Reklama

O. Marek Walkusz z Hopowa o misji w Gwinei

Jest synem znanych twórców kaszubskich Krystyny i Jerzego Walkuszów z Hopowa. Od wielu lat ewangelizuje Czarny Ląd. Mowa o o. Marku Walkuszu, który od pięciu lat jest na misjach w Gwinei. Podczas swoich wojaży do jego parafii trafił youtuber prowadzący kanał "Jak to daleko". Zobaczcie, co zarejestrował podczas spotkania z kaszubskim misjonarzem.

Ojciec Marek Walkusz pochodzi z Hopowo. Jego rodzice to Jerzy i Krystyna Walkuszowie. Po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego w Kartuzach w 1985 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego Zgromadzenia Ducha Świętego w Bydgoszczy. Święcenia prezbitariatu otrzymał 13 czerwca 1992 roku w Bydgoszczy. Po święceniach przez dwa lata pracował w parafii pw. św. Józefa w Puszczykowie, głównie jako kapelan szpitala i katecheta.

W latach 1994-2000 oraz 2001-2004 pełnił funkcję mistrza nowicjatu w Prowincji Polskiej Zgromadzenia. Przez rok, w latach 2000-2001 przebywał w Paryżu na kursie języka francuskiego oraz by zgłębić życie i duchowość Założycieli Zgromadzenia. Od 2005 roku przez cztery lata przebywał na misjach w Senegalu. W 2009-2017 był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Zgromadzenia Ducha Świętego w Bydgoszczy.

Reklama

W styczniu 2018 roku wyruszył na swoją nową placówkę misyjną do dalekiej Gwinei Konakry w Afryce, gdzie posługę pełni do dziś. W ostatnich dniach na jego placówkę przez przypadek dotarł polski youtuber prowadzący kanał "Jak to daleko".

- Moja wizyta w mieście Boffa została wymuszona przez rozładowane baterie do kamery. Bez energii moja wędrówka traci sens. Zostałem i okazało się, że dzięki temu, poznałem krajana z Kaszub. Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłem na widok Ojca Marka - przyznaje youtuber. 

Reklama

Oto jego reportaż o misji ojca Marka z Hopowa. 

- Pochodzę z Kaszub, z prawdziwego kaszubskiego domu jeszcze spod strzechą. Moi rodzice już nie żyją. Mój tata założył zespół muzyczny i wykonywał instrumenty ludowe. Na działce, którą rodzice dla mnie przeznaczyli, powstała piękna kapliczka - golgota. W Gwinei na misjach jestem od pięciu lat. Przed Gwineą był Senegal. Po tej misji jeszcze przez dziewięć lat byłem w Polsce i ponownie udało mi się przybyć do Afryki na te kolejna lata. Jak długo tu będę? Tego nie wiem - opowiada o. Marek. 

Reklama
Marek WalkuszMarek Walkusz

- Jak to misjach bywa praca duszpasterska jest sercem działań, ale na ogół misjonarze pracują także przy innych dziełach. W naszym przypadku jest Sanktuarium Narodowe i jednocześnie internat, który zamieszkują chłopacy ze szkoły podstawowej. W tym roku około 70 chłopców. Łącznie w szkole uczy się około 600 dzieci - dodaje. 

W reportażu o. Marek pokazuje szkołę, w której uczą się dzieci z Gwinei. 

- Zazwyczaj co roku około 20/30 proc. uczniów zdają egzaminy. W ubiegłym roku z uwagi na zmianę władzy system oświaty jest bardzo mierny. Wojskowi swą obecnością na egzaminach doprowadzili do tego, że te wyniki były jeszcze gorsze. W naszym powiecie w przypadku szkół gimnazjalnych na tysiąc uczniów jedynie ośmiu zdało egzaminy. Ci, którzy nie zdali, muszą powtórzyć rok - podkreśla o. Marek. 

Reklama

Jak dodaje, to właśnie w Gwinei polscy misjonarze zapoczątkowali pierwsze szkoły. 

- To właśnie w pierwszych rocznikach tej szkoły w Boffa znajdowały się osoby, które potem zajęły bardzo ważne stanowiska w rządzie kraju - akcentuje o. Marek. 

Cały reportaż można obejrzeć na kanale YouTube:

Czy polskie misje w Afryce są potrzebne?

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości