Gdy dwa lata temu obchodziła swoje 98 urodziny, ktoś z najbliższej rodziny zaproponował, aby tę rocznicę uczcić w jakiś szczególny sposób - ot chociażby ugościć przedstawicieli władz miasta i wspólnie świętować. Pani Marianna Markowska owszem, propozycję wysłuchała, ale przekonywała swoich najbliższych, że bardziej stosowną okazją będą jej ... setne urodziny! Cóż trzeba było decyzję uszanować, ale nie wszyscy z najbliższej rodziny byli pewni, czy dożyje tych stu lat.
- Intuicja ją nie zawiodła i jak widać mama swoje sto lat wspólnie z nami świętuje w niezłej kondycji, bo do wszystkich się uśmiecha, pilnie słucha, co kto do niej mówi. Cieszymy się z tego niecodziennego jubileuszu a jednocześnie, co nie ukrywam, jesteśmy dumni ze swojej mamy - powiedziała nam Urszula Gawin córka Jubilatki.
Na te niecodzienne urodziny
Zacną Jubilatkę w jej domu przy ul. Sambora 27 odwiedzili bliscy, a także: włodarz naszego miasta burmistrz Mieczysław G. Gołuński, prezes zarządu Towarzystwa Miłośników Kartuz Leon Brylowski, kierownik Inspektoratu ZUS w Kartuzach Ryszard Lasota, dyrektor KPWiK Andrzej Kwidziński, a także sąsiedzi i znajomi. Obecni byli również ci najmłodsi z rodu Markowskich – 10 wnuków i 6 prawnuków. Od burmistrza oprócz przepięknie wkomponowanej w specjalne etui laurki z gratulacjami i życzeniami, otrzymała piękny album o naszym papieżu Janie Pawle II, od kierownika ZUS oprócz życzeń dokument o przyznaniu honorowego świadczenia, które centrala ZUS przyznaje wyłącznie osobom kończącym sto lat, od dyrektora KPWiK gratulacje, życzenia, kwiaty i prezencik, zaś od szefa TMK oprócz pięknej wiązanki kwiatów – legitymację członka towarzystwa. Było też wspólnie odśpiewane szampańskie... nie sto lat, bo jakże tak!, lecz dwukrotnie - pieśń z życzeniami, gdzie w treści znalazło się m. in.: “ Żyj nam babciu 150, a nawet 300 lat!” . Piosenkę z takim tekstem śpiewa się bardzo rzadko. Podczas całej uroczystości, która o dziwo! - nie była zbyt męcząca dla pani Marianny, wszystkim udzielił się rodzinny nastrój. Atmosfera była doprawdy miła i wzruszająca.
Miłe i sympatyczne były wygłaszane komentarze. W jednej sprawie wszyscy byli zgodni – Marianna Markowska to duma naszych Kartuz.
Córka jubilatki, pani Urszula Gawin mówi: - Nasza mama była zawsze osobą bardzo skromną, wytrwałą i jak coś zaplanowała to konsekwentnie dążyła do wykonania zadania. Nigdy nie przerażała się życiowymi niepowodzeniami, bo konsekwencja w działaniu była jedną z głównych jej wartości. Miała duży szacunek do pracy i samodzielności, nigdy nie wyciągała ręki żeby coś otrzymać, bo ceniła głównie to, na co sama zapracowała i to, co mogła tą pracą zdobyć. Nie chodziło jej o to, żeby żyć samej w dostatku, ale by było zawsze dobrze w rodzinie, aby stworzyć jej warunki do rozwoju i lepszego życia. Pracowitość, wytrwałość, zapobiegliwość i skromność – to było motto jej życia.
Jej jedyny zięć pan Jan Gawin, mąż Urszuli dodaje: - Wobec siebie była bardzo wymagająca. Nauczyła nas jak żyć w trudnych chwilach. Dla rodziny zrobiłaby wszystko i stąd nasz szacunek dla niej, dodam, ogromny szacunek. Jej wrogiem była bezczynność i w tym miejscu warto przypomnieć, że mniej więcej 10 lat temu wychodziła z domu na targ z kwiatami i niektórymi warzywami z własnego ogródka, ale nie sprzedawała ich dla pieniędzy, ale dla własnej satysfakcji, a co najważniejsze dla niej – była wśród ludzi, których szanowała bez względu na to, kto to był .
Dwa domy
Przed wybuchem II wojny światowej Marianna wraz z mężem Leonem przystąpili do budowy domu przy ul. Sambora, w którym jednak nie od razu zamieszkali, bo wybuchła wojna. Z konieczności zamieszkali w służbowym mieszkaniu w budynku przy dworcu w Żukowie Wschodnim, gdzie Leon był zawiadowcą stacji /poprzednio dyżurnym ruchu, ale nie tylko w Żukowie/. Leon Markowski zmarł w listopadzie 1977r. Marianna zabrała się do budowy drugiego domu przy ul. Cichej, gdzie przez jakiś czas mieszkała rodzina Gawinów, a potem i tak jest do dnia dzisiejszego mieszka w nim rodzina Gerarda. Skoro mowa o dzieciach, to najpierw urodził się Kazimierz /rok 1930/, później Irena, która w wieku 8 lat zmarła na tyfus, potem w roku 1941 na świat przyszła Urszula, a rok później Gerard.
Wspaniałą opiekę nad matką i teściową od wielu lat sprawują synowe: Teresa Markowska, żona Kazimierza, Maria Markowska, żona Gerarda oraz córka Urszula z mężem. Marianna ma wspaniałą opiekę! Wszyscy bardzo o nią dbają, są troskliwi i zawsze na posterunku. Jubilatka z łóżka już nie wstaje, jest wrogiem wszelkich lekarstw i witamin.
Podczas uroczystości zadziwiła mnie jedna rzecz. W pewnym momencie cichutko wyszeptała do ucha burmistrza: “Panie kochany, taką rodzinę życzę wszystkim ludziom. Mam dobre dzieci, synowe, zięcia, wnuki i tych najmniejszych. Daj Panie Boże im zdrowie”.
/dom/
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze