Wczoraj 15 września br. doszło do pożaru w budynku mieszkalnym w Mirachowie (gm. Kartuzy). Rozpoczął się on od licznika prądu, ale po przyjeździe na miejsce funkcjonariuszy z miejscowej OSP, paliło się już całe poddasze domu. Po ugaszeniu pożaru okazało się, że nie nadaje się on do zamieszkania.
Zgłoszenie dyżurny Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej otrzymał około godziny czternastej trzydzieści. Prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. Po przyjeździe na miejsce zdarzenia strażacy nie mieli możliwości odłączenia zasilania w budynku. W tym celu zostało wezwane pogotowie energetyczne. Na szczęście mieszkańcy domu znajdowali się już na zewnątrz.
Budynek był praktycznie cały wykonany z materiałów palnych, co ułatwiło rozprzestrzenienie się ognia. Strażacy najpierw podali dwa prądy wody w natarciu bezpośrednio na palące się poddasze. Następnie, używając aparatów do ochrony dróg oddechowych, dostali się do wewnątrz, gdzie podali jeden prąd wody. Ewakuowali również mienie, które nie uległo zniszczeniu. Funkcjonariusze uratowali przedmioty o wartości stu tysięcy złotych.
Po ugaszeniu pożaru okazuje się, że budynek nie nadaje się do dalszego zamieszkiwania. Spaleniu uległo m. in. poddasze, a w wyniku gaszenia zalane zostały pomieszczenia na parterze. Straty oszacowano na dwieście pięćdziesiąt tysięcy złotych. W interwencji wzięła udział jednostka ratowniczo-gaśnicza z Kartuz oraz zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej z Kolonii, Sianowskiej Huty, Mirachowa oraz Staniszewa. Łącznie interweniowało dwudziestu dziewięciu strażaków.
- Dzisiaj rano byliśmy z burmistrz Mirosławą Lehman na miejscu zdarzenia - oznajmił wiceburmistrz Kartuz Tomasz Brzoskowski. - Poszkodowanym właścicielom posesji udzielimy wsparcia, lecz jeszcze nie określiliśmy kwoty, którą zamierzamy na to przeznaczyć. - Chcą oni zamieszkać w budynku gospodarczym, znajdującym się na terenie ich posesji. Należy go jednak najpierw do tego przygotować oraz podłączyć w nim prąd - dodał.
W budynku mieszkała sześćdziesięciodwuletnia kobieta oraz jej trzydziestopięcioletni syn. Rodzinie pomaga także Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej.
Andrzej Baranowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Ja zawsze ubezpieczam dom. To wszystko co mam i boję się aby nie zostać z niczym.