Sezon rozpoczynali w kameralnym gronie, kończą go w towarzystwie kilkudziesięciu osób. W niedzielę nad jeziorem Junno w Kamienicy Królewskiej, Sierakowickie Morsy oficjalnie zakończyły sezon.
Zwolenników zimowych kąpieli jest coraz więcej. Z czego wynika popularność takiej formy aktywności? Jak twierdzą założyciele grupy morsowej z Sierakowic, przede wszystkim z większej świadomości i chęci poprawy swojego zdrowia.
- Kilka lat temu lekarz powiedział mi, że powinnam zadbać o swoją odporność. Wzięłam to sobie głęboko do serca, ale nie od razu pomyślałam o morsowaniu. Właściwie zetknęłam się z tym przez przypadek. Wybraliśmy się z moim partnerem na Bieg Morsa. Do wody nie wchodziliśmy, ale to był moment, w którym zdecydowaliśmy, że trzeba spróbować. Tak mija nam już piąty sezon - tłumaczy Renata Mielewczyk.
- To aktywność, która uzależnia. Morsuję co sobotę o 8. rano. Mimo, że przyjazd wymaga ode mnie sporej organizacji, robię wszystko, żeby się pojawić. Bieg i późniejsza kąpiel dają mi energię właściwie na cały tydzień. Uwielbiam las i piękne widoki nad Junnem - dodaje Wioletta Deik.
Podczas niedzielnej kąpieli nad jeziorem Junno w Kamienicy Królewskiej, do wody jednocześnie weszło 30 osób. Grupa liczy jednak znacznie więcej. Gdyby na zakończeniowej imprezie pojawili się wszyscy, kąpiących byłoby około 60.
- Od kiedy założyliśmy profil na Facebooku, co tydzień dołączał ktoś do naszego grona. Dostawaliśmy też wiele wiadomości od ludzi, którzy chcieliby spróbować. Bardzo nas to cieszy i motywuje do dalszego działania. Z tego względu podjęliśmy decyzję o sformalizowaniu naszej działalności. Od przyszłego sezonu będziemy działać już oficjalnie - opowiada Tomasz Skierka.
Sformalizowanie grupy otworzy drzwi m.in. do pozyskiwania środków np. na organizację imprezy biegowej połączonej z kąpielą. Przyciągnęłaby ona nad Junno miłośników kąpieli spoza gminy. Już teraz do Kamienicy Królewskiej gościnnie przyjeżdżają morsy z Szemudu, Grzybna, a nawet z nadmorskich Mechelinek. Jak mówią Sierakowickie Morsy, w tym miejscu tkwi potencjał.
- Mieszkam w mieście i sam przyjazd tutaj już ładuje moje akumulatory. Jako biegacz doceniam też potencjał biegowy okolicznych lasów - tłumaczy Krzysztof Pawelczyk.
Morsy nad Junnem spotykają się w każdą sobotę o 8 rano oraz w niedziele o 12.30. Rozpoczynają od rozgrzewki, a później wchodzą do wody. Jak zapewniają morsy, to aktywność prawie dla każdego i nie mieli jeszcze żadnej reklamacji. Każdy kto próbuje, nawet w największym mrozie, z wody wychodzi z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Mój brat namawiał mnie bardzo długo. Najpierw spróbował mój mąż, ja się przyglądałam. Widząc ile sprawia to wszystkim radości, zdecydowałam się wejść. Nawet nie spodziewałam się, że morsowanie tak zmieni moje podejście. Chociażby do zimy. Już na nią nie narzekam, a każde wejście do wody daje mi mnóstwo pozytywnej energii - opowiada Joanna Bayer.
Sezon oficjalnie się zakończył, ale morsy nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Weekendowe spotkania odbywać się będą do odwołania. Więcej informacji można znaleźć na facebookowym profilu.
DS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze