Półtora godzinne oczekiwanie na połączenie to jeden z nielicznych problemów, z jakimi zmagają się pacjenci w czasie pandemii. Problematyczne teleporady, czy zawieszone wizyty u specjalistów, skutkują gwałtownym pogorszeniem stanu zdrowia. Ręce pełne roboty ma też kartuski SOR, gdzie zrezygnowani pacjenci szukają pomocy. Kiedy zakończy się ten paraliż?
Czytelnicy skarżą się na dezorganizację, jaka panuje w ośrodkach zdrowia podczas pandemii. Długie oczekiwanie w kolejkach na połączenie czy nieprecyzyjne diagnozy telefoniczne to tylko niektóre z problemów, jakie powstały po zatrzymaniu pracy placówek.
- Dodzwonienie się do ośrodka zajęło mi cały dzień. Z rana do 9 nie jest jeszcze tak źle, ale od 9 do 17 trafienie na otwartą linię to wyjątek – mówi Maria, mieszkanka gminy Żukowo.
W czasie pandemii głównym środkiem komunikacji z lekarzami jest telefon. Rejestracja online w Żukowie i w Kartuzach została zawieszona. Wszyscy, którzy chcą się umówić na wizytę, muszą czekać czasami nawet i godzinami na połączenie.
- Musiałam umówić się do specjalisty. Trwało to ponad półtora godziny. Byłam 24 w kolejce. Wyczekałam do 10 miejsca, jednak wtedy coś mnie rozłączyło i nie mogłam dodzwonić się przez kolejną godzinę – telefon był ciągle zajęty. Nie wiem co się stało, więc postanowiłam, że pójdę do przychodni. Tam powiedzieli mi, że mogę się zarejestrować tylko przez telefon. Zajęło mi to kolejne 40 minut – mówi Karolina, mieszkanka Kartuz.
Problematyczne teleporady
Alternatywą wizyty lekarskiej w dobie koronawirusa są teleporady. Jednak ta usługa również pozostawia wiele do życzenia. Po zarejestrowaniu się pacjent dostaje komunikat, że rozmowa odbędzie się w czasie pracy danego lekarza.
-Pani powiedziała mi, że lekarz oddzwoni do mnie około 12. Telefonu doczekałam się jednak dopiero o 14 – mówi Karolina, mieszkanka Kartuz.
- Teleporada bywa dość trudna, bo nie zawsze jesteśmy przygotowani na rozmowę. Dostaję informację w rejestracji, że lekarz pracuje od 8 do 13 i w tych godzinach mam być gotowa na telefon. Nie ważne jest to, czy jestem w pracy i czy mogę w danym momencie rozmawiać. Może się zdarzyć tak, że na przykład jestem w sklepie i nagle muszę opowiadać o swoich dolegliwościach, w tym momencie jest to niekomfortowa sytuacja – mówi Iwona, mieszkanka pow. kartuskiego.
Reklama
Diagnozy telefoniczne w wielu przypadkach są nieprecyzyjne. Ciężko jest opisać objawy w momencie, gdy nie do końca wiadomo, co dolega pacjentowi. Nie ma on wiedzy na ten temat, a oznajmienie lekarzowi o zwykłym bólu może zostać przyjęte na różne sposoby.
-Moja babcia zachorowała na początku czerwca. Miała problem z kręgosłupem i pewnego dnia po prostu nie mogła wstać z łóżka. Poprosiłam o skierowanie na prześwietlenie kręgosłupa, przewieźliśmy babcię sami, ale wiązało się to dla niej z olbrzymim bólem. Wykonano wszystkie badania, okazało się, że nie ma urazu. Ból jednak nie ustępował i praktycznie nie było możliwości, by wstała z łóżka. Sytuacja się nie zmieniała, więc próbowaliśmy umówić wizytę domową, pani doktor odmówiła, stwierdziła, że nie ma takiej potrzeby, bo babcia ma swój wiek i musimy się pogodzić z tym, że lepiej nie będzie. Sytuacja się pogarszała, więc prosiliśmy o skierowanie na kolejne prześwietlenie. Pani doktor nie chciała początkowo go wystawić, poprosiliśmy o karetkę, bo nie byliśmy w stanie przetransportować babci samodzielnie, wiązało się to z olbrzymim bólem i nie było nawet możliwości, by babcia wstała z łóżka. W końcu udało się doprosić o kartkę, okazało się, że pojawiło się nowe złamanie – mówi jedna z mieszkanek gminy Kartuzy.
Reklama
Poprosiliśmy NZOZ w Kartuzach o odniesienie się do tej sytuacji.
- Z opisu sytuacji jako neurolog mogę jedynie powiedzieć, że każdy ostry ból kręgosłupa u starszej osoby, to w pierwszym rzędzie należy podejrzewać kompresyjne złamanie kręgosłupa, które często występuje samoistnie ponieważ jest np. osteoporoza albo mogą w ten sposób ujawnić się przerzuty nowotworowe do kręgosłupa - często nawet jeszcze nie rozpoznanego. Przy każdym nagłym i ostrym bólu kręgosłupa u osoby starej powinno się w pierwszym rzędzie zgłosić do SOR a tam jest możliwość diagnostyki RTG i ew. TK. To, że na pierwszym zdjęciu RTG można było nie stwierdzić złamania, to też się dość często zdarza, bo trzon kręgowy może przez kilka dni i nawet dłużej nie zmienić wysokości a szczelina złamania nie być widoczna, a po kilku dniach dochodzi do obniżenia trzonu i wtedy rozpoznajemy kompresyjne złamanie trzonu kręgowego – wyjaśnia prezes Zarządu NZOZ CM "Kaszuby" Maciej Kloczkowski.
Reklama
Jednak w przypadku wielu osób kontakt przez telefon jest wystarczający. Jeżeli potrzebna jest tylko recepta na leki, które się kończą, rozmowa telefoniczna jest wygodną formą komunikacji.
-Choruję przewlekle, regularnie biorę przyjmuję leki. Jestem pacjentką przychodni w Chmielnie. Nie miałam żadnych problemów, by dodzwonić się do rejestracji. Panie są bardzo miłe, za każdym razem na telewizytę czekałam niecałą godzinę. Otrzymałam potrzebne recepty bardzo szybko – opowiada mieszkanka gminy Chmielno.
Reklama
Do szpitala trafiają z powikłaniami
Jak się okazuje, pacjenci, którzy nie otrzymują odpowiedniej pomocy w POZ szukają jej w szpitalu.
-Nie ma dnia, żeby na SOR nie przyszedł ktoś, kto nie dostał odpowiedniej opieki w przychodni. Z tym, że jednostka (chodzi o szpital, przyp. red.), do której się zgłasza nie jest dedykowana do pomocy w takich wypadkach. Zwykle jest tak, że pacjent przychodzi po coś do nas, czego dostać nie może – mówi prezes szpitala w Kartuzach Paweł Witkowski.
Zdarzyły się sytuacje, w których stan zdrowia pacjentów pogorszył się, ponieważ nie otrzymali odpowiedniej opieki na czas. Po kilku tygodniach choroby przychodzili do szpitala z większymi objawami. W niektórych wypadkach musieli być hospitalizowani.
- Obserwujemy pacjentów, którzy przychodzą ze znacznym pogorszeniem zdrowia. Chcą się zapisać do lekarza, ale nie mogą, bo jest to utrudnione. Ich stan ciągle się pogarsza – mówi Paweł Witkowski.
„Działamy najlepiej, jak możemy”
Jak zaznaczają przedstawiciele służby zdrowia, robią wszystko co w ich mocy, aby jak najlepiej przyjąć pacjentów. W dobie koronawirusa trzeba zachować wszelkie środki ostrożności, aby zapewnić bezpieczeństwo nie tylko interesantom, ale również pracownikom.
-Bardzo się staramy, natomiast warunki nie są łatwe. Musimy próbować powstrzymać się od nadmiernego grupowania się, bo duża ilość pacjentów, którzy mają objawy chorobowe, w jednym miejscu, jest sytuacją podwyższonego zagrożenia. Dlatego staramy się utrzymać kontakt telefoniczny, umawiamy pacjentów na konkretną godzinę a w lokalu zachowujemy reżim sanitarny – przeprowadzamy wywiad epidemiologiczny, mierzymy temperaturę i zapewniamy środki bezpieczeństwa – mówi dyrektor SPZOZ w Żukowie Joanna Komorowska.
Reklama
Przychodnie w miarę własnych możliwości ułatwiły dostęp do usług lekarskich. Zwiększyły ilość telefonów, stworzyły specjalne stanowiska, które obsługują tylko telefoniczne połączenia, wstrzymały rejestrację online, aby przeanalizować sytuację pacjenta i umożliwić przyjście do lekarza osobom naprawdę potrzebującym.
- Naszą odpowiedzią na utrudniony kontakt telefoniczny są czynności, które przeanalizowaliśmy z ekspertami. Wprowadziliśmy na przykład bezpośrednie połączenia do wielu gabinetów, jedno stanowisko recepcji obsługuje wyłącznie telefony, stworzyliśmy nową centralę telefoniczną. Czasowo wstrzymaliśmy rejestrację online, aby za pomocą rozmowy telefonicznej móc ocenić sytuację pacjenta i umówić go na dogodny termin – mówi Joanna Komorowska.
Reklama
Podobnie postąpiło NZOZ w Kartuzach. W celu usprawnienia pracy przychodni, zakupiono kilkanaście telefonów komórkowych, aby odciążyć główną linię telefoniczną i móc udzielać teleporad za ich pośrednictwem. Uruchomili również dodatkową formę kontaktu, jaką jest poczta elektroniczna.
-Pomimo tego, że przekazaliśmy i zakupiliśmy na początku pandemii kilkanaście telefonów komórkowych, aby można było nie blokować linii telefonicznych wychodzących z centrali telefonicznej i dodzwonić się do pacjenta, czy to w celu przerejestrowania wizyty, czy udzielenia teleporady przez lekarzy, to nadal mogą być trudności z dodzwonieniem się. Aby też ułatwić kontakt pacjenta z Rejestracją od 20.03.2020r uruchomiliśmy dodatkową możliwość rejestracji za pomocą poczty elektronicznej poprzez dedykowany do tego celu adres e-mail: [email protected] i spora liczba pacjentów korzysta z tej możliwości kontaktu – informuje Maciej Kloczkowski.
Reklama
Lekarze też chcą wrócić do normalności
Zapotrzebowanie na bezpośredni kontakt z lekarzem rośnie. Nie tylko pacjenci chcą przedstawić swoje objawy lekarzowi. Medycy też wolą obejrzeć chorego, aby móc przeprowadzić potrzebne badania i postawić prawidłową diagnozę.
- Ze względu na niepokój i lęk pacjenci powstrzymywali się, kontakt był głównie telefoniczny. W tej chwili utrzymane są teleporady, ponieważ w niektórych czynnościach jest to pomocna forma kontaktu. Ale nie da się ukryć, że wzrasta zapotrzebowanie na kontakt bezpośredni i to obustronny – personel medyczny chce zbadać pacjenta tak jak i pacjenci mają potrzeby opowiedzenia o potrzebach i sygnalizowania ich – mówi Joanna Komorowska.
NZOZ CM „Kaszuby” od czerwca powróciło do stacjonarnego przyjmowania pacjentów. Interesantów bywa nawet 850 dziennie. Jednak reżim sanitarny, jaki trzeba zachować, nie pozwala, aby wszyscy przebywali na terenie ośrodka, stąd oczekiwanie na wizytę na zewnątrz.
- Od 01 czerwca br., pomimo braku jasnych i konkretnych zaleceń i decyzji z Ministerstwa Zdrowia czy Narodowego Funduszu Zdrowia, rozpoczęliśmy stopniowe uruchamianie działalności i praktycznie w chwili obecnej wszystkie poradnie i pracownie diagnostyczne przyjmują pacjentów, oczywiście w zaostrzonym reżimie sanitarnym, aby chronić zarówno pacjentów, jak też pracowników. Szereg nowych, dodatkowych wymogów sanitarnych powoduje też spowolnienie pracy poradni. Dziennie realizujemy powyżej tysiąca zgłoszeń telefonicznych a liczba obsłużonych w ramach teleporad, jak też osobiście pacjentów dochodzi do 850 osób dziennie – relacjonuje Maciej Kloczkowski.
NZOZ CM „Kaszuby” informuje, że do czasu ustąpienia epidemii nadal będzie zaostrzony reżim sanitarny. Ma to uchronić nie tylko pacjentów, ale również personel, przed ewentualnym zakażeniem wirusem. Jeżeli do takiego by doszło, cała działalność ośrodka zostałaby sparaliżowana.
- Do czasu ustąpienia epidemii będziemy nadal pracować w zaostrzonym reżimie sanitarnym i z ograniczeniem dostępności do Przychodni, tak aby zminimalizować ryzyko zakażenia koronawirusem zarówno pracowników, jak też pacjentów NZOZ Centrum Medyczne „Kaszuby” Sp z o.o. Nie możemy sobie pozwolić na wpuszczenie do Przychodni osoby zakażonej czy podejrzanej o zakażenie koronawirusem, gdyż w takim przypadku cały personel mógłby zostać objęty kwarantanną, co sparaliżowałoby pracę wielu gabinetów, czy to Podstawowej Opieki Zdrowotnej, obejmującej opieką ponad 23 tysiące pacjentów, czy kilkunastu poradni Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej, Psychiatrii itp. - mówi Maciej Kloczkowski.
Prezes NZOZ CM „Kaszuby” tłumaczy, że perspektywa działania ośrodka jest zła, ponieważ dąży się do centralizacji NFZ. Umowy zawierane mają być bezpośrednio z prezesem NFZ w Warszawie.
- Natomiast co do perspektywy działania ośrodków zdrowia informuję, iż jest ona zła, gdyż dąży się do centralizacji NFZ, tak, że to Prezes NFZ w Warszawie ma zawierać umowę z takim NZOZ jak nasz a nie dyrektor Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. Jednocześnie działania Ministra Zdrowia i Rządu wskazują na chęć centralnego i ręcznego sterowania środkami na leczenie, co zawsze w przeszłości się źle kończyło – informuje Maciej Kloczkowski.
Paraliż spowodowany brakiem personelu
Nie można zapomnieć o tym, że trwa okres urlopowy. W tym czasie liczba personelu pracującego w przychodniach jest mniejsza. Niektórzy nadal boją się powrotu na stanowisko ze względu na nadal panującą pandemię. Dodatkowo pojawia się problem z lekarzami. Jak wynika z relacji prezesów przychodni - brakuje rąk do pracy.
- Obecna liczba zatrudnionych pracowników w Rejestracji nie jest w stanie w jednym czasie odebrać kilkadziesiąt połączeń telefonicznych. Dodatkowym utrudnieniem było i jest to, iż okresowo występowała zmniejszona obsada pracowników obsługi pacjentów, co związane było z wykorzystywaniem prawa do zasiłku opiekuńczego, który został wprowadzony przez rząd na czas epidemii, gdzie zapomniano, że pozwalając z jednej strony na pozostanie pracownikowi w domu, z drugiej strony pozbawia się firmę ludzi do pracy. Częste też były i są zwolnienia lekarskie pracowników obsługi, którzy narażeni są w czasie kontaktu z pacjentem na ataki słowne, pretensje i żądania pacjentów przelewającym swoje frustracje na pracowników rejestracji. Pomimo poszukiwania osób do pracy brak jest chętnych, bo przyjemniej jest otrzymywać teraz 500+ i siedzieć w domu niż pracować – mówi Maciek Kloczkowski.
Przeciętny wiek lekarza w przychodni w Sierakowicach to 60 lat. Niedługo część z nich odejdzie na emeryturę, a to sprawi, że kadra jeszcze bardziej się pomniejszy.
-Niedobór personelu jest problemem ogólnopolskim. W miarę upływu czasu będzie się on pogłębiał, bo brakuje młodych lekarzy. Mamy medyków powyżej 60 roku życia, jeden ma nawet 70 lat. Oni niedługo pójdą na emeryturę, a liczba pacjentów będzie wzrastać. Jesteśmy małą przychodnią a mamy około 20 tys. interesantów. Ci ludzie są przeciążeni, pracują ponad siły. Aby wszystkim zapewnić należytą opiekę, pracujemy do godziny 20 a w weekendy mamy dyżury – stwierdza Stanisław Czerwonka.
Problem nie dotyczy wszystkich?
Sprawdziliśmy, jak w pandemii radzi sobie przychodnia w Sierakowicach. Choć czas oczekiwania na połączenie wydłużył się, to pacjenci przyjmowani są na bieżąco. Oczekiwanie na wizytę bądź telewizytę trwa do trzech dni.
- Myślę, że nie jest tak źle, ponieważ pacjenci przyjmowani są cały czas. Jeśli chodzi o poradnie specjalistyczne, to owszem jest kolejka, ale ona była zawsze. Teraz musimy przyjąć też pacjentów, których wizyty zostały odwołane. Oblężenie jest większe, ale musimy sobie z tym radzić – mówi dyrektor Stanisław Czerwonka.
Ośrodek w Sierakowicach jako jeden z nielicznych w województwie utrzymał działalność podczas pandemii. Pacjenci, którzy musieli pilnie skorzystać z pomocy lekarza, mieli taką możliwość. Podobnie z poradniami specjalistycznymi.
- Byliśmy jednymi z nielicznych w województwie, którzy przyjmowali pacjentów z bólem zęba. Przyjeżdżali do nas ludzie z Kartuz, Kościerzyny, Lęborka, Chojnic a nawet Malborka – mówi Stanisław Czerwonka.
Pomimo, że przychodnia zaczęła obsługiwać wszystkich interesantów, kolejki zwiększają się. Przestój w pracy spowodował, że czas oczekiwania na połączenie jest dłuższy, a terminy wizyt w gabinetach specjalistycznych bardziej odległe, ponieważ trzeba przyjąć pacjentów, którym owe przepadły. Mieszkańcy jednak wykazują się wyrozumiałością w tej sprawie.
- Byłam zarejestrowana do dentysty w czasie, gdy ośrodek przyjmował tylko pacjentów pilnie potrzebujących pomocy. Moja wizyta w związku z tym została odwołana. Po kilku miesiącach otrzymałam telefon z ośrodka. Powiedzieli mi, że moja wizyta już może się odbyć. Poszłam na nią i wszystko przebiegało w ścisłym reżimie sanitarnym. Musimy być w tej sprawie wyrozumiali, bo nikt się nie spodziewał, że koronawirus tak zmieni rzeczywistość – mówi Monika, mieszkanka gminy Sierakowice.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Chętnię zmienię pracę na rejestratorkę. Gdzie ukazują się ogloszenia?
Ależ to wam odpowiada. Taka sytuacja, specjalnie nie otwieracie przychodni żeby ludzi nie przyzwyczajać, bo za chwile bedzie od nowa polska ludowa, to przecież się nie opłaca prawda?w innych rejonach wszystko działa, tylko w naszych pcimiach dolnych ktoś tak postanowił i basta!skladki są pobierane opieki nie ma żadnej. Godziny na telefonach się wisi. Kardiolog-teleporada, rodzice nawet telefonu nie mają bo się nie obslużą.doktor dzwoni na kontakt do brata, ten na budowie, czy to są jakieś jaja !teraz di lekarza dopuszcza sie zdrowych, z gorączką i kaszlem czy katarem, czlowieku lecz się sam!
teleporada jeżeli chodzi o małe dzieci/ niemowlęta to jakaś kpina lekarz ostatnio przepisał dziecku steryd do inhalacji chociaż wcale nie było powiedziane że dziecko ma zapalenie oskrzeli!! przecież to mogło wyrządzić więcej szkody niż pożytku
Do diab£a to nie jest wina lekarzy,pielegniarek czy recepcjonistek ze tak jest to wina koronowirusa!!!!!!!!!!!
Panie Kloczkowski nie dziwię się, że w Pana przychodni ciężko dostać kogoś do pracy skoro dajecie beznadziejne umowy śmieciowe najlepiej podpisywane co miesiąc przez prawie 2 lata!
Panie prezesie do pracy a nie narzekać
Prywatnie za kase idzie wszystkie badania zrobić i nie ma problemu ???? A na fundusz to tragedia dla ludzi którzy muszą być pod kontrolą lekarza i w każdej chwili mogą wystąpić obiawy choroby. Po co my płacimy te składki zdrowotne ????????????
Prywatnie za kase idzie wszystkie badania zrobić i nie ma problemu !!! A na fundusz to tragedia dla ludzi którzy muszą być pod kontrolą lekarza i w każdej chwili mogą wystąpić obiawy choroby. Po co my płacimy te składki zdrowotne!!!!
Kpina kpina i jeszcze raz kpina. Zachęcam do grupowych protestów. Robią z ludzi idiotów! Jedna linia dla wszystkich - jesteś 26 w kolejce na linii. Trzeba czekać godzine. W parku solidarności odbywają się imprezy i jakos nie ma koronawirusa a do przychodni nie wpuszczają. Chore chore chore! Trzeba uleczyć służbę zdrowia a nie szastać kasą na prawo i lewo i dawać darmozjadom którzy nie pracują tylko robią dzieci.
I co tu się dziwić ja już od marca czekam na zabieg kolana dzwoniąc co tydzień we wtorki słyszę że jeszcze trzeba czekać jeszcze nic nie wiedzą. Cały NFZ najlepiej do piachu i problem z głowy
Podzielam zdanie poprzednika. Jeśli chodzi o Kartuzy, jest jedna centrala na trzy przychodnie. Nie sposób się dodzwonić np. do przychodni na Mściwoja. Czeka się z nr 30 w kolejce, a za jakiś czas telefon się rozłącza i trzeba zaczynać od nowa.. Jadąc na miejsce nie ma nawet z kim rozmawiać, czeka się pod drzwiami, żeby łaskawie ktoś poinformował, że trzeba zarejestrować się jedynie telefonicznie. Nie ma znaczenia, że ma się skierowanie pilne do lekarza specjalisty, że potrzebny jest pilny kontakt ze specjalistą i skierowanie na badanie, którego nie może wystawić lekarz I kontaktu? Zresztą z Przychodnią na Mściwoja zawsze były problemy, zwłaszcza z kontaktami telefonicznymi. Uważam, że panie w rejestracji nie w pełni spełniają swoją funkcję i nie zawsze odbierają telefony.
obsługa rejestracji na Miściwoja daje wiele do życzenia, niestety.
tia.. a mi się zdaje że urlopy idą pełną gębą...
Dzwoniłam 4 godz i zapłaciła za rozmowę 18 zł ciekawe jak starsi ludzie maja dodzwonić się do przychodni w Kartuzach??? Na Zaspie można wejść o każdej porze i zrobić wszystkie badania w Kartuzach nic chyba ze za pieniądze. Cos chyba nie tak
Służbę zdrowia w Kartuzach to trzeba do telewizji zgłosić, bo to co się tutaj dzieje, to jest niewyobrażalne.Rozumiem że jest koronawirus ale żeby totalnie pacjenta olewać.Dzwonię codziennie od 8 do lekarza, godzinę trzeba czekać zanim się dodzwonię, jak już się dodzwonię to panienka mówi że nie ma miejsc do lekarza i się człowiek nie dostanie, na następny dzień ciebie nie rejestrują chociaż o to prosisz, bo masz dzwonić od rana , paranoja jakaś.A tylko głupie wyniki człowiek chcę się dowiedzieć, czy jest zdrowy, czy nie, a tu totalna olewka.Ja się pytam za co są ciągłe składki zdrowotne płacone jak i tak się nie dostaniesz i mają ciebie gdzieś.Współczuję ludziom naprawdę chorym, którzy potrzebują natychmiast pomocy.Sam olewający głos w słuchawce w przychodni jak już się dodzwonisz oczywiście, to już daje dużo do myślenia, że siędzą tam za karę albo już nie wiem bo normalnie ręce opadają i każdy dzień to samo. Masakra z nimi.
Tak właściwie to po co ta cała służba zdrowia?
dziwne jest że prywatnie to się aż tak koronki nie boją,doprawdyż nie pojęte.
Na ośrodku zdrowia w Żukowie to i bez koronawirusa był paraliż. Ludzie latami płacą składki po to by 3 dni dzwonić na ośrodek w celu umówienia wizyty. Po zmarnowanych 3 dniach na telefonie podczas rejestracji w ośrodku Panie zajęte wszystkim tylko nie swoją pracą. Wstyd i żenada.
Do sklepu mogę iść. Do knajpy mogę iść. Do fryzjera mogę iść. A lekarze się zadekowali i unikają kontaktu z ludźmi, bo tak im wygodniej. I jeszcze twierdzą, że są na pierwszej linii walki z koronawirusem, dlatego im się podwyżka należy. Za wystawienie recepty na podstawie telefonicznych informacji? Przecież to mógłby robić jakiś komputerowy algorytm. TAKI MODEL DZIAŁANIA SŁUŻBY ZDROWIA JEST NIEDOPUSZCZALNY!!! W Kartuzach tylko SOR stara się, a reszta to SPYCHOZA I ZLEWACTWO. P.S. W Żukowie do specjalisty też się można dostać. Z opisu wynika, że w Sierakowicach też sobie jaj z ludzi nie robią, lecz pracują.
W tej chwili to po prostu brak opieki medycznej, wydzwanianie, teleporady to jeden wielki żart z chorego
robią z ludzi durniów!!! Upadek medycyny i przysięgi Hipokratesa!! DNO i ZAKŁAMANIE! Tchórzostwo i wodolejstwo! Tych medialnych profesorków już należny pozdejmować to konowały
Chętnię zmienię pracę na rejestratorkę. Gdzie ukazują się ogloszenia?
Ależ to wam odpowiada. Taka sytuacja, specjalnie nie otwieracie przychodni żeby ludzi nie przyzwyczajać, bo za chwile bedzie od nowa polska ludowa, to przecież się nie opłaca prawda?w innych rejonach wszystko działa, tylko w naszych pcimiach dolnych ktoś tak postanowił i basta!skladki są pobierane opieki nie ma żadnej. Godziny na telefonach się wisi. Kardiolog-teleporada, rodzice nawet telefonu nie mają bo się nie obslużą.doktor dzwoni na kontakt do brata, ten na budowie, czy to są jakieś jaja !teraz di lekarza dopuszcza sie zdrowych, z gorączką i kaszlem czy katarem, czlowieku lecz się sam!
teleporada jeżeli chodzi o małe dzieci/ niemowlęta to jakaś kpina lekarz ostatnio przepisał dziecku steryd do inhalacji chociaż wcale nie było powiedziane że dziecko ma zapalenie oskrzeli!! przecież to mogło wyrządzić więcej szkody niż pożytku