Józef Kitowski, mieszkaniec powiatu kartuskiego i wieloletni były ordynator oddziału chirurgii w kartuskim szpitalu, był członkiem pierwszej ekipy polskich lekarzy, która udała się z misją humanitarną do Ghany. Punktem docelowym ich podróży było ponad milionowe miasto Takoradi.
Dwóch lekarzy ze szpitala w Pucku – Józef Kitowski i Marcin Śmietański, jego żona Anna, anestezjolog z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, Kamil Bury, też z GUMed-u oraz Sławomir Kozieł z Bielska Białej tworzyli pierwszą ekipę polskich lekarzy, która udała się z misją humanitarną do Ghany. Dołączył do nich ich kolega po fachu – Juri - Estończyk z Tallina.
Polska ekipa otrzymała na ten wyjazd oficjalne zaproszenie z ministerstwa zdrowia Ghany. Jednak za przelot, pobyt i wyżywienie lekarze musieli zapłacić z własnej kieszeni. Punktem docelowym podróży polskich lekarzy było ponad milionowe miasto Takoradi. Ich pobyt w Ghanie trwał od 25 lutego do 8 marca br., w czasie którego zoperowali 75 pacjentów z przepuklinami.
- Dojeżdżaliśmy do dwóch szpitali – relacjonuje Józef Kitowski. - Tam na każdego z nas czekało od sześciu do dziewięciu pacjentów dziennie i operowaliśmy ich do godziny 7 wieczorem. Postępowaliśmy tak jak przyjęte jest w procedurze europejskiej, czyli każdemu pacjentowi wszczepialiśmy siatkę. Cały materiał i sprzęt do operacji przywieźliśmy z Polski.
Wszyscy Ghańczycy bez wyjątku dziękowali za to, że po operacji, będą mogli wrócić do pracy, a to pozwoli im utrzymać rodzinę.
Uczestnicy wyjazdu do Takoradi są dumni z tego, że byli pierwszą polską ekipą lekarską w Ghanie z misją humanitarną. Cieszy ich również to, że nie odnotowali żadnych powikłań, żadnego krwiaka czy zakażenia. To też duża satysfakcja, gdy jest się na obcym terenie.
- Mieliśmy do czynienia z przepuklinami, które są niespotykane w Polsce ze względu na ich wielkość – kontynuuje doktor Kitowski. - Tego typu przepukliny widziałem tylko kilka razy w życiu, a tam zoperowałem co najmniej kilkudziesięciu pacjentów z taką dolegliwością. To efekt braku dostępu do lekarzy. Znakomicie natomiast rozwiązano tam opiekę medyczną nad chorymi na malarię.
Kilka rzeczy zaskoczyło polskich lekarzy podczas dwunastodniowego pobytu w Takoradi. Przez cały ten czas w tak dużym mieście widzieli jednego białego człowieka. Trzeba mieć też dużo „szczęścia”, by spotkać tam palacza. Okazuje się, że w Ghanie jest ich mniej niż procent. Już po krótkim rekonesansie można było się zorientować, że są ludzie bogaci i biedni, ale nie ma nędzy. Nie widać też żebraków czy pijaków.
- Ghańczycy to niesamowicie sympatyczni ludzie – dodaje mój rozmówca. - Przez cały ten czas nie spotkała nas żadna przykrość. Czuliśmy się tam bezpiecznie.
Inny epizod był nieco humorystyczny. Otóż dzieci, które z ciekawością podchodziły do polskich lekarzy, „skubały” im skórę i mówiły – „blondi, blondi”. Zachowanie maluchów szczerze ich rozbawiło.
Polska ekip na koszulkach miała napis „Polska” i na to słowo ci , którzy do nich podchodzili mówili – „papa Giovanni”. Oznaczało to, że skojarzyli ich z papieżem Polakiem. Do dzisiaj z wielkim uznaniem wspominają dwie wizyty Ojca Świętego w ich kraju.
Ekipa lekarska została również zaproszona na Dzień Niepodległości Ghany, który obchodzony jest 6 marca. I to niewątpliwie należy uznać za duże wyróżnienie dla Polaków.
Lekarze z misji humanitarnej mieli też okazję zwiedzić park narodowy, w którym duże wrażenie robią potężne drzewa mahoniowe. Mieści się on około 200 kilometrów od Takoradi. Pamiętać również będą morską kąpiel nad Zatoką Gwinejską. Woda miała temperaturę ponad 30 stopni C. Wzdłuż brzegu rozciągały się przepiękne plaże, a do tego niesamowity widok ogromnych fal Atlantyku.
- Ciekawe było też spotkanie z księdzem Piotrem, salezjaninem z Wrocławia, który pracuje tam już 12 lat – wspomina Józef Kitowski. - Serdecznie zaprasza nas nad jezioro Wolta. Tam bowiem znajduje się wyspa, na której mieści się klasztor, a w nim jest mały szpital prowadzony przez dwie polskie siostry zakonne z Krakowa. Polski zespół lekarzy mógłby przeprowadzać operacje, gdyż są tam warunki na przeprowadzanie zabiegów.
- Zamiarem naszym jest kontynuowanie tej misji w przyszłym roku – kończy swoją relację mój rozmówca. - Uważam, że spełniła ona swoje zadanie, skoro została tak dobrze przyjęta przez mieszkańców Ghany.
Misja charytatywna rozpoczęła się w 2002 roku. Jej organizatorem i pomysłodawcą jest angielski profesor Andrew Kingston, który przez wiele lat mieszkał w Ghanie. Znajomy profesora zwrócił mu uwagę na duży problem jakim w tym kraju stanowi przepuklina. Stąd zrodził się pomysł stworzenia misji humanitarnej dla Ghańczyków, których dotknęła ta choroba. Do tej pory sporo było takich misji, w których uczestniczyli m. in. lekarze z Anglii, Francji i Niemiec.
Longina Templin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze