Reklama

Mąż pani senator ponad prawem? Od dwóch lat ignoruje wyrok sądu

04/01/2007 10:54
Mieszkający w Borczu mąż senator Arciszewskiej-Mielewczyk od ponad dwóch lat ociąga się z wykonaniem prawomocnego wyroku kartuskiego sądu. Krzysztof Mielewczyk bezprawnie pozbawił dojazdu, wody i kanalizacji właścicieli sklepu sąsiadującego ze swoim majątkiem. Choć sąd nakazał mu naprawienie wszystkich szkód, decyzja nadal pozostaje tylko na papierze.

Kolejna rozprawa w sprawie sklepu państwa Kurowskich odbyła się przed kartuskim sądem w połowie grudnia. Małżeństwo posiadające piątkę dzieci dopomina się jednego - chcą w spokoju prowadzić sklep, tak jak było to zanim Krzysztof Mielewczyk, mąż pani senator sprawił, że ich życie toczy się głównie wokół sądu, a nie rodziny i pracy.

- Nie wiemy do końca dlaczego nas to spotkało - mówi Mirosław Kurowski, własciciel sklepu sąsiadującego z majątkiem Mielewczyków. - Rozmawialiśmy kilka lat temu, kiedy chciał od nas kupić działkę ze sklepem. Nie zgodziłem się na śmiesznie niską cenę. Od tamtego czasu zaczęły się nasze kłopoty.

Pawilon spożywczo-przemysłowy Kurowscy otworzyli w budynku dawnej "spółdzielni". Zaraz obok zrujnowanego pałacyku z parkiem, gdzie kiedyś mieścił się niemiecki majątek ziemski, później PGR. Kiedy posiadłość od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa kupił Krzysztof Mielewczyk, w dawnym pałacyku zaczął powstawać hotel.

Prawo, czy pieniądze?

Parterowy sklepik stoi tuż obok wjazdu na teren dzisiejszego "Majątku Ziemskiego Borcz". Placyk, na którym stoi, wciśnięty jest niby klin w stary park - część majątku. Według właścicieli sklepiku, mąż ówczesnej pani poseł nalegał by spożywczak zniknął z tego miejsca.

- Proponował, że załatwi mi inną lokalizację, ale okazało się, że jest niezgodna z planem zagospodarowania - twierdzi Kurowski. - W odpowiedzi na moje wątpliwości usłyszałem, że "prawo prawem, prawo można tak nagiąć, a pieniądze zrobią swoje".

Panowie nie dogadali się między sobą. Pewnego lipcowego dnia wzdłuż drogi biegnącej przy placyku ze sklepem zaczęło powstawać ogrodzenie z betonowymi słupami. Pracownicy działający na zlecenie właściciela majątku zagrodzili również wjazd na teren sklepu. Zniknęła kostka utwardzająca wjazd. Zamiast niej nawieziono ziemię ogrodniczą i pod nowym ogrodzeniem urządzono klomb.

Z szerokiego na osiem metrów przejazdu pozostał jedynie wąski prześwit dla jednej osoby. "Wysechł" kran podłączony do wodociągu biegnącego przez teren Mielewczyków. Przestała działać kanaliza i elektryczność.

Natychmiast, czyli wcale

Półtora roku zajęło Kurowskim by dojść swoich praw w sądzie. O konflikcie między nimi i właścicielem majątku pisały lokalne media. Przez cały ten czas przeżywali mękę nosząc towary do sklepu z jezdni odległej o kilkadziesiąt metrów, dokąd mogły dojechać samochody zaopatrzenia. Sąd Rejonowy w Kartuzach wydał wreszcie wyrok nakazujący Krzysztofowi Mielewczykowi przywrócenie poprzedniego stanu i nadał swojej decyzji rygor natychmiastowej wykonalności.

Stało się to w listopadzie 2004. Jednak własciciele sklepu nie cieszyli się długo swoim zwycięstwem.

- Owszem zniknęło ogrodzenie, ale nie całe. Słupki, i to nie wszystkie, odcięto palnikiem zostawiając w ziemi fundamenty. Dodatkowo w tym miejscu zamiast kostki pozostała ziemia ogrodnicza, samochody po deszczu tonęły w błocie, znowu przeżywaliśmy koszmar - opowiada Mirosław Kurowski.

Zdjęcia przeciw słowom

Kurowscy wystąpili o wszczęcie egzekucji sądowej, ale sprawa ponownie się przeciągnęła, bo ich sąsiad próbował przed Sądem Okręgowym w Gdańsku zakwestionować kompetencje kartuskich sędziów. Wcześniej założył też pozew o unieważnienie prawa własności Kurowskich do sklepu i działki. Wszystko na próżno.

- We wrześniu odbyła się wizja lokalna - mówi Grażyna Kurowska. - Do tamtej pory zdążyliśmy sami utwardzić sobie wjazd, przynajmniej na tyle, żeby nikt się już nie zarył. Sami też doprowadziliśmy sobie wodę, bo przecież sklep musiał jakoś funkcjonować.

Przedstawiciel sądu, który odwiedził sporne miejsce, zobaczył jeden ze słupków stojących nadal w obrębie wjazdu. Pokazują to zdjęcia wykonane w trakcie wizji. Kurowscy twierdzą, że Krzysztof Mielewczyk, obecny w czasie oględzin, nie mógł tego wytłumaczyć. Oświadczył jednak, że kruszywo wysypane na wjeżdzie leżało tam od dziesięcioleci, zaś podłączenie instalacji sanitarnej zlecił... on sam. Prace miał wykonać jeden z okolicznych budowlańców Bernard Plocke. Krzysztof Mielewczyk choć w obecności sędziego zarzekał się, że jego wersja jest prawdziwa, nie podpisał protokołu z wizji.

Finał jest blisko?

Bernard Plocke, właściciel firmy budowlanej, mimo iż po raz drugi został wezwany jako świadek do sądu, nie pojawił się na grudniowej rozprawie, za co ukarany został grzywną 500 zł.

Kurowscy złożyli pismo procesowe, w którym domagają się natychmiastowego przymuszenia Krzysztofa Mielewczyka do wykonania prawomocnego wyroku sądu. Poprosili też o przedstawienie wykładni prawnej "rygoru natychmiastowej wykonalności". Sąd na ich wniosek zobowiązał pełnomocnika, który reprezentuje właściciela majątku ziemskiego Borcz, by dostarczył faktury za wykonanie rzekomych prac instalacyjnych.

- Mamy nadzieję, że teraz nic już się nie wydarzy i wkrótce okaże się, kto tu kłamie - komentuje pani Kurowska. - Żeby stało się to jak najprędzej, bo straconego zdrowia i innych strat nie chcę już nawet liczyć.

Nie udało nam się skontaktować z Krzysztofem Mielewczykiem, który przebywa za granicą.

Kolejna rozprawa przed sądem w Kartuzach odbędzie się 30 stycznia.

Janusz Świątkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    miron - niezalogowany 2007-01-07 23:02:21

    Poproście TVN 24 nie przyjadą i zrobią troszkę szumu ....... Sprawa szybko się zakończy - oczywiście pozytywnie dla tych Państwa prowadzących sklep.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kaz - niezalogowany 2007-01-07 00:14:37

    Jak zwał tak zwał, o to samo chodzi.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    chestero - niezalogowany 2007-01-06 11:01:57

    Chyba bogatszy...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości