Ale ja nie pamiętam bólu rany ja pamiętam tylko ból kolejnych i kolejnych bezskutecznie wkuwanych we mnie długich i grubych igieł i upokorzenie kiedy gdy ryczałam a z nosa leciało mi aż po szyii a nikt nie podał mi nawet chusteczki tylko jedna stała i trzymała mnie za jedną rękę i kuła a druga robiła to samo z drugą ręką. Na dodatek znęcały się jeszcze nade mną psychicznie wymawiając mi że to moja wina że u mnie nie widać żył na rękach. Jakby się dobrze nauczyły zawodu to by wiedziały gdzie biegną żyły i jak się zakłada wenflon, kiedy nie ma ich widać. Ta położna o której piszę już po samej minie wyglądała tak jakby do swojej pracy przychodziła za karę i wcale nie chciała dla pacjentek i ich dzieci tego co najlepsze. Taka prawda... Przykro mi. Lepiej się ciesz że Ty nie miałaś z nią nigdy do czynienia. Pozdrawiam!
Doprecyzuję moją wcześniejszą wypowiedź. A więc położna która miała odbierać mój poród (byłam na wywołaniu) nie miała zmiany w dzień w który miałam robioną cesarkę. Ona była bardzo miła i pomocna. Panie na ginekologii które opiekowały się nami w czasie kiedy ja przez tydzień miałam 3 nieudane próby wywołania porodu też były milutkie jak do rany przyłóż. Niestety nie wszystkie takie były. Położna która miała dyżur raz kiedy byłam pod kroplówką na porodówce tak beształa swoją chyba zresztą starszą koleżankę która wróciła do pracy po dłuższej absencji chorobowej że aż nam (pacjentkom) było przykro słuchać, jak ją non stop poprawia i strofuje. Ja niestety miałam nieszczęście trafić na jej zmianę w dzień cesarki i na drugą położną która nie była nic lepsza od niej. Cały czas miała o coś do kogoś pretensje. Do mnie o to że jestem "tam" za głęboka i nie umie mnie zbadać (zobaczyć czy jest rozwarcie). A niby jaka w tym moja wina że ona czegoś nie potrafi zrobić choć jest po 50tce i powinna być doświadczona w zawodzie? Po drugie miała do mnie pretensje że nie widać u mnie żył na rękach. A co ja miałam na to poradzić że od 7 miesiąca byłam cała opuchnięta i że w ogóle to słabo u mnie z widocznością żył? w odwecie znęcały się nade mną i kuły z koleżanką gdzie popadnie po rękach i chciały już dobierać się do mojej głowy jak po 10 nieudanych nakłuć i siniaków na każdej mojej ręce im nie wystarczyło. Całe szczęście że wtedy przyszła pielęgniarka z chirurgii co miała asystować przy cesarce i ona jakoś potrafiła założyć oba wenflony każdy za pierwszym swoim podejściem. Wcześniej ryczałam jak wół kiedy tamte mnie bezskutecznie kuły ale żadna z nich nie podała mi nawet chusteczki do nosa żebym mogła sobie go wytrzeć. To było gorsze niż podnieść się po cesarce niż ból rany i wszystko co mnie najbardziej bolesnego i przykrego w życiu spotkało. Pani anestezjolog (oczywiście z oddziału chirurgicznego przyszła) to był anioł, miła, uprzejma, uśmiechnięta wytłumaczyła mi na czym polega znieczulenie zewnątrzoponowe i przygotowała do niego. Lekarze czyli pan Ch. i już nie pracujący tam pan D. spisali się na medal z cesarką i dodatkowo pięknie mnie zeszyli. Po cesarce leżałam ponad godzinę na korytarzu bo sala pooperacyjna nie była gotowa (tu nie wiem z czyjej winy). Wieczorem i na nocnej zmianie miałam bardzo miłą młodą położną która opiekowała się mną najlepiej (do butelki z wodą nawet mi zorganizowała rurkę od kroplówki bym mogła popijać nie podnosząc głowy). Przyniosła wszystkie moje rzeczy, dała telefon, itp. Niestety rano znów była zmiana i przyszła energiczna Pani która na siłę kazała mi wstawać mimo iż mówiłam że robi mi się słabo. Kiedy już na siłę mnie wyciągnęła z pokoju to na ziemi po drodze do łazienki zostawiłam za sobą kałużę krwi... W łazience zostawiła mnie samą i oczywiście zemdlałam (dobrze że nie stało się to zupełnie nagle bo walnełabym głową w kafle tylko w ostatniej chwili gdy wołałam że mdleję i ostatkiem sił trzymałam się kabiny lub kranu to przybiegła wystraszona a że sama nie dała rady mnie utrzymać to zawołała chyba jakąś salową ale jak ta salowa wyglądała to nawet nie pamiętam bo miałam ciemność przed oczami tylko. Słyszałam że coś tam mówiły że miałam mówić że mi słabo. JAK JA OD RANA MÓWIŁAM ŻE MI SIĘ W GŁOWIE KRĘCI I NIEDOBRZE MI!! Masakra. Jedne panie od noworodków dały mojemu synkowi z butelki, pani od laktacji wrzeszczała na mnie że nie karmię z piersi, ja na to że to one jej dały butelkę ona wtedy na nie się darła. Każdy mówił co innego odnośnie karmienia. Następnego dnia po przeniesieniu na zwykłą salę przy wieczornym kąpaniu noworodków poganiano mnie że nie przygotowałam ubranek jak ja ledwo z łóżka dawałam radę wstać. Pani od noworodków była niemiła zwłaszcza dla tych co miały pierwsze dziecko. Dzieci kąpane były pod kranem z głową w dół i kończynami trzymane za brzuszek i ryczały okropnie przy tym. Jedynie w tym miejscu brak wanienek mógł się przyczynić do takiego traktowania dzieci. Tak poza tym to jeśli coś było złe to jedynie zachowanie personelu. Oczywiście zaznaczam że nie całego. Poziom zadowolenia z Kartuskiej porodówki zależy od tego kto na jaką zmianę położnych trafił, bo ja nie mówię że wszystkie są złe, bo tak nie było. Ale szczególnie ta zmiana w dzień mojej cesarki była okropna. Dlatego piszę że osobiście więcej tam nie pójdę zwłaszcza że nie pracuje tam już Pan dr D. który jest świetnym specjalistą, a Pan dr J. nie szanuje kobiet wcale (dobrze że na jego zmianę nie trafiłam bo już wtedy był postrachem wśród pacjentek). Mam nadzieję że pani w średnim wieku która tak okropnie mnie potraktowała jest już na emeryturze bo największemu wrogowi nawet nie życzę by miał z nią do czynienia... Moja opinia o porodówce nie jest odosobniona. Znam osobę która mając jeszcze malutkie dziecko jak dowiedziała się że jest znów w ciąży to na samą myśl że miałaby tam jeszcze wrócić dostawała histerii. Na szczęście uratowała ją porodówka w Kościerzynie i jak potem mi mówiła, to różnica jest: niebo a ziemia...
uppsss kogos urazilam:) W slowie "dziewczynki" nie ma nic zlego a w burdelu to sa raczej prostytutki zeby nie powiedziec bardziej dosadnie dz...ki. Takze ...KOBIETY RODZACE tak to jest nikt nie mowil ze bedzie latwo...(takie male sprostowanie dla agus)
żadna kobieta nie spodziewa sie ze poród bedzie bezbolesny ,ale najważniejsza jest troska o radzącą ,jeżeli ktoś tego nie rozumi to po co ten sarkazm .może nie wszystkie położne w kartuzach to jędze ale kilka na pewno :( greatbarr-dziewczynki są w burdelu ,a radzące to kobiety troche szacunku!
mam dwa porody za soba, oba po kilkanascie godzin i przezylam. Ale tam sama lekarka jak przyszla na zmiane ochrzanila personel, a zwlaszcza polozna, inne polozne tez komentowaly.... Ja w nocy jak ,i wody odeszly wsiadlam w auto i do koscierzyny jechalam-jakbym pogotowie wezwala to by Kartuzy przyjechaly... Mimo wszystko warunki wizualne sa tragiczne
Kazdy porod jest inny...u niektorych kobiet trwa to dluzej a inne urodza bardzo szybko.Kazda kobieta ma tez inny prog bolu i nie mozna za to obwiniac poloznej ze porod trwa zbyt dlugo i cholernie boli... Kobieta ktora rodzi przez kilkanascie godzin i straaaaasznie cierpi to po porodzie bedzie miala jak najgorsza opinie o szpitalu,poloznej czy tez lekarzu...Niestety taka jest prawda...a kobiety ktore rodza bez problemu bardzo szybko i bez komplikacji nie powiedza zlego slowa o personelu. Tak to wyglada... i nie obwiniajmy poloznych o wszystko.Najwiecej zalezy od nas jaki bedzie porod...trzeba sluchac polecen poloznej bo one chca dobrze dla nas i naszego malenstwa... Takze dziewczynki tak to jest...nikt nie mowil ze bedzie latwo,a juz napewno nie wyjdzie tak samo przyjemnie jak weszlo :D:D:D
Nietylko porodówka ma wiele do zyczenia. Powiem szczerze ze WARUNKI na oddziale dzieciecym w Kartuzach to PARANOJA!!! Ciekawe od kiedy trwa tam remont-pewnie juz rok i lipa :(-co do pielegniarek nie moge powiedziec zlego słowa,tyle ze ja chodziłam od rana do nocy przy dziecku. Ale zainteresowanie dzieckiem w trakcie nocy było ze strony pielegniarek. Reszty nie moge oceniac i bo nie mielismy potrzeby hospitalizowania a i poród był na Zaspie -CALE szczęscie:)
bzdur? Kolezanka rodzila miesiac temu. . Rzeznia. Gdyby nie lekarka to by rodzila nastepne 18 godzin.... Ja dwoje rodzilanmw koscierzynie-moze nie bylo super ale choc nie wygladalo jak w chlewie. A yakie skojarzenia mam jak ide odwiedac znajomych
Nie rozumiem tych kobiet ktore tak strasznie narzekaja na kartuska porodowke...jest tyle innych szpitali,a jednak zdecydowaly sie rodzic w Kartuzach...dlaczego? Ja urodzilam w kartuskim szpitalu dwoje dzieci i nie moge zlego slowa powiedziec. opieke przy porodzie jak i po nim mialam bardzo dobra ,polozne byly mile i bardzo pomocne.Tak samo maluszki byly pod dobra opieka :-) Wiele moich kolezanek tez rodzilo w Kartuzach i nie narzekaly...Wiec tak na przyszlosc kobietki jedzcie sobie rodzic do Gdanska,Koscierzyny czy jeszcze gdzies indziej...a nie wypisujcie takich bzdur na temat kartuskiej porodowki :P
@aguś: taa remont powinni właśnie od wymiany niektórych położnych zacząć i conajmniej jednej pani z oddziału noworodków Bardzo źle wspominam głównie te panie a nie warunki jakie tam panowały, z tym było mi wszystko jedno Bardzo proszę najpierw zainwestować w położne które będą potrafiły założyć opuchniętej kobiecie wenflony przed cesarką nie winiąc bogu ducha winnej pierworódki że nie ma widać u niej żył. Niech będą na tyle wykwalifikowane że będą wiedziały gdzie wbić tę grubą igłę tak żeby było dobrze, a nie że ja po wyjściu ze szpitala wyglądałam jak narkomanka, bo jedynie Pani z chirurgii (Bóg mi ją zesłał w chwili rozpaczy) wiedziała jak założyć wenflon do obu kroplówek za pierwszym podejściem. Było to ok 4 lata temu, ale te kłucia gorzej wspominam niż ból podbrzusza po cesarce. Teraz obiecuję sobie że przy drugim pójdę wszędzie tylko nie do Kartuz na porodówkę...
a położne też będą nowe ,takie troskliwe i pomocne ,co szklankę wody podadzą
@stefan: Faktycznie ... od zawsze kartuska porodówka kojarzyła mi się z rzeźnią tudzież ubojnią - tak trzeba było to nazwać
@kartuzy.info: ale sobie nazwę wymyślili...... :D trakt - droga ...... ciąg pomieszczeń w jednej osi ...... prawie jak na taśmie ...... porodowej :P
Ja niestety miałam nieszczęście trafić na jej zmianę w dzień cesarki i na drugą położną która nie była nic lepsza od niej.
Doswiadczenia mamy rozne,to przykre co Cie spotkalo :( po czyms takim uraz zostaje. Ja nie moge powiedziec nic zlego ani na polozne ani lekarzy,na pielegniarki z oddzialu noworodkow tym bardziej nie... przy moim pierwszym porodzie czuwal nade mna doktor K nie pracujacy juz niestety. Przy drugim doktor D. Byla tez polozna na ktorej widok zrobilo mi sie slabo poniewaz miala opinie strasznej zolzy...na szczescie okazalo sie to tylko plotka bo byla bardzo mila bardzo mi pomogla.....Gdybym miala jeszcze raz rodzic to napewno w Kartuzach!!!
@greatbarr: Otóż ja nie odczuwałam żadnych bóli przy porodzie, bo miałam cesarkę ponieważ było 3 tygodnie po terminie a o porodzie nie było u mnie ani widu ani słychu (żadnych skurczów ani rozwarcia). NIE ODCZUWAŁABYM ŻADNEGO BÓLU GDYBY NIE NIEUMIEJĘTNOŚĆ I WREDOTA TYCH POŁOŻNYCH KTÓRE NIE UMIAŁY NAWET WENFLONÓW ZAŁOŻYĆ I POKŁUŁY MNIE NA OBU RĘKACH JAKBYM BYŁA LALECZKĄ WOODOO. Nie jestem księżniczką na ziarnku grochu, ale wszyscy się o mnie martwili że miałam cesarkę i że mnie pewnie rana na brzuchu boli. Ale ja nie pamiętam bólu rany ja pamiętam tylko ból kolejnych i kolejnych bezskutecznie wkuwanych we mnie długich i grubych igieł i upokorzenie kiedy gdy ryczałam a z nosa leciało mi aż po szyii a nikt nie podał mi nawet chusteczki tylko jedna stała i trzymała mnie za jedną rękę i kuła a druga robiła to samo z drugą ręką. Na dodatek znęcały się jeszcze nade mną psychicznie wymawiając mi że to moja wina że u mnie nie widać żył na rękach. Jakby się dobrze nauczyły zawodu to by wiedziały gdzie biegną żyły i jak się zakłada wenflon, kiedy nie ma ich widać. Ta położna o której piszę już po samej minie wyglądała tak jakby do swojej pracy przychodziła za karę i wcale nie chciała dla pacjentek i ich dzieci tego co najlepsze. Taka prawda... Przykro mi. Lepiej się ciesz że Ty nie miałaś z nią nigdy do czynienia. Pozdrawiam!