Reklama

Nauczyliśmy dzieci poczucia obowiązku. Diamentowe gody Klary i Józefa Cymanów z Miechucina

01/12/2007 11:06
Klara i Józef Cymanowie z Miechucina przeżyli razem 60 lat. Ślub brali w Chmielnie 18 listopada 1947 roku. Wychowali syna i trzy córki. Mają ośmioro wnuków – pięć dziewczynek i trzech chłopców. Doczekali też czworga prawnuków. Całe swoje życie przepracowali w rolnictwie.

- Moi rodzice mieli dziesięciohektarowe gospodarstwo, które dzisiaj prowadzi nasz syn Zbigniew – mówi pan Józef. – Pochodzę z wielodzietnej rodziny. Niestety, z dziesięciorga rodzeństwa zostałem sam, bo wszyscy już nie żyją.

Józef Cyman całe życie przepracował na swojej ojcowiźnie. Do tej pory, pomimo swoich 85 lat, chętnie pomaga synowi w gospodarstwie, zwłaszcza doglądanie zwierząt sprawia mu wielką przyjemność.

- Żona pochodzi ze wsi Mrozy – kontynuuje pan Józef. – W tej miejscowości mieszkał mój szwagier, który był jej sąsiadem. Niezłą jej zrobił reklamę – żartuje. - Powiedział, że jest osobą bardzo spokojną i wyjątkowo pracowitą. Dzisiaj mogę stwierdzić z całą pewnością, że nie przesadził ani odrobinę. – A tak naprawdę to poznaliśmy się na zabawie w Sierakowicach – koryguje nieco wyznania męża pani Klara.

Państwo Cymanowie, pomimo upływu lat, dokładnie pamiętają pewien tragiczny epizod w ich życiu. Pan Józef obsługiwał śrutownik. W pewnym momencie metalowa klamra scalająca pas transmisyjny oderwała się tak niefortunnie, że uderzyła go w czoło.

- Kiedy odwożono mnie do kartuskiego szpitala, a było to 11 listopada, traciłem i odzyskiwałem przytomność – wspomina. – Okazało się, że miałem poważne wstrząśnienie mózgu i uszkodzony fragment czaszki. Po tym wypadku ślad pozostał mi do dzisiaj - wskazuje palcem miejsce na czole. – Tylko, który to był rok? – zastanawia się mój rozmówca. – Wiem, w szpitalu wszyscy wtedy mówili o zamachu na prezydenta Kennedy’ego, czyli był to rok 1963.

- Przez kilka miesięcy mąż nie mógł dojść do siebie – dorzuca pani Klara. – Nawet jadąc pociągiem, miał zawroty głowy. Nie było więc mowy o pracy w gospodarstwie, więc wszystkim musiałam zająć się sama. Najstarsza córka Genowefa miała wtedy tylko 13 lat i próbowała wyręczać mnie w wielu obowiązkach. Pozostała trójka dzieci też pomagała na miarę swoich możliwości. Chociaż praca rolnika jest ciężka i tak bardzo zależna od pogody, nie wyobrażamy sobie z mężem innego zajęcia.

Syn i dwie córki – Bogumiła i Natalia mieszkają w Miechucinie. Tylko najstarsza Genowefa przeniosła się do Gdyni.

- Uważam, że dobrze wychowaliśmy swoje dzieci – twierdzi pan Cyman. – Przede wszystkim nauczyliśmy je dużego poczucia obowiązku i to nas najbardziej cieszy.

- Nasi rodzice przez całe życie byli dla nas wzorem pracowitości, uczciwości, solidności i głębokiej wiary w Boga – dodaje przysłuchująca się naszej rozmowie pani Natalia, najmłodsza córka jubilatów. – Mama należy do osób małomównych i cierpliwych. Ojciec natomiast jest bardzo towarzyski i z dużym poczuciem humoru. Jest też muzykalny. Sam nauczył się grać na skrzypcach. Umiejętność tę często wykorzystuje podczas rodzinnych spotkań. Szkoda tylko, że żadne z nas tej zdolności - niestety - po nim nie odziedziczyło.

Longina Templin

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości