Konsultacje w sprawie nadania Sierakowicom praw miejskich miały dać mieszkańcom szansę na rzetelne informacje i udział w decyzji o przyszłości gminy. Tymczasem są farsą: brak przygotowania władz, zero konkretów, a analiza korzyści i zagrożeń ma powstać dopiero po zakończeniu głosowania. Trudno w takich warunkach mówić o sensie konsultacji czy traktowaniu mieszkańców poważnie. Nic dziwnego, że głosy od początku spotkań są negatywne – w Puzdrowie 153 osoby powiedziały „nie”, a tylko 8 „tak”.
Konsultacje społeczne w sprawie nadania praw miejskich Sierakowicom miały być okazją do rzeczowej rozmowy, wymiany argumentów i przedstawienia mieszkańcom pełnego obrazu konsekwencji tak ważnej decyzji. W praktyce coraz więcej osób odbiera je jako farsę, w której zamiast konkretów serwuje się ogólniki, a zamiast faktów – obietnice bez pokrycia.
Podczas spotkań przedstawiciele władz gminy chętnie opowiadają o tym, jak bardzo Sierakowice są rozwinięte, jak wiele mają firm, sklepów i infrastruktury. Wspomina się też o potencjalnym dostępie do programów wsparcia – nawet takich, które skierowane są do miast Polski Wschodniej, choć Sierakowice do tego regionu nie należą.
Jednocześnie wciąż pojawia się enigmatyczne hasło: „są pewne zagrożenia”. Jakie? Tego nikt nie potrafi lub nie chce powiedzieć. Konkretów brak. Co więcej, analiza korzyści i zagrożeń ma powstać dopiero po zakończeniu konsultacji, a więc już po tym, jak mieszkańcy oddadzą swoje głosy. Trudno o bardziej absurdalną logikę. Jak mieszkańcy mają podjąć świadomą decyzję, skoro nie znają ani pełnych plusów, ani minusów? Na jakiej podstawie mają głosować? Na obietnicach? Na zaufaniu? A może „na oko”?
- Mieszkańcy chcieliby wiedzieć, jakie są realne zagrożenia związane z nadaniem praw miejskich, zanim podejmą decyzję. Trudno głosować, nie znając pełnych konsekwencji. A tak najpierw podejmujemy decyzję, a dopiero później będziemy analizować jej skutki. To trochę tak, jakby najpierw budować dom, a dopiero potem zastanawiać się, czy nas na niego stać. Chcielibyśmy, żeby władze gminy były lepiej przygotowane i aby mieszkańcy dostali pełną, rzetelną informację jeszcze przed głosowaniem - mówiła jedna z mieszkanek.
Reklama
Zastępca wójta gminy Sierakowice, Zbigniew Fularczyk, otwarcie przyznał, że analiza powstanie dopiero po konsultacjach.
- Każdy głos z konsultacji jest zapisywany i analizowany. Jeśli opinia będzie pozytywna, przygotujemy szczegółowe opracowania dotyczące szans, zagrożeń i konsekwencji tej decyzji. Na tym etapie nie możemy jeszcze przedstawić pełnej analizy zagrożeń, bo ona powstanie dopiero po zakończeniu konsultacji - podkreślał Zbigniew Fularczyk.
Czyli najpierw głosowanie, decyzja, a potem analiza. To trochę tak, jakby kupić samochód bez sprawdzania, czy ma silnik, hamulce i ważne badania techniczne.
Fundusz sołecki, który nie istnieje
Podczas konsultacji padło również zapewnienie, że nadanie praw miejskich nie zagrozi funduszowi sołeckiemu. Problem w tym, że w gminie Sierakowice fundusz sołecki w ogóle nie funkcjonuje. Jak można uspokajać mieszkańców w sprawie czegoś, czego nie ma? To tylko pogłębia wrażenie chaosu informacyjnego i braku rzetelnego przygotowania.
Dzieci głosują, bo… tak wyszło
Kolejną kontrowersją jest udział dzieci w konsultacjach. Zastępca wójta tłumaczy, że „tak zdecydował ustawodawca”. Tymczasem przewodnicząca komisji przyznaje, że na podstawie zarządzenia wójta na listach znalazły się osoby już od trzeciego roku życia.
Skoro – jak twierdzi władza – „wszyscy mieszkańcy są mieszkańcami”, to dlaczego akurat od trzeciego roku życia? Dlaczego nie od urodzenia? Albo od 10 lat? Tego nikt nie potrafi wyjaśnić.
- Dzieci są mieszkańcami, ale nie powinny decydować w tak poważnych sprawach - podkreślała jedna z mieszkanek.
I to nie jest atak na dzieci – to pytanie o sens i powagę konsultacji.
Pół roku przygotowań… i co dalej?
Przewodniczący Rady Gminy zapewniał, że wójt od pół roku przygotowywał się do konsultacji. Radny z okręgu Puzdrowo, Wiesław Gafka, stwierdził wręcz, że wójt jest „dobrze przygotowany”.
Jeśli tak wygląda dobre przygotowanie – bez gotowej analizy, bez listy zagrożeń, z chaosem informacyjnym i sprzecznymi komunikatami – to strach pomyśleć, jak wyglądałoby złe.
Mieszkańcy głosują, bo nie mają już złudzeń
Coraz więcej osób oddaje głos już na początku spotkania. Nie dlatego, że wszystko zrozumiało. Ale dlatego, że wiedzą, iż i tak nie usłyszą nic konkretnego. Po co więc te konsultacje? Po co wydawać publiczne pieniądze na spotkania, które nie dostarczają rzetelnej informacji? Czy władze gminy naprawdę uważają, że mieszkańcy nie zauważą braku konkretów? Czy naprawdę sądzą, że wystarczą slogany o „rozwoju” i „potencjale”?
Mieszkańcy nie kwestionują samej idei nadania praw miejskich. Chcą tylko wiedzieć: jakie będą realne korzyści, jakie będą koszty, jakie są zagrożenia, co zmieni się dla całej gminy, nie tylko dla Sierakowic. Chcą informacji przed decyzją, nie po niej.
To, co dziś nazywa się konsultacjami w Sierakowicach, bardziej wygląda na pokaz niż na prawdziwą rozmowę z mieszkańcami. A przecież chodzi o decyzję, która ma zmienić przyszłość całej gminy. Tak ważnych spraw nie załatwia się półsłówkami i unikaniem odpowiedzi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze