Na 80 tysięcy złotych oszacowano straty, jakie spowodował wtorkowy pożar jednego z domów mieszkalnych w Łapalicach. Walczący z żywiołem strażacy musieli ściągać na miejsce beczkowozy z okolicznych jednostek OSP, ponieważ ciśnienie w znajdującym się nieopodal posesji hydrancie było zbyt niskie, by zapewnić niezbędną na potrzeby akcji ilość wody.
Opisywana sytuacja miała miejsce we wtorek rano i początkowo wydawało się, że strażacy szybko poradzą sobie z zagrożeniem. Tym bardziej, że o niebezpieczeństwie zostali powiadomieni dość szybko, w początkowej jeszcze fazie pożaru i równie szybko pojawili się na miejscu.
Wówczas już ogień zaczął wydobywać się jednak spod poszycia dachowego w okolicach komina. Mało tego, okazało się, że znajdujący się tam hydrant, z uwagi na zbyt niskie ciśnienie, nie jest w stanie zapewnić wystarczającego zapasu wody. Konieczne okazało się więc wezwanie beczkowozów z okolicznych jednostek. W sumie, pod jednorodzinny dom zjechało ich aż kilka - z Łapalic, Chmielna, Miechucina, Kożyczkowa, Dzierżążna, Staniszewa, Kolonii i Sianowskiej Huty.
Nim ogień zagaszono, płomienie zdążyły już zająć powierzchnię ok. 60 m2, niszcząc poddasze, znajdującą się na piętrze sypialnię wraz z wyposażeniem i częściowo sąsiednie pomieszczenia. Co się nie spaliło lub nie okopciło, zostało zalane wodą. W sumie straty oszacowano na ok. 80.000 zł.
Jak bardzo problem z hydrantami wpłynął na przebieg akcji gaśniczej i dlaczego zabrakło w nich ciśnienia?
- Wpływ tej sytuacji na przebieg akcji był znikomy - uważa Janusz Kobiela, dowódca JRG Kartuzy. - Rzeczywiście hydrant nie był w stanie nam zapewnić wystarczającego zaopatrzenia wodnego, ale cały czas mieliśmy nad tym kontrolę. Już na wstępnym etapie uznaliśmy, że zasoby wodne są niewystarczające i dlatego wezwaliśmy dodatkowo sześć zastępów z wodą. Resumując, hydrant był sprawny, ale w naszej ocenie nie spełnił wymogów pod względem wydajności, czyli ilości dostarczanej wody. Cały czas była jednak ciągłość zaopatrzenia wodnego. Ani przez moment nie było sytuacji, by tej wody zabrakło - dodaje kierujący akcją gaśniczą w Łapalicach strażak.
- Tam występuje duża różnica wzniesień i stąd różnice ciśnień w hydrantach - wyjaśnia drugą kwestie Mieczysław Grundkiewicz, prezes KPWiK. Według naszej wiedzy w tym konkretnym hydrancie utrzymuje się ciśnienie na poziomie 2,5-3 atmosfery. Woda cały czas tam była, strażacy z niego korzystali i pożar został ugaszony.
Szef kartuskich wodociągów przyznaje też, że z czasem nawet te różnice ciśnień powinny zostać zniwelowane, ale sieć gminna liczy sobie ponad 1000 hydrantów, które należy kontrolować i dbać o ich sprawność.
- W naszej strategii mamy zaplanowane ruchy zabezpieczające i modernizacyjne pewnych elementów sieci, w tym wymiana pomp właśnie w Łapalicach, co powinno podnieść ciśnienie także w górnych partiach wsi. Najważniejsze, że pożar udało się szybko zagasić, że nie było ofiar. Podkreślam jednak, że woda w hydrancie cały czas była - puentuje Grundkiewicz.
Bartek Gruba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze