Reklama

Na jarmarku bydlęcym kupisz wszystko

28/07/2004 14:06
-Dlaczego koniowi zagląda się w pysk? - zapytałem rolnika Piotra Łitkowskiego z Mieroszyna, który na targu bydlęcym w Kartuzach zachęcał do kupna 4 koni z własnej hodowli.

-To już tradycja stosowana na końskich jarmarkach od wielu, wielu wieków. Dzisiaj jednak trudno sprzedać konia. Za tego pierwszego, który stoi blisko pana chcę 4500 zł, ale chętnych nie ma mimo, że mogą zemną ocenę handlować.
W innym miejscu zauważyłem taką oto scenkę: do właściciela siedzącego na wozie zaprzężonym w dwa dorodne gniadosze podszedł mężczyzna i wskazując wzrokiem na jednego z nich pyta – ile? - cztery siedemset - odpowiedział właściciel. Potencjalny nabywca informację przyjął ze spokojem i powolutku zaczął obchodzić konie chwytając za jedną i drugą uzdę. Potem przeprowadził jednego z nich po placu. Gdy zapytałem dlaczego potrzebny jest taki ceremoniał odpowiedział: - Najpierw trzeba sprawdzić czy koń nie ma „feleru” w nogach. Czy w końcu interes ubito, tego nie wiem, ale zauważyłem , że handlowanie końmi to nie tylko sprzedaż i kupno, ale długie rozmowy, czasami przy flaszeczce i tabace. Szkoda , że zdarzają się dzisiaj dość rzadko.
20 lipca na targowisku panował spory ruch. Nie tylko można było poczuć woń końskiego potu bo jak to na targu, można było kupić wszystko: prosiaki, warchlaki, jałówki, krowy,drób i króliki. Rolnik z Pomlewa (k. Przywidza) Krzysztof Szymański oferował kucyka z cenie wywoławczej 2500 zł oraz...kozę za 110 zł.
-Kucyka kupiłem dla syna Krystiana na urodziny - mówi K. Szymański.
Rolnik ten nie ukrywał, że sprzedaje go bo pilnie potrzebuje pieniędzy. Wokół kucyka i bardzo „zadziornej” kozy gromadziło się wielu ciekawskich. Kucykowi to się niezbyt podobało. Też okazywał zdenerwowanie.
Pani Katarzyna Wydrowska z Goręczyna na targ przyjechała ekskluzywną bryczką, by sprzedać jednego konia z zaprzęgu. Oglądających namawiali do kupna panowie Zenon Rychert i mistrz kowalski Franciszek Baske. Rolnik z Niestępowa Jan Hinc, który od lat przygląda się jarmarkowym transakcjom mówi: - Wszyscy chodzimy i oglądamy. Rolników najbardziej interesują ceny. Towarzyszący mi agronom ze Stężycy Franciszek Ustowski stwierdził, że ceny są różne, może nieco zawyżone przy jałówkach i prosiakach. Ceny za konie są raczej w normie.
Rolnicy stojący trochę dalej mówią zgodnie: - Z targowisk zniknął dawny koloryt, nie ma tej serdeczności co dawniej. Kiedyś gdy zaklepywano interes jeden wyciągał flaszkę,drugi tabakę, a potem było klepnięcie dłońmi oznaczające, że interes doszedł do skutku.
Od rolników dowiedziałem się także, że kartuskie targowisko jest jednym z niewielu w rejonie północno-środkowych Kaszub,bo nawet w Wejherowie już się końmi nie handluje. A szkoda.
W dniu kiedy odwiedziłem targ w Kartuzach ceny kształtowały się następująco:
*jałówka – 600 zł (rolnik Kazimierz Tomaczkowski ze Smętowa)
*para prosiąt większych – 240 zł, mniejszych od 180 do 200 zł (rolnik z Klukowej Huty), rolnik Józef Brunka ze Stężyckiej Huty chciał 230 zł
*koń ogier duży – 10 tys. zł, klacz 5-letnia - 6 tys. zł (rolnik spod Kościerzyny)
*para małych kóz – 120 zł (rolnik spod Lęborka)
Tego dnia można było kupić także: komplet garnków, szklanki, kleje, ruskie klucze samochodowe, młotki, trzonki, łopaty, odzież i inne rzeczy. I ciekawostka – znaczek Poczty Polskiej z 1949 roku z wizerunkiem prezydenta B. Bieruta jego właściciel wycenił na 3 tysiące złotych!
Kończąc przechadzkę po rynku doszedłem do jednego wniosku, że mimo wszystko ten targ to nie to co było kiedyś. Sprzedających mieszczuchów jest więcej niż rolników a i transakcji mniej. Jedna tradycja tylko pozostała – pociąganie wyskokowych napojów z butelczyny.

(dom)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości