Reklama

Każde miejsce na świecie ma swoje piękno, ale Kartuzy mają coś więcej – mają duszę- wywiad z Margarethe Duckstein

Margarethe Duckstein, poetka, której wiersze odkrywają piękno w najdrobniejszych detalach codzienności, zdradza w wywiadzie sekrety swojej twórczości. Od korzeni w Kaszubach po filozoficzne refleksje nad kosmosem – Duckstein opowiada o swojej pasji do poezji, dualizmie języków oraz inspiracjach, które prowadzą ją przez świat literatury. W rozmowie poznajemy jej artystyczną wizję i odkrywamy, jak poezja może łączyć dwa światy.

Może zaczniemy od tego, jakie są pani zainteresowania i co zapoczątkowało pani miłość do poezji i literatury?

Szczerze mówiąc, nie potrafię określić konkretnego momentu, w którym zaczęła się moja miłość do literatury i poezji. To było we mnie zawsze. Już jako dziecko, mając kilka lat, czytałam książki. Literatura była moją pasją od momentu, kiedy nauczyłam się czytać, a może nawet wcześniej – zanim jeszcze umiałam to robić. Pamiętam, że jako mała dziewczynka czytałam książki starszego rodzeństwa. Właściwie zaczęłam czytać w wieku przedszkolnym. A poezja? Ona była we mnie zawsze, trwała wewnątrz. Ludzie czasem są zdziwieni, kiedy dowiadują się, że oprócz tego, że jestem umysłem ścisłym, mam również poetycką duszę. Ale to nie jest tak, że poezja pojawiła się nagle – po prostu teraz, gdy mam więcej czasu, mogę pozwolić sobie na to, by dać jej wyraz. Wcześniej obowiązki zawodowe, rodzina, dzieci, a potem wnuki pochłaniały moją uwagę. Teraz wnuki są już na takim etapie, że mniej potrzebują mojej pomocy, więc mogę się poświęcić twórczości. W ciągu roku napisałam około 150 wierszy. Mam takie momenty, kiedy czuję wewnętrzną potrzebę pisania – można to nazwać weną. Siadam i piszę. Co ciekawe, tworzę w dwóch językach – polskim i niemieckim. Piszę po niemiecku głównie ze względu na moje wnuki, które nie mówią po polsku, a są bardzo zainteresowane moimi pracami. Jeden z nich ma bardziej poetycką duszę, a drugi jest pragmatykiem, ale obaj są moimi najbliższymi fanami. Pisząc, raz tworzę wiersze po polsku, raz po niemiecku, a potem tłumaczę je na drugi język. Tłumaczenie poezji nie jest łatwe, bo oba języki mają inne struktury gramatyczne – niemiecki jest bardziej sztywny, a polski bardziej plastyczny. Jednak staram się, aby przekaz był taki sam w obu wersjach.

Reklama

Czy to pierwszy raz, kiedy wydała pani poezję po polsku?

 Tak, to pierwszy raz. W języku niemieckim wydałam tomik poezji „Der Komet genannt Leben“. „Kometa zwana życiem“ to jego polska wersja, a wydanie „Zapisane w wodzie / Gespeichert im Wasser“ to wydanie dwujęzyczne. W procesie wydawniczym znajduje się już niemiecki tomik „Bevor die Sonne erlischt“. Jego polski odpowiednik „Zanim słońce zgaśnie“ powinien ukazać się również jeszcze w tym roku.

Dlaczego akurat Kaszuby? Co panią tutaj fascynuje i jak je pani poznała?

Reklama

Kaszuby znałam od dawna. Teoretycznie – wiedziałam, co to jest Szwajcaria Kaszubska, chyba większość osób, które mają o tym jakiekolwiek pojęcie, słyszała o niej. Kartuzy zawsze wydawały mi się stolicą Kaszub, choć nie było to oficjalne. Moje bezpośrednie zetknięcie z Kaszubami miało miejsce poprzez moją siostrę i szwagra, który jest w połowie Kaszubem. To dzięki nim trafiłam do Kartuz, gdzie poczułam ich wyjątkowość. Mieszkali oni najpierw w Poznaniu, a potem przeprowadzili się właśnie tutaj. Zaczęłam odwiedzać ich na ulicy Bukowej, która leży pod lasem, niedaleko jeziora Cichego, i tam wszystko się zaczęło. To miejsce miało na mnie ogromny wpływ. Napisałam nawet wiersz o tej ulicy, bo to miejsce ma w sobie coś wyjątkowego. Mówiłam już w jednym z wierszy, że każde miejsce na świecie ma swoje piękno, ale Kartuzy mają coś więcej – mają duszę. Czuję się tutaj dobrze, czuję się jak u siebie. Podziwiam kulturę kaszubską, jej odporność na wpływy zewnętrzne. Kaszuby były przerzucane między Polską a Niemcami, ale mimo to zachowały swoją odrębność, swój język, swoją świadomość. Fascynują mnie kaszubskie tańce, język, który teraz jest na tyle silny, że można go studiować. Opisałam to w wierszu „Kaszubskie hafty”. Zajmowałam się też kiedyś haftowaniem, dlatego tak mocno to odczuwam. To wszystko sprawia, że te miejsca są dla mnie takie szczególne. Patrząc na kolegiatę w Kartuzach i jej dach, zawsze myślę o wierszu, który o niej napisałam. To miejsce mnie fascynuje. W Polsce czuję się jak w domu, szczególnie w Kartuzach i w Szczytnie, gdzie mieszkałam 11 lat po studiach. Są to dwa miejsca, które kocham i do których bardzo chętnie wracam.

Czy mogłaby pani podać przykład innych inspiracji do swoich wierszy?

Reklama

Kiedy zaczęłam pisać o Kartuzach, powstał wiersz „Perła Kaszub”. Mieszkałam wtedy w jednym z okolicznych hoteli, gdzie rano wychodziłam nad jezioro Karczemne. W zeszłym roku, w kwietniu, gdy świętowaliśmy pewne święto, wyszłam przed świtem na zewnątrz. Nad jeziorem, podczas spaceru, zobaczyłam piękną złocistą kulę. To spowodowało, że od razu poczułam potrzebę napisania tego wiersza, który także nawiązuje do ławki asesora i całych Kartuz.

Czy kultura niemiecka i polska wpływają na to, jak odbierana jest pani poezja?

Reklama

Nie sądzę, aby kultura niemiecka czy polska znacząco wpływały na odbiór mojej poezji. Chociaż języki są różne, wiersze w obu wersjach wyrażają te same emocje. Moje wiersze po niemiecku wzruszają niemieckich czytelników, którzy nie uważają, że język niemiecki jest zbyt sztywny dla poezji. Moim zdaniem różnice między kulturami są minimalne – w obu krajach ludzie interesują się podobnymi tematami, a trendy kulturalne są zbliżone. Jedyną różnicą jest język, ale moje odczucia są takie same, niezależnie od tego, w którym języku piszę. Ostatnio dostałam feedback od pana Romana Tuszyńskiego, który podarował mój tomik „Zapisane w wodzie / Gespeichert im Wasser“ znajomemu w Duderstadt, mieście partnerskim Kartuz. Jest on pod wrażeniem moich wierszy. Cieszę się, że udało mi się dotrzeć do ludzi, którzy w moich wierszach widzą i czują to, co ja. Jeśli chodzi o Polskę, to zobaczymy, jaki będzie odbiór, bo tomik jest świeżo wydany. Mam nadzieję, że autorskie spotkanie w muzeum w Kartuzach przyniesie odpowiedź na to pytanie.

Czy planuje Pani pisać dalej w języku polskim?

Reklama

Tak, zdecydowanie. Planuję pisać w obu językach – polskim i niemieckim. Mieszkam w Niemczech już 35 lat, więc ten kraj jest także częścią mojego życia. Chcę, żeby coś po mnie zostało tam, gdzie żyje moja rodzina, gdzie dorastają moje dzieci i wnuki.

Jakie filozoficzne wątki pojawiają się w Pani wierszach?

Na przykład, patrząc na chmury, widzę ich białą i czarną grę, która przypomina mi nadzieję i rozpacz. Każde zjawisko, każdy moment można przedstawić na dwa sposoby. Można mówić o memento mori jako o przypomnieniu, by unikać grzechu, chodzić do kościoła i tak dalej. Ale można też spojrzeć na to jako na przypomnienie, że życie się kończy tylko tutaj, a potem trwa dalej. W mojej filozofii życie trwa, tylko nie wiemy, jak wygląda później. Dla katolików jest Bóg i istnieje niebo lub piekło. Ja wierzę, że życie trwa dalej, ale w jakiej formie, tego nie wiemy. Moje wiersze są mieszanką filozofii, pytań o egzystencję, tego, co dzieje się po śmierci i tego, co jest ważne. Staram się to ująć w malowniczy sposób. Piszę również o kosmosie – kilka moich wierszy odnosi się do tego tematu. Kiedy patrzymy na gwiazdy, co czujemy? Może tam jest część mojej duszy, może tam czeka na mnie. Uważam, że dusza nie znika po śmierci. Może znika w czarnych dziurach, w których koncentruje się energia.

Reklama

A jakie znaczenie ma dla pani poezja w tym momencie?

Poezja dla mnie jest sposobem wyrażania emocji, przeżyć, pragnień. Jest jak narkotyk – czuję potrzebę pisania. Nie piszę codziennie; czasami przez dwa tygodnie nie piszę, a potem w ciągu trzech dni tworzę pięć wierszy. To kwestia natchnienia, weny, muzy.

Czym różnią się nadchodzące tomiki od poprzednich?

Jeśli chodzi o różnice między nadchodzącymi tomikami a poprzednimi, można zauważyć pewne zmiany, choć ogólnie moje wiersze można zgrupować pod jednym wspólnym mianownikiem. Na przykład w tomiku „Zapisane w wodzie” refleksje są związane z Kartuzami, a „Kometa zwana życiem” jest podróżą przez uniwersum uczuć. Staram się oddać hołd moim rodzicom i wydarzeniom z dzieciństwa, które wpłynęły na moją twórczość.

Reklama

A co znajdziemy w pani najnowszym tomiku „Zanim słońce zgaśnie”?

W „Zanim słońce zgaśnie”, który wkrótce się ukaże, wracam do miejsc w życiu, które odwiedziłam i które mają dla mnie duże znaczenie. Przykładowo, opisuję miejsca takie jak Afryka, gdzie spędzałam wspaniały czas z mężem, lub chociażby kawiarnię pod nazwą Cafe Plus, którą odwiedzamy. Wiersze nawiązują także do urodzin moich wnuków, ich przeżyć i zainteresowań, jak na przykład koszykówka. Opisuję, że najpiękniejsze momenty życia to te, które przeżywamy tu i teraz. Kończę optymistycznie, przypominając, że szczęście tkwi w teraźniejszości i to od nas zależy, czy je znajdziemy.

Reklama

Chciałam się zapytać o tę kontrowersję w wierszach. Czy uważa pani, że takie tematy powinny być poruszane?

Trudno powiedzieć. Uważam, że moje wiersze są zarówno dla dorosłych, jak i dla młodzieży, czy młodych dorosłych. Bazuję na moich wnukach, którzy reprezentują dzisiejsze pokolenie w tym przedziale wiekowym. Wiem, jak te tematy są odbierane i że są interesujące. Być może są ludzie, którzy boją się pewnych tematów. Wiele osób, zwłaszcza w moim wieku, żyje z dnia na dzień, a ja zaczynam nowe etapy w życiu. Niektórzy chcą mieć spokój, ale ja tego spokoju mieć nie będę. Wiem, że wiele osób również go nie ma i być może moje wiersze mogą być początkiem głębszej dyskusji w tym kierunku.

Reklama

Jakie rady ma Pani dla osób, które chcą zacząć pisać, ale nie wiedzą, jak się do tego zabrać?

Moja rada to po prostu zacząć pisać. Ważne jest, aby zrozumieć, co chce się osiągnąć przez pisanie. Ja pisałam z potrzeby duszy, a później zaczęłam dzielić się swoją twórczością z innymi. Ważne jest, aby pisać, wymieniać się doświadczeniami z innymi pisarzami i korzystać z dostępnych informacji. 

Czy chciałaby pani dodać coś od siebie?

Chciałabym dodać, że mimo że moje wiersze mogą wydawać się melancholijne i czasami depresyjne, w rzeczywistości jestem osobą bardzo optymistyczną. Mam nadzieję, że w moich wierszach, mimo ich melancholijnego charakteru, przemyca się nadzieja. Na przykład, w wierszu „Drzewo” opisuję opuszczone drzewo, które wydaje się bez nadziei, ale w końcowej części zastanawiam się, czy może nie miało ono udanego życia i teraz jest spokojne. Chcę, żeby czytelnicy dostrzegli, że nawet w smutnych chwilach można odnaleźć nadzieję.

Reklama

Dziękuję za rozmowę.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/09/2024 19:37
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości