Reklama

Nie będę ministrem kultury!

25/07/2005 16:23
Rozmowa z Tymonem Tymańskim, wokalistą nieistniejącego zespołu Kury, liderem The Transistors.

Dlaczego przyjechał Pan z zespołem do Kartuz? Nie uważa Pan, że takie biesiadne otoczenie to nie miejsce dla muzyki Tymona Tymańskiego?

Myślę, że najwyższy czas pojawiać się na takich imprezach. Miejsce bliskie jest mojemu sercu - na Kaszubach, w Koleczkowie konkretnie, chciałbym kupić sobie dom. Rejon jest piękny, ludzie wspaniali. Poza tym musimy zacząć przyjeżdżać na takie imprezy. Do tej pory najczęściej graliśmy w klubach i nikt nie zna za bardzo naszych utworów. Radio ich nie prezentuje, rzadko można nas zobaczyć w telewizji, a niektóre piosenki są naprawdę przebojowe i warto je pokazać szerszej publiczności.

Dziś (rozmawialiśmy 23.07 - przyp. WG) zagrał Pan z The Transistors kilka piosenek Kur. Dlaczego Kury już nie grają?

Kury nie grają, bo byliśmy już zmęczeni sytuacją grania ambitnej muzyki ciągle w tych samych klubach, dla tych samych ludzi. Trudno jest w sobie wykrzesać chęć rozwoju w ramach jednego i tego samego zespołu. Dlatego też zabrałem się ostatnio za trochę lżejszy repertuar. Wynikło to po części z propozycji Wojtka Smarzowskiego, zrobienia biesiadnej muzyki do "Wesela".

Ścieżka dźwiękowa do "Wesela" spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem. Planujecie nagrywanie muzyki filmowej w dalszym ciągu?

Tak, ale druga płyta nie będzie tak wesoła. Będzie raczej tradycyjna - rock alternatywny z elementami hard rocka. Oczywiście chciałbym wrócić do tak zwanych "jaj", bo ten kierunek po prostu mi odpowiada. Jednak nie ma sensu nagrywanie tego co roku, bo potem kojarzymy się z zespołem, który zjeżdża z równi pochyłej i ma coraz niższe loty. Jeśli staję się choć na chwilę błaznem narodowym, to ta łatka przykleja się i później nie chce odczepić. Planuje również nagranie płyty z Grzesiem Halamą i wydanie jej na wiosnę. Będą to utwory Halamy i moje. Na pewno dużo będzie kabaretowych wstawek.

Ze względu na nazwisko przyklejają Panu czasami całkiem inną łatkę...

Stan Tymiński, polityk!

Tak, jedna z gazet regionalnych napisała wczoraj, że w Kartuzach wystąpi... Tymon Tymiński.

To wspaniałe! Mogę się tylko z tego cieszyć. Wyszło na jaw, że jestem synem Stana, przyjechałem z Peru. Tata dał mi walizkę z pieniędzmi i powiedział: "Synu, pisz i obrażaj polityków. Wszyscy są skorupowani". Teraz powoli zaczynam się do tej polskiej konwencji przyzwyczajać. Tym bardziej, że dziewczyny są piękne, wódka jest mocna i żarty można robić ze wszystkiego. Wystarczy włączyć telewizję i człowiek płacze ze śmiechu.

Polska scena muzyczna poczuła w tej chwili bardzo dobrą okazję do zarobienia pieniędzy. Chodzi o nagranie piosenek, które będą tematami przedwodnimi kampanii wyborczych. Myślał Pan o tym?

Tak nisko jeszcze nie upadłem, by pracować dla polityków. Kiedyś mój kolega, były menedżer zespołu Dezerter, przedstawił mi propozycję, by moja piosenka była zwiastunem kampanii Mariana Krzaklewskiego. Obraził mnie w ten sposób. Lubię, np. Donalda Tuska, jest moim przyjacielem, ale nawet jemu powiedziałbym "nie", bo uważam, że muzyk nie powinien działać w imię jakiejś politycznej idei, ponieważ to go ogranicza.

Wybory to jednak dobry moment dla promocji Pańskiego zespołu. Sposobność do nagrania czegoś "antypolitycznego"...

Ostatnio graliśmy koncert w Fabryce Trzciny (popularny klub w Warszawie - przyp. WG) i przyszedł Donald Tusk. Wyściskaliśmy się serdecznie, a koledzy z zespołu na to: "Tymon, będziesz ministrem kultury!"... A ja: "Ani mi się śni!". (śmiech)

?Fanów podczas koncertu zainteresowały zapewne tajemnicze ślady na Pańskim czole. Czy to może efekty lektury najnowszej części Harrego Pottera?

Po prostu od tygodnia sam maluje i kleję tapety w domu. Przypadek sprawił, że zwyczajnie się potknąłem i uderzyłem czołem w wizjer w drzwiach. Od tej pory, przynajmniej przez tydzień, będę wyglądał jak wyznawca szatana i bardzo się z tego cieszę.

Najbliższe plany koncertowe? Bardziej w plenerze, podobnie jak w Kartuzach?

To dobrze, że gramy na otwartej przestrzeni, bo mamy kilka przebojowych utworów. Może nie są one biesiadne, ale kilka z nich na pewno zachęca do zabawy. To, że w lipcu zagraliśmy 8-9 koncertów w plenerze, poczytuje sobie za duży sukces i rozwój zespołu. Nieustanne granie w klubach jest ograniczające. Trzeba umieć rozbawić każdego i zagrać nawet dla dzieci. Jeśli jesteśmy w stanie zmieniać konwencje to znaczy, że muzyka sama się broni. Chcielibyśmy również zaistnieć w radiu, ale jakoś nas nie chcą. Nadal zamierzamy nagrywać dla Sony BMG, bo tam się przenieśliśmy. Uważam, że przez dużą wytwórnię można promować się równie skutecznie.

Rozmawiał:

Waldemar Gojtowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości