Z danych ministerstwa zdrowia wynika, że statystycznie najmniej przypadków zakażeń koronawirusem notuje się w województwie pomorskim. Współczynnik wykrywalności na 100.000 ludności dla Pomorza wynosi 7,3. Dla mazowieckiego wynosi aż 30,7, gdy średnia dla Polski to 17,4. Dane te mogłyby napawać optymizmem, gdyby nie fakt, że województwo pomorskie wciąż jest znacznie poniżej średniej pod względem wykonywanych testów.
W poniedziałek ministerstwo zdrowia opublikowało infografikę przedstawiającą średnią liczbę zachorowań na SARS-CoV2 w poszczególnych województwach, jak i w całym kraju. W Polsce koronawirusem statystycznie zakażonych zostaje 17,4 osób na 100.000 ludności. Biorąc pod wzgląd województwa, największa zapadalność na COVID-19 ma miejsce w województwie mazowieckim. Choruje tam 30,7 osób na 100.000 ludności. Najmniejszą liczbę osób zakażonych notuje z kolei województwo pomorskie. Na Pomorzu koronawirusa wykryto u 7,3 osób na 100.000 mieszkańców.

Tylko nieco więcej zachorowań potwierdzono w Lubuskiem (7,7) i województwie warmińsko-mazurskim (7,7). Poniżej średniej krajowej ulokowały się także województwa: podkarpackie (10,4), lubelskie (11.1), zachodniopomorskie (11,4), świętokrzyskie (11,4), małopolskie (14,8), opolskie (15,3), wielkopolskie (16,1) i kujawsko-pomorskie (16,2). Powyżej średniej krajowej poza wspomnianym już województwie mazowieckim, znajdują się województwa: śląskie (18,7), podlaskie (18,8), łódzkie (21,5) i dolnośląskie (24).
To, że statystycznie w województwie pomorskim notuje się najmniejszą zapadalność na COVID-19 mogłoby napawać większym optymizmem, gdyby nie fakt, że Pomorze wciąż znajduje się znacznie poniżej średniej krajowej pod względem wykonywania testów. A dane zawarte w infografice ministerstwa zdrowia mówią jedynie o wykrywalności koronawirusa.
Średnia dla Pomorza wynosi około 268 testów na jednego mieszkańca. Dla Polski współczynnik ten wynosi 1 test na 394 osób. Dlatego też wielu ekspertów podkreśla, że zamiast na najniższej zapadalności na COVID-19 w województwie pomorskim nadal możemy mówić o statystycznym niedoszacowaniu Pomorza.
– Po pierwsze do początku kwietnia odpowiedź, czy rzeczywiście rozmiar pandemii był mniejszy w naszym regionie była niemożliwa, właśnie z powodu ograniczonego dostępu do diagnostyki – przyznaje Tadeusz Jędrzejczyk, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego.
Jak dodaje, na Mazowszu praktycznie od początku epidemii kilka laboratoriów wykonywało testy. Natomiast na Pomorzu od 3 marca działało tylko jedno laboratorium (WSSE), a od 19 marca drugie (przy UCK). Dopiero od 1 kwietnia uruchomione zostało prywatne laboratorium Brussa, w kolejnym tygodniu zaczęła badać SARS CoV-19 Invicta, a od 9 kwietnia dział mobilny punkt drive thru przy Uniwersyteckim Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni.
– Ponadto, pomorskie laboratorium wykonywało też testy dla innych regionów m.in. kujawsko-pomorskiego. Po drugie na Mazowszu mieszka więcej osób, ponad 5,4 mln, a Pomorze ma ponad 2,3 mln ludności. Zdarzało się też i tak, że niektóre testy trzeba było powtarzać, bo wymazy były źle pobrane. Na Mazowszu było też kilka przypadków zakażeń w szpitalach, DPS-ach czy nawet w Szkole Głównej Służby Pożarniczej – podsumowuje Jędrzejczyk.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
na pomorzu ten wirus był na przełomie stycznia i lutego, sprawdźcie statystyki w przychodniach i ilość pogrzebów
W małych szpitalach powiatowych pobiera się mało testów.Porownajcie liczbę zgonów z liczbą testów dla pacjentów. Bomba dopiero wybuchnie.
na pomorzu ten wirus był na przełomie stycznia i lutego, sprawdźcie statystyki w przychodniach i ilość pogrzebów
W małych szpitalach powiatowych pobiera się mało testów.Porownajcie liczbę zgonów z liczbą testów dla pacjentów. Bomba dopiero wybuchnie.