Koncertem Trio Adama Czerwińskiego, z którym gościnnie wystąpił Krzesimir Dębski zakończyła się kolejna edycja "Bluesa w Leśniczówce". Tegoroczny festiwal był wyjątkowy, zarówno pod względem dużej frekwencji, jak i folkowych, kaszubskich akcentów.
Tegoroczny "Blues w Leśniczówce" cieszył się rekordową frekwencją. Zarówno pierwszy, jak i drugi dzień imprezy przyciągnął na skraj mirachowskiego lasu tłumy miłośników bluesa i nie tylko.
- To za co uwielbiam tę imprezę to niepowtarzalny klimat i fantastyczna atmosfera. Od trzeciej edycji jestem w Mirachowie z przyjaciółmi co roku. Najlepsze jest to, że nawet nie jestem jakimś wielkim fanem bluesa, po prostu ten festiwal jest tak fajny, że trzeba tu być - wrażeniami podzielił się Andrzej, jednej z uczestników festiwalu.
Przypomnijmy, że pierwszego dnia festiwalu wystąpili Instant Blues, Cherries in Ski, Around the Blues, a na finał - Łukasz Łyczkowski i 5Rano.
Sobotnia impreza rozpoczęła się nietypowo. Na początek zgromadzoną w Mirachowie publiczność powitał Roman Puchowski wraz z Kaszubskim Zespołem Pieśni i Tańca Przodkowianie. Unikatowe połączenie kaszubskiego folku i bluesa zachwyciło publiczność. Na finał sobotniej imprezy wystąpili Adam Czerwiński, Marcin Wądołowski oraz Piotr Lemańczyk wspólnie z Krzesimirem Dębskim. Blues przeplatał się z jazzem.
"Blues w Leśniczówce" to impreza, która zyskała sobie stałe grono bywalców, które z roku na rok się rozrasta. Świetna atmosfera, wspaniałe koncerty sprawiają, że każdy, kto raz odwiedził Mirachowo wraca i zabiera z sobą przyjaciół. Publiczność tak licznie uczestnicząca w tegorocznej edycji już odlicza czas do kolejnej.
MD-Z
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze