Schronisko dla bezdomnych w Bilowie, koło Kartuz. Wokół las - bajeczny w śnieżnej szacie. Nawet cmentarz za oknami, przysypany śnieżnym puchem, wydaje się być mniej niż zazwyczaj smutnym miejscem.
Przed drzwiami schroniska dwa dobrze wykarmione koty. One nie są bezdomne. Mają tu swój dom.
- Mam 37 lat. Jak się tu znalazłem? Ano, jeden nieudany związek z kobietą, drugi też. Nie mam mieszkania. Latem można znaleźć pracę, choćby na budowie. Pracując mieszkałem w barakowowozach i jakoś sobie radziłem. Jak są pieniądze, można też wynająć mieszkanie - mówi jeden z bezdomnych mieszkających w schronisku w Bilowie.
Schronisko prowadzi Stowarzyszenie "Abstynenckie Kaszuby".
- Jestem 3 lata bezdomny i mieszkam tu, w tym schronisku, od początku. Mamy tu ciepło. W czasie mrozów też nie było zimno. Sami palimy. Opał jest. Na wyżywienie też nie możemy narzekać. Jedzenia mamy w wystarczającej ilości. Na obiad, jak kto chce, może dostać podwójną porcję - opowiada inny lokator schroniska.
- Jest nam tu dobrze, mamy telewizor, czystą pościel, tylko kobiet nie ma - żartuje kolejny bezdomny.
Śmiechy - nastrój całkiem nie pasuje do sytuacji tych ludzi. Tak jest przez chwilę, aż głos zabiera następny bezdomny.
- Mam miażdżycę. 7 lipca ub. roku miałem zawał. Co miesiąc moje lekarstwa kosztują 120 zł. Mam drugą grupę inwalidzką i rentę 444 zł. Z tych pieniędzy nie dostaję ani grosza. A chciałoby się mieć parę złotych - mówi.
Wyjaśniamy sprawę w jednym z gminnych ośrodków pomocy społecznej powiatu kartuskiego:
- Ten pan napisał oświadczenie, że zgadza się, by całą jego rentę przekazywać na utrzymanie w schronisku. My dokładamy do tego jeszcze brakującą kwotę. Raz kupiliśmy mu leki, a normalnie leki kupuje administrator schroniska - usłyszeliśmy.
Generalnie, jak bezdomny ma rentę, to 30 procent zostaje dla niego. Tak robią np. w kartuskim GOPS-ie.
W Bilowie ciepło, bezpiecznie, ale też dość ciasno. W schronisku przebywa 18 bezdomnych. Stowarzyszenie "Abstynenckie Kaszuby" zarządza też drugim schroniskiem - przy pl. św. Brunona. Tam mieszka pięciu mężczyzn i jedna kobieta.
- Czasem policja nam przywozi kogoś, kogo "zgarnęła" na mieście. Najczęściej jest tak, że po nocy znikają. Wiadomo, ciągnie do wódki - zauważa jeden z "lokatorów".
Inny zmienia temat:
- Wie pan, remont by tu się przydał. Trzeba by naprawić i ocieplić dach. No tak, ale nie wiadomo, jak długo tu będziemy - mówi
Z opowiadań wydaje się, że w schronisku panuje idylla. Na pewno tak nie jest. Konflikty w takiej "gromadce" mogą się zdarzyć i na pewno się zdarzają.
Ważny jest dach nad głową i ciepła strawa, ale to nie jest własny dach nad głową. Bezdomny to bezdomny, w gruncie rzeczy człowiek nieszczęśliwy.
Ryszard Leszkowski, Gazeta Kartuska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze