Reklama

Marek Kwidziński najpopularniejszym strażakiem województwa

Strażak kartuskiej komendy powiatowej PSP uzyskał największą liczbę głosów w plebiscycie organizowanym przez "Dziennik Bałtycki", dzięki czemu został Najpopularniejszym Strażakiem Województwa Pomorskiego. Po piętach deptali mu koledzy z Człuchowa i Kościerzyny.

Na starszego ogniomistrza drogą sms-ową oddano dokładnie 5788 głosów. Drugi w plebiscycie, starszy sekcyjny Piotr Maślanka z Komendy Powiatowej PSP w Człuchowie, otrzymał o 270 głosów mniej. Nie dużo mniej, bo 5321 głosów, wysłano na starszego kapitana Wojciecha Szyszkę z Komendy Powiatowej PSP w Kościerzynie.

Marek Kwidziński pochodzi z Kartuz, gdzie jako strażak pracuje już od 13 lat. To jego życie i pasja. W jego pracę wpisana jest spora dawka adrenaliny i stresu, dlatego w wolnym czasie bierze wędkę i jedzie na ryby w miejsca, gdzie panuje cisza i spokój.

Dzięki wygranej kartuskiego strażaka jego jednostka otrzyma nowy sprzęt ratowniczy o wartości 50 tysięcy złotych.

O pasji, pracy i marzeniach opowiada Marek Kwidziński.

Najpopularniejszy Strażak Roku województwa pomorskiego - to brzmi dumnie. Teraz chyba możemy Pana nazywać naszym celebrytą?

Marek Kwidziński: Proszę nie przesadzać, to za duże słowo, choć nie ukrywam, że moja twarz stała się dość znana. Gratulują sąsiedzi, gratulują w sklepie, kiedy idę po bułki. I szczerze bardzo się z tego cieszę, bo wiem, że to też gratulacje dla całej mojej jednostki, dla wszystkich kolegów strażaków.

Ale dosyć tej skromności. Jest pan bardziej popularny niż komendant wojewódzki. Ludzie nie wiedzą nawet, jak on wygląda.

M.K.: Absolutnie. Nie zgadzam się.

Przez skromność?

M.K.: To być może moje pierwsze i ostatnie pięć minut, ale to cieszy. Na tą wygraną pracowało mnóstwo ludzi. Przede wszystkim to zasługa całej jednostki. Do tego w powiecie mamy 52 jednostki OSP, z którymi mam bardzo żywy kontakt z tego względu, że pracuję w wydziale operacyjno-szkoleniowym. Spotykam się z nimi na różnych szkoleniach, to ponad 2500 strażaków. Z większością znam się dobrze, a z widzenia ze wszystkimi.

Jest Pan już 13 lat na służbie. Takie wyróżnienie to piękne podsumowanie tego okresu, ale jak to się właściwie wszystko zaczęło?

M.K.: Po szkole średniej startowałem do szkoły aspirantów w Poznaniu. Los chciał, że się nie dostałem. Na dwa lata poszedłem do wojska, ale cały czas myślałem o straży. Pojawiła się wtedy propozycja, żebym został w marynarce wojennej. Bosman oświadczył mi, że jest taka możliwość i zapytał, czy nie chciałbym zostać na okręcie. Nie zdecydowałem się i po tym okresie spędzonym w armii chciałem raz jeszcze spróbować w straży. Poszedłem do kartuskiej komendy i zapytałem, czy są może jakieś etaty, jakiekolwiek szanse, żeby pełnić tutaj służbę. No i dowiedziałem się, że za pół roku będzie nabór. Złożyłem wszystkie papiery, podania. Później były badania, testy sprawnościowe.

A teraz wrócił Pan do szkoły?

M.K.: To co mogłem mieć wcześniej realizuje się dopiero po dwunastu latach. Jeżdżę do Poznania. Zostały mi jeszcze dwa lata. Jak wszystko się dobrze potoczy, to będę miał tytuł technika pożarnictwa. Realizują się moje marzenia i ciesze się, że 13 lat temu nie wybrałem jednak innej drogi.

Skąd taka miłość do tego zawodu?

M.K.: Myślę, że ja odbieram to podobnie, jak każdy inny. Kojarzymy strażaków z pewnym bohaterstwem. To jest taki zawód zaufania publicznego - w takim sensie, że na pomoc strażaka zawsze można liczyć. I może stąd taka moja fascynacja. Zawsze przypominam sobie te sceny z hollywoodzkich filmów, kiedy bohaterski strażak wynosi kogoś z płomieni na rękach. I coś w tym jest. Po prostu szlachetnie nieść pomoc innym, co zresztą pierwszego dnia służby uroczyście ślubujemy.

Takie niesienie pomocy potrzebującym - jak rozumiem - daje wam też sporo satysfakcji?

M.K.: Bardzo często w wielu sytuacjach właśnie strażacy przyjeżdżają pierwsi na miejsce zdarzenia. Bardzo często przy wypadkach samochodowych zanim przyjedzie karetka przeprowadzamy reanimację czy resuscytację krążeniowo-oddechową. Później nie raz słyszy się słowa lekarza, że bardzo dobrze, że zaczęliście to robić, bo ktoś mógłby nie przeżyć. Tu często liczą się nie tyle minuty, co nawet sekundy.

A pana rodzina. Nie bała się nigdy o Pana?

M.K.: To jest tak, że każdy podejmując taką czy inną pracę, wybierając taki czy inny zawód, wie doskonale, z czym to się wiąże. Żołnierz musi liczyć się z tym, że niestety w razie zagrożenia pójdzie na linię frontu. Strażak musi liczyć się z tym, że jak dzwoni dzwonek, to wyjeżdża do akcji bez względu na wszystko. Natomiast nie chcę się przechwalać, nie chcę się wymądrzać, bo w tej chwili pracuję w wydziale operacyjno-szkoleniowym, a to oznacza, że na co dzień nie biorę udziału w akcjach . Najczęściej wyjeżdżam w miesiącach wakacyjnych, kiedy jest sporo urlopów.

Są takie momenty w waszej pracy, które pozostawiają taką niezabliźnioną ranę na waszej psychice. To często trudne wspomnienia, prawda?

M.K.: Pamiętam wypadek, kiedy sześcioletnia dziewczyna wyleciała przez przednią szybę samochodu jak katapulta. Lekarze reanimowali to maleństwo, a ona umierała im na rękach. Podano adrenalinę prosto do serduszka. Wtedy po raz pierwszy widziałem, jak to działa. Dziecko dostało taki zastrzyk energii, że oderwało się od ziemi. Zabrał ją śmigłowiec. We wszystkich, którzy tam byli, wstąpiła nadzieja, że uda się ją uratować. Zabrano ją śmigłowcem do szpitala. Niestety później dowiedziałem się, że umarła.

Dziękuję za rozmowę.

FP

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    danka0115 - niezalogowany 2012-06-24 12:27:03

    tak na to wychodzi!!!niby koledzy po fachu ???to przypomina sławny turniej sprzed lat Kartuzy-Kościerzyna

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ptomi - niezalogowany 2012-06-24 11:30:02

    @Horus: ZGADZAM SIE waldi01waldi PEWNIE JEST Z KOŚCIERZYNY

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Horus - niezalogowany 2012-06-22 16:21:42

    waldi01waldi jesteś typowym mieszkańcem polskiego piekiełka z mentalnością chłopa pańszczyźnianego. Zamiast pochwalić i docenić - szukasz dziury w całym. Brawo Pani Marku. Niech się Pan nie przejmuje opiniami sfrustrowanego nieuka. waldi01waldi - świnie paść, a nie na forach pisać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości