Marcelinka ma dopiero trzylatka, a już przeszła dwie operacje serca. Od urodzenia przebywa w różnych szpitalach. Niestety, kolejne badania wciąż wydłużają listę przeraźliwych diagnoz. Z każdym dniem jej stan się pogarsza, tętnice ulegają zwężeniu, a saturacja spada. Życie małej mieszkanki Sierakowic od operacji wartej 3 mln zł!
Wadę w serduszku Marceliny wykryto już podczas ciąży. Narodziny dziewczynki to cud, bo jeszcze gdy przebywała w łonie mamy, nie dawano jej wielkich szans. Rozpoznano u niej zespół niedorozwoju prawego serca z ubytkiem przegrody międzyprzedsionkowej i hipoplastyczną zastawkę trójdzielną.
- Usłyszałam, że dziecko ma znikome szanse na przeżycie, że bez operacji się nie obejdzie, że nawet jeśli dziecko przeżyje kilka pierwszych dób to i tak kryzys następuje później. Informowali nas, że dla naszego dobra i zdrowia psychicznego lepiej nie nastawiać się na dziecko. Od początku wszystkie informacje były złe - wspomina Seweryna, mama Marcelinki.
Reklama
Wola życia i siła maleństwa zaskoczyła wszystkich. Marcelinka pojawiła się na świecie 4 lipca 2020 roku w gdańskim szpitalu na Zaspie. Jak podkreśla jej mama, dziewczynka radziła sobie bardzo dobrze. Gdy miała zaledwie dwa tygodnie została poddana pierwszej operacji. Był to banding - przewężenie tętnicy płucnej specjalną opaską.
- Wszystko przebiegło bez jakichkolwiek powikłań. Potem co miesiąc przyjmowane byłyśmy na oddział szpitalny, kardiochirurgie dziecięcą. Wierzyliśmy, że prawa komora „ruszy”, że zacznie się rozwijać prawidłowo. Po to była pierwsza operacja przecież. Taka miała być lepsza opcja dla naszej Marcelinki. Ta gorsza wersja była taka, że dziecko będzie musiało przejść dwie kolejne operacje w kierunku serca jednokomorowego - relacjonuje mama.
Reklama
Mijały tygodnie, jednak prawa komora wciąż nie rosła. Szanse na ocalenie całego serca naszej maleństwa malały z dnia na dzień. Gdy miało cztery miesiące lekarze postanowili przeprowadzić zabieg, jednak rodzice po licznych konsultacjach nie zgodzili się na ten zabieg.
- Chciałam dla mojej córki tego co najlepsze. Chciałam, aby Marcelinka miała normalne życie takie jak jej rówieśnicy. Godne życie. Serce mi pękało, a to przecież Marcela miała chore serduszko. Bałam się, że pewnego dnia Marcela przyjdzie do mnie z zapytaniem: mamo, a czemu ja nie mogę z innymi dziećmi biegać? Co, jako matka ja jej odpowiem? Kochanie wybacz, ale Twoje serduszko na to nie pozwala, a ja nic nie zrobiłam, aby Cię od tego uchronić? A jeśli przyjdzie do mnie jako dorosła kobieta i będzie zalewać się we łzach na myśl o tym, że nie może mieć własnych dzieci? Co jej powiem? Wybacz córeczko, Twój organizm nie zniesie takiego obciążenia, jakim jest ciąża? Bo ja jako matka oddałam Cię w ręce lekarzy, którzy odebrali Ci szanse na serce dwukomorowe? Bez jakiejkolwiek próby? Jak będę mogła spojrzeć jej w oczy wiedząc, że nic nie zrobiłam? Nic nie zrobiłam, aby sprawdzić inne możliwości. Dlatego byliśmy u tylu specjalistów. Dlatego zapukaliśmy w każde drzwi. Musiałam mieć pewność, że nie ma innej, lepszej opcji dla mojego dziecka - akcentuje mama Marcelki.
Reklama
Dziś Marcelinka ma trzylatka, a już przeszła dwie operacje serca. Od urodzenia przebywa w różnych szpitalach. Niestety, kolejne badania wciąż wydłużają listę przeraźliwych diagnoz. Z każdym dniem jej stan się pogarsza, tętnice ulegają zwężeniu, a saturacja spada.
- Tworząc ten apel, przebywam z Marcelinką na oddziale kardiologii dziecięcej we Wrocławiu. 22 listopada lekarze wykonali cewnikowanie serca, nie pozostawiając żadnych złudzeń. Marcelinka potrzebuje kolejnej pilnej operacji. W Polsce córeczka jest pacjentem do operacji Fontana. Po tej operacji czeka już tylko leczenie paliatywne. Leczenie, które jak mówią lekarze daje maksymalnie 25 lat życia. Niewydolność serca, arytmie, reoperacje to tylko niektóre przyczyny wcześniejszego zgonu - podkreśla pani Seweryna.
Reklama
- To jest pierwszy scenariusz, który mnie jako matkę przeraża do bólu. Drugi jest szansą Marcelinki na lepsze życie. Tą szansą jest operacja w specjalistycznej klinice w Bostonie. Jestem w stałym kontakcie z lekarzami, którzy szukają alternatywnego leczenia dla Marcelinki. Ubiegam się o kwalifikację do leczenia w Bostonie, ponieważ chcę móc patrzeć w lustro ze świadomością, że robię wszystko co w mojej mocy, by dać Marcelince szansę na życie - dodaje.
Czasu jest naprawdę niewiele. Decyzja mysi zapaść w ciągu najbliższych pojedynczych miesięcy.
- Decyzja, czy zostajemy w Polsce, wiedząc, że w każdej chwili mogę stracić córeczkę lub walczyć i prosić o pomoc. Dla mnie decyzja może być tylko jedna. Dziś stoję przed Wami i proszę o pomoc. Nie mogę dłużej czekać. Nie mogę czekać bezczynnie na śmierć dziecka. Muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, by uratować moją córeczkę. Bez Waszego wsparcia to się nie uda. Sama nie jestem w stanie uzbierać tak niewyobrażalnej sumy! Dlatego proszę Was o pomoc! - apeluje i prosi o pomoc mama trzylatki.
Wesprzeć leczenie Marcelinki można za pośrednictwem platformy siepomaga.pl pod poniższym linkiem:
Na facebooku prowadzone są także licytacje, z których dochód zostanie przekazany na leczenia Marcelinki:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze