Jest ich prawie 60. Łączy ich wspólna pasja - wyprawy kajakowe. Zaliczyli już wiele spływów, m. in. Łebą, Łupawą, Wdą i Piaśnicą do morza. Razem witają nowy rok, pływają po Motławie w mikołajki, organizują zakończenie sezonu przy ognisku, wyjeżdżają też na basen, by poćwiczyć i doskonalić swoje "wodne" umiejętności.
Pierwszy spływ zorganizował ks. Krzysztof Sagan, który od ponad 3 lat jest proboszczem parafii w Leźnie. Sam intensywnie pływa na kajakach od ponad 10 lat.
- Podczas pierwszych wakacji w 2010 roku zorganizowaliśmy taki na próbę pierwszy spływ, w którym wzięło udział około 20 osób - powiedział nasz rozmówca. - Uczestniczyła w nim głównie młodzież. Chciałem, żeby mogła ona zasmakować trochę przyrody, trochę kajakarstwa. I od tego się zaczęło. Teraz towarzyszę im tyle ile mogę, ze względu na czas i obowiązki duszpasterskie. Bardziej już teraz kibicuje klubowiczom jako gość. Cieszę się, że ta inicjatywa chwyciła. Klub, którego jestem członkiem, rozwija się, szkoli i ma mnóstwo pomysłów.
To był zalążek działającego od roku Klubu Kajakowego Ichtys w Leźnie. Pod tę samą nazwą zarejestrowano stowarzyszenie.
- Zaczęło się od "ojca założyciela", czyli księdza Krzysztofa Sagana - wyjaśnił prezes Rafał Wierzba. -Zaproponował nam, abyśmy zebrali grupę osób zainteresowaną pomysłem, ponieważ dysponuje zapleczem i kajakami. Wówczas nie sądziliśmy, że ta inicjatywa rozrośnie się do statusu stowarzyszenia. Duży jest przekrój wiekowy klubowiczów, od 50-latków do pięcioletnich dzieci. To prawdziwy przekrój pokoleń. No i trzeba dodać, że te najmłodsze też już machają wiosłami.
Na ostatnim "treningu", zanim spadł pierwszy styczniowy śnieg, część klubowiczów spotkała się na stawie znajdującym się tuż przy kościele. Można było podziwiać ich kondycję, pokaz skoków z rampy do wody i wyjątkowo widowiskowe eskimoski.
- Jak się człowiek przewróci do góry nogami to błędnik szaleje i nie wie gdzie się jest - wspomina swoje pierwsze eskimoski prezes Wierzba. - Tego nie da się opanować i od razu zrobić. To wymaga ćwiczeń. - Manewr ten jest bardzo przydatny na rzece w razie wywrotki, więc warto się tego nauczyć - dodał. U nas już 10 osób umie to zrobić.
Kajakarze z Leźna mają co wspominać. Spływy rzeką Piaśnicą do morza, zakończone wspólnym rodzinnym kąpaniem się w morzu i pływaniem po falach. To dość mocno - jak sami mówią - ich kręci. Do tego trzeba dorzuć spływ Łebą, Łupawą i Wdą.
Fajne są spływy poranne rzeką Radunią z Żukowa do progu w Leźnie. Spotykają się o 5 rano, by próbować epizodów górskich. Tam też otworzyli szampana, by w ten sposób przywitać nowy rok. Wcześniej był jeszcze spływ mikołajkowy. Pływając po Motławie, rozdawali cukierki. Jako święto rodzinne potraktowali zakończenie sezonu 2012/2013.
Nie "gardzą" też jeziorami, na których mają okazję ćwiczyć. Żony się opalają a mężowie pływają na kajakach z dziećmi, by je szkolić. Klubowicze wszystkie spotkania i wyprawy traktują jako interesujące wspólne rodzinne spędzanie czasu. To dla nich bardzo ważne. Poza tym to świetny sposób na łączenie pokoleń.
Longina Templin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze