Reklama

Kolejny kontrowersyjny przypadek w kartuskim szpitalu. Kobieta z ciężkim zawałem odesłana do domu?

06/05/2009 14:12
Jedna z czytelniczek poinformowała nas o kolejnej kontrowersyjnej sytuacji, do jakiej doszło w kartuskim szpitalu. Jej matka zgłosiła się do PCZ z bólami w klatce piersiowej. Kartuski lekarz zrobił cierpiącej pacjentce EKG i odesłał do domu. Kobieta jednak po dwóch godzinach udała się do szpitala w Kościerzynie. Jak się okazało, przechodziła właśnie ciężki zawał serca. Zdaniem kościerskiego lekarza, gdyby dotarła tam pół godziny później, byłoby za późno...

Co się stało w Kartuzach?

Sprawa dotyczy Gabrieli Jank z Kartuz. W niedzielę 5 kwietnia br. kobieta źle się czuła od samego rana. Około południa udała się do szpitala w Kartuzach. Powiedziała o swoim bardzo złym samopoczuciu i bólach w klatce piersiowej. Przekazała też lekarzowi informację o badaniu ciśnienia, którego dokonała w domu. Wynosiło ono 180/120. W szpitalu przeprowadzono badanie EKG i po zapoznaniu się z wynikami, odesłano ją do domu. Nie mierzono ciśnienia ani nie przeprowadzano żadnych dodatkowych badań. Pacjentce przekazano tylko, że jeśli ból nie minie do wtorku, powinna zgłosić się do nich ponownie.

Kierunek Kościerzyna

Zły stan samopoczucia nie ustawał. Około godz. 14 kobieta postanowiła udać się do szpitala w Kościerzynie. Jak wynika z relacji córki pani Gabrieli, tam lekarz rzucił okiem na wyniki EKG przeprowadzonego w kartuskim szpitalu i natychmiast nakazał hospitalizację. Jak się okazało, kobieta przechodziła ciężki zawał mięśnia sercowego. Zdaniem lekarza, gdyby przywieziono ją do szpitala pół godziny później, nie byłoby już szans na jej uratowanie.

Hospitalizacja i rehabilitacja

Pani Gabriela spędziła w kościerskim szpitalu 6 dni. 10 kwietnia br. wypisano ją do domu z szeregiem zaleceń i ośmioma receptami na lekarstwa. Zalecono kontrole i dodatkowe badania za trzy miesiące.

Gabriela Jank razem z córką postanowiły o sprawie poinformować media. Wyrażają nadzieję, że pomoże to uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. Dostarczono nam dokumentację medyczną z Kościerzyny. Zadzwoniliśmy do Karola Góralskiego, prezesa Powiatowego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. w Kartuzach, który umówił nas na rozmowę z lekarzem naczelnym szpitala, doktorem Wojciechem Martulą.

Co na to kartuski szpital?

Dr Martula nie chciał ujawniać prasie wyników badań wymienionej wyżej pacjentki z 5 kwietnia br. Uznał, że posiadana przez nas dokumentacja może być podrobiona, a cała historia wymyślona. Pod względem prawnym miał rację, gdyż nie ma on obowiązku ujawniać, ani nawet omawiać wyników badań medycznych pacjentów. Jak na ironię, kilka godzin później dosłownie w budynku obok, istotnie dopuszczono się prowokacji dziennikarskiej, której autorami byli dziennikarze stacji TVN.

Nam jednak zależało przede wszystkim na opinii szpitala na temat całego zajścia. Wojciech Martula przyznał, że wynik badania EKG powinien jednoznacznie stwierdzić o zawale serca. Nie wyklucza on popełnienia błędu przez lekarza, a całą sprawą obiecał się zająć.

- Tam, gdzie się nic nie leczy, tam nie ma powikłań - powiedział dr Martula. - Im większe szpitale, tym więcej powikłań. W "SORze" przyjęto od początku roku około 5400 pacjentów. Wśród nich były tylko cztery przypadki, gdzie pacjenci mieli pretensje. Trzy z nich zostały już wyjaśnione. Nasz personel cały czas się dokształca. Przechodzi różnego typu szkolenia - m.in. psychologiczne i merytoryczne.

Na pytanie dotyczące słuszności słów lekarza z Kościerzyny (który stwierdził, że jeśli pacjentka przybyłaby pół godziny później, nie dałoby się jej uratować), lekarz naczelny kartuskiego szpitala odparł: - Musiałby to ocenić ktoś kompetentny. Najlepiej byłoby skonfrontować lekarzy. Z doświadczenia jednak wiem, że takie przewidywanie przyszłości w medycynie się nie sprawdza.

Doktor Martula zalecił pacjentce złożenie oficjalnej skargi, choćby ustnie. Obiecał jednak, że i tak bez jej złożenia zajmie się tym przypadkiem. Powiedział też, że wszystkie skargi są sprawdzane dla dobra pacjentów, żeby nie dochodziło do błędów w przyszłości.

Mikołaj Podolski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    violka1 - niezalogowany 2009-05-07 20:57:46

    @chips: Coś w tym musi być. Gdy moja mama została źle potraktowana przez lekarza ordynatora (akurat w innym szpitalu ale to chyba bez znaczenia) powiedziała, ze będzie siedzieć cicho. Bała sie, ze jeśli coś powie komukolwiek np. prasie, gdy nakrzyczy na niego, zawalczy o swoje to potem lekarz sie będzie mścił...gdy mama np. będzie drugi raz leżec w szpitalu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    chips - niezalogowany 2009-05-07 08:19:23

    Brawo za odwagę dla tych Pań. Takich przypadków jest o wiele więcej ale ludzie boją się dochodzić prawdy. Jakiś strach przed lekarzami.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2009-05-06 15:48:44

    Nasz personel cały czas się dokształca. Przechodzi różnego typu szkolenia - m.in. psychologiczne i merytoryczne. - rzekł ober doktor. Ja posunąłbym się nawet dalej. Dorzuciłbym do tych szkoleń kolejnych szkoleniowców-specjalistów, takich jak: psychiatra, ginekolog, weterynarz, okulista, ksiądz, polonista, matematyk, Superniania, Edgar Gosiewski . Po co każdy ów specjalista? A to już zagadka dla ober doktora. Z innej beczki: Dzisiaj o godz. 14.10 miałem wizytę u mojego lekarza (czasami go -dokładnie ją- odwiedzam, bo moje choroby tak do końca nie powiedziały mi papa). Ludzie jaka bajka. Na czas, fachowo, a w aptece kasy nie chcą... I wszystko w ramach zwykłego ubezpieczenia... Tu nie jest może lepiej (dla mnie tak, i dla wielu pewnie także), ale na pewno normalnie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości