Reklama

Niecodzienne urodziny

11/02/2004 09:43
Gdy dwa lata temu obchodziła swoje 98 urodziny, ktoś z najbliższej rodziny zaproponował, aby tę rocznicę uczcić w jakiś szczególny sposób - ot chociażby ugościć przedstawicieli władz miasta i wspólnie świętować. Pani Marianna Markowska owszem, propozycję wysłuchała, ale przekonywała swoich najbliższych, że bardziej stosowną okazją będą jej ... setne urodziny! Cóż trzeba było decyzję uszanować, ale nie wszyscy z najbliższej rodziny byli pewni, czy dożyje tych stu lat.

- Intuicja ją nie zawiodła i jak widać mama swoje sto lat wspólnie z nami świętuje w niezłej kondycji, bo do wszystkich się uśmiecha, pilnie słucha, co kto do niej mówi. Cieszymy się z tego niecodziennego jubileuszu a jednocześnie, co nie ukrywam, jesteśmy dumni ze swojej mamy - powiedziała nam Urszula Gawin córka Jubilatki.

Na te niecodzienne urodziny
Zacną Jubilatkę w jej domu przy ul. Sambora 27 odwiedzili bliscy, a także: włodarz naszego miasta burmistrz Mieczysław G. Gołuński, prezes zarządu Towarzystwa Miłośników Kartuz Leon Brylowski, kierownik Inspektoratu ZUS w Kartuzach Ryszard Lasota, dyrektor KPWiK Andrzej Kwidziński, a także sąsiedzi i znajomi. Obecni byli również ci najmłodsi z rodu Markowskich – 10 wnuków i 6 prawnuków. Od burmistrza oprócz przepięknie wkomponowanej w specjalne etui laurki z gratulacjami i życzeniami, otrzymała piękny album o naszym papieżu Janie Pawle II, od kierownika ZUS oprócz życzeń dokument o przyznaniu honorowego świadczenia, które centrala ZUS przyznaje wyłącznie osobom kończącym sto lat, od dyrektora KPWiK gratulacje, życzenia, kwiaty i prezencik, zaś od szefa TMK oprócz pięknej wiązanki kwiatów – legitymację członka towarzystwa. Było też wspólnie odśpiewane szampańskie... nie sto lat, bo jakże tak!, lecz dwukrotnie - pieśń z życzeniami, gdzie w treści znalazło się m. in.: “ Żyj nam babciu 150, a nawet 300 lat!” . Piosenkę z takim tekstem śpiewa się bardzo rzadko. Podczas całej uroczystości, która o dziwo! - nie była zbyt męcząca dla pani Marianny, wszystkim udzielił się rodzinny nastrój. Atmosfera była doprawdy miła i wzruszająca.

Miłe i sympatyczne były wygłaszane komentarze. W jednej sprawie wszyscy byli zgodni – Marianna Markowska to duma naszych Kartuz.
Córka jubilatki, pani Urszula Gawin mówi: - Nasza mama była zawsze osobą bardzo skromną, wytrwałą i jak coś zaplanowała to konsekwentnie dążyła do wykonania zadania. Nigdy nie przerażała się życiowymi niepowodzeniami, bo konsekwencja w działaniu była jedną z głównych jej wartości. Miała duży szacunek do pracy i samodzielności, nigdy nie wyciągała ręki żeby coś otrzymać, bo ceniła głównie to, na co sama zapracowała i to, co mogła tą pracą zdobyć. Nie chodziło jej o to, żeby żyć samej w dostatku, ale by było zawsze dobrze w rodzinie, aby stworzyć jej warunki do rozwoju i lepszego życia. Pracowitość, wytrwałość, zapobiegliwość i skromność – to było motto jej życia.

Jej jedyny zięć pan Jan Gawin, mąż Urszuli dodaje: - Wobec siebie była bardzo wymagająca. Nauczyła nas jak żyć w trudnych chwilach. Dla rodziny zrobiłaby wszystko i stąd nasz szacunek dla niej, dodam, ogromny szacunek. Jej wrogiem była bezczynność i w tym miejscu warto przypomnieć, że mniej więcej 10 lat temu wychodziła z domu na targ z kwiatami i niektórymi warzywami z własnego ogródka, ale nie sprzedawała ich dla pieniędzy, ale dla własnej satysfakcji, a co najważniejsze dla niej – była wśród ludzi, których szanowała bez względu na to, kto to był .

Dwa domy
Przed wybuchem II wojny światowej Marianna wraz z mężem Leonem przystąpili do budowy domu przy ul. Sambora, w którym jednak nie od razu zamieszkali, bo wybuchła wojna. Z konieczności zamieszkali w służbowym mieszkaniu w budynku przy dworcu w Żukowie Wschodnim, gdzie Leon był zawiadowcą stacji /poprzednio dyżurnym ruchu, ale nie tylko w Żukowie/. Leon Markowski zmarł w listopadzie 1977r. Marianna zabrała się do budowy drugiego domu przy ul. Cichej, gdzie przez jakiś czas mieszkała rodzina Gawinów, a potem i tak jest do dnia dzisiejszego mieszka w nim rodzina Gerarda. Skoro mowa o dzieciach, to najpierw urodził się Kazimierz /rok 1930/, później Irena, która w wieku 8 lat zmarła na tyfus, potem w roku 1941 na świat przyszła Urszula, a rok później Gerard.
Wspaniałą opiekę nad matką i teściową od wielu lat sprawują synowe: Teresa Markowska, żona Kazimierza, Maria Markowska, żona Gerarda oraz córka Urszula z mężem. Marianna ma wspaniałą opiekę! Wszyscy bardzo o nią dbają, są troskliwi i zawsze na posterunku. Jubilatka z łóżka już nie wstaje, jest wrogiem wszelkich lekarstw i witamin.

Podczas uroczystości zadziwiła mnie jedna rzecz. W pewnym momencie cichutko wyszeptała do ucha burmistrza: “Panie kochany, taką rodzinę życzę wszystkim ludziom. Mam dobre dzieci, synowe, zięcia, wnuki i tych najmniejszych. Daj Panie Boże im zdrowie”.

/dom/
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości