Reklama

Opowieść o wędrującym nauczycielu - Stanisław Klimowicz od 35 lat na turystycznych szlakach z młodzieżą

"Świat takich nauczycieli chwalił i chwali, którzy ucząc chodzili, a chodząc nauczali" - to maksyma, którą w swojej pracy kieruje się Stanisław Klimowicz. Nauczyciel geografii z Chmielna od ponad trzech dekad rozwija w młodzieży pasję do wspólnego wędrowania. Wraz z uczniami spędził na wyprawach krótszych i dłuższych ponad 1000 dni, pokonali wspólnie 6.400 km...

Listą przedsięwzięć realizowanych przez Stanisława Klimowicza, jego dokonań, nagród i odznaczeń spokojnie można by obdzielić przynajmniej trzy życiorysy. To nie tylko nauczyciel geografii w wiejskiej szkole, ale też prawdziwy pasjonat ziemi kaszubskiej i jej wielki promotor, autor licznych folderów i publikacji jej poświęconych. Urodził się na Podlasiu, Kaszuby bliżej poznał dopiero na studiach, jednak z miejsca zakochał się w tym regionie. To tutaj, po uzyskaniu dyplomu na Uniwersytecie Gdańskim, skierował swe kroki, osiedlił się na stałe i zbudował swoje życie.

- Podczas studiów bardzo często przyjeżdżaliśmy na Kaszuby. Mieliśmy na tym terenie mnóstwo praktyk m.in. z meteorologii, gleboznawstwa, geografii fizycznej. Wtedy właśnie zobaczyłem, jaki ten region jest piękny. Na Podlasiu jest płasko, nie ma jezior, pagórków. Zakochałem się w Kaszubach. Tak naprawdę. Moim największym marzeniem po studiach było dostać gdzieś tutaj pracę. Wschodnie ziemie Polski, skąd pochodzę, była to wówczas bardzo uboga kraina. Dziś powoli się to zmienia, ale wtedy po zdobyciu dyplomu, nie miałem tam do czego wracać - opowiada geograf.

Pierwsze kroki na początku nauczycielskiej kariery stawiał w Wejherowie. Brakowało tam geografów i szukali nowych pedagogów wśród studentów starszych roczników.

- Na czwartym roku miałem już mniej zajęć, więc postanowiłem zgłosić się do pracy. To w okolicach Wejherowa rozpoczynałem pierwsze wędrówki z młodzieżą i stawiałem pierwsze kroki w turystyce krajoznawczej - mówi Stanisław Klimowicz.

Gdy po studiach zakończył obowiązkową służbę wojskową, spakował plecak, mapę i przyjechał do Kartuz.

- Po przyjeździe udałem się do wydziału oświaty i zapytałem, gdzie mogę znaleźć pracę. W Kartuzach nic dla mnie nie mieli, ale skierowano mnie do Chmielna. Wsiadłem w autobus i ruszyłem tam. Pamiętam, że gdy zjeżdżaliśmy z łapalickiej góry pomyślałem: "Boże, jak tu pięknie! Zrobiłbym wszystko, by dostać tu pracę". Okazało się, że praca w Chmielnie była - opowiada.

- Nie miałem mieszkania ani miejsca, w którym mógłbym się zatrzymać, ale stwierdziłem, że choćby mi miało na głowę padać, zostanę. Przyjąłem propozycję i codziennie dziękowałem Bogu, że mogę tu zostać i mam pracę. Gdy w przydzielonym mi pokoju kapało na głowę, podstawiałem miskę i jakoś się żyło - opowiada.

Na turystyczne szlaki z młodzieżą

Pracę w chmieleńskiej szkole pan Stanisław rozpoczął 1 września 1983 roku. Osiem dni później zaprosił na spotkanie uczniów zainteresowanych założeniem koła turystyczno-krajoznawczego. 17 września grupa z geografem na czele ruszyła na pierwszy rajd. Z Chmielna przez Kosy dotarli do Kartuz.

- Człowiek był wtedy młody, pełen zapału. Bardzo chciałem coś robić, działać. Jako geografowi i krajoznawcy, którym się czuję, zależało mi na tym, by pokazać dzieciom okolicę. Kierowałem się pierwszą zasadą krajoznawstwa, która mówi, że poznawanie należy rozpoczynać od tego, co bliższe, dążąc do tego, co dalsze. Od tego, co znane do tego, co nieznane. Starałem się pokazać moim uczniom najpierw to, co najpiękniejsze w okolicy Chmielna, następnie na Kaszubach, a później w pozostałych zakątkach Polski - opowiada nauczyciel.

- Lata dość szybko mijały, chodzenia było mnóstwo. Praktycznie co drugą sobotę ruszaliśmy na rajdy i wędrówki. Chętnych również nie brakowało. Wówczas do wędrowania nie trzeba było nikogo namawiać - dodał.

Z czasem wędrowcy zapuszczali się coraz dalej. Podczas wakacji odbywały się obozy wędrowne.

- Te obozy były bardzo ciekawe i było na nie mnóstwo chętnych. Wyjeżdżało się na dwa tygodnie, zostawiało się mamę, tatę, dom i się wędrowało. Dzieci uczyły się gospodarności, samodzielności, przygotowywały śniadania, ścieliły łóżka.Nie było problemu. Dziś kiedy biorę dzieciaki na wyjazd, pierwsze od czego zaczynam, to nauka przygotowania posłania. Czasy się zmieniły - opowiadał pan Klimowicz.

Przygody w liczbach

Dziś Szkolne Koło Krajoznawczo-Turystyczne liczy już 35 lat. Nauczyciel z pedantyczną dokładnością notuje wszystko, spisuje, liczy, zbiera zdjęcia. Obliczył, że wraz z młodzieżą odbył ponad 430 wypraw. Spędził na nich łącznie 1000 dni, czyli dwa lata i dziewięć miesięcy. Na liczniku ma już przemierzonych wspólnie 6.400 km. W wyprawach organizowanych przez chmieleńskiego geografa przez ten czas uczestniczyło łącznie 4.400 uczniów. Największa liczba uczestników jednego rajdu to 53 osoby podczas wędrówki na Lampę i Sznurki. Najczęściej odwiedzanym przez grupy prowadzone przez pana Klimowicza miejscem na przestrzeni tych lat był Rzym koło Kożyczkowa. Wanożnicy doszli tam aż pięćdziesiąt razy. Zdaniem nauczyciela, Rzym jest najpiękniejszą miejscowością w gminie. Najdłuższy dystans pokonany podczas rajdu pieszo to 43 km wokół jeziora Żarnowieckiego. Najbardziej odległe miejsce od Chmielna, do którego zawitali Wanożnicy to Ustrzyki Dolne w Bieszczadach. Najwyższy zdobyty punkt nad poziomem morza to liczący 2012 m n.p.m. Beskid w Tatrach.

Przez 35 lat chmieleński nauczyciel zorganizował 130 wypraw jednodniowych, 40 wycieczek dwudniowych, 11 wielodniowych, 32 obozy wędrowne letnie i 67 wypraw rowerowych. Prócz tego było mnóstwo kuligów, rajdów z pochodniami, zlotów turystycznych, zawodów na orientację czy turniejów PTTK.

Po kartki na cukier

Wyjazdy, zwłaszcza te dłuższe obfitowały w przygody, chwile radosne i wesołe, które wspomina się do dziś. Pan Klimowicz pamięta każdy moment.

- Rolą nauczyciela geografii, krajoznawcy jest pokazywanie dzieciom świata. I to starałem się robić podczas naszych wypraw i tych bliższych i tych dalszych. Zależało mi na tym, by na wyjazdach dzieci czuły się dobrze, były odpowiednio zaopiekowane i nakarmione. Oto to ostatnie na pierwszych wyjazdach wcale nie było tak łatwo zadbać, bo wtedy żywność jeszcze była na kartki. Wędrowanie było dużo trudniejsze. I o ile na Kaszubach brak niektórych produktów nie był tak odczuwalny, o tyle inaczej było w innych regionach Polski. Podczas wyprawy w Bieszczady musieliśmy się zgłosić do miejscowego urzędu. Przez wiele godzin staliśmy się w kolejce po kartki. To był cały rytuał. Jednym z najradośniejszych momentów podczas naszych podróży było zdobycie kartek z przydziałem kiełbasy na 1,6 kg i cukru na 2,5 kg w Lesku w 1984 roku. Takie chwile z uśmiechem wspomina się do dziś - opowiada geograf.

Na liście podsumowującej najważniejsze momenty i najciekawsze przygody SKKT znalazły się również największe rozczarowania. Tym mianem określono widok ze szczytu Łysicy w Górach Świętokrzyskich.

- Wówczas wchodziłem na ten szczyt po raz pierwszy, tak jak młodzież. Pytano mnie wtedy czy będzie wysoko, czy będą w stanie dotrzeć. Spodziewałem się, że stopień trudności będzie większy, że się namęczymy, a potem zachwycimy widokiem. Tymczasem okazało się, że nawet Wieżyca ma trudniejsze podejście niż Łysica. Sam szczyt minęliśmy nie zauważając go. Powiedział nam o tym mijany turysta - opowiada nauczyciel.

Były też chwile grozy - na jednym z obozów w 1987 roku chmieleńskiego nauczyciela zatrzymano za nielegalne przekroczenie granicy.

- Podczas jednej z wypraw chciałem dzieciom dać coś zimnego do picia. Niestety znajdowało się ono po czeskiej stronie granicy, więc wziąłem grupkę odważnych i poszedłem, wiedząc, że może być różnie. Po powrocie zostałem zatrzymany na masywie Śnieżnika. Zabrano mnie i zamknięto na całą noc w Międzygórzu. Dzieciaki zostały pod opieką koleżanki, która prowadziła równoległy obóz, więc nie musiałem się o nie martwić. Poddany zostałem drobiazgowej kontroli, przesłuchaniu. Człowiek się trochę bał, ale wszystko szczęśliwie się skończyło. Otrzymałem upomnienie - opowiada nauczyciel.

- Przygody, jakie przeżyliśmy można długo wymieniać. Niektóre wiązały się z tym, że trzeba było ratować zdrowie, bo zdarzało się, że dziecko ukosiła żmija czy pszczoła i musieliśmy wzywać pomoc śmigłowcem. Mając pod opieką trzydzieści osób trzeba było mieć oczy dookoła głowy. Siłą rzeczy przy takich grupach, sporadycznie zdarzały się sytuacje, jak ta ze śmigłowcem. Dziś jednak wszystko wspomina się z uśmiechem i ogromnym sentymentem - dodał.

Chmieleński krajoznawca pokazał swoim uczniom wszystkie najważniejsze miejsca w różnych zakątkach Polski, głównie góry, bo te uważa za najpiękniejsze, od Bieszczad, poprzez Beskidy, Tatry, aż po Sudety.

- Myślę, że udało mi się pokazać dzieciom to, co w Polsce najpiękniejsze. Myślę, że mam powody do dumy. Te wspólne obozy zostały w sercach i duszach dzieci, które ze mną wędrowały - podkreślił.

Schronisko młodzieżowe

Pan Klimowicz podczas obozów wędrownych na przestrzeni tych wszystkich lat poznał niemal każde schronisko na południu Polski. Sam również przez ponad dekadę prowadził taki obiekt w Chmielnie. W budynku starej szkoły, obecnej siedzibie GOPS, działało Szkolne Schronisko Młodzieżowego "Chëcz dlô Wanogów". Geograf prowadził je przez 11 lat. Dzięki niemu obiekt w turystycznym światki słynął z prawdziwie kaszubskiej gościnności. Było to miejsce, które dawało możliwość spotkań z kaszubską kulturą i folklorem.

- Bardzo mi zależało, by prowadzić to schronisko i by działało ono jak najlepiej. Kontynuowałem dzieło pana Darsznika, który kierował nim od lat sześćdziesiątych. Miałem ogromną satysfakcję z tego, że schronisko było znane i cenione przez turystów. Słynęło z porządku i czystości. Zbudowałem tam też miejsce na grilla, a obok z młodzieżą otworzyliśmy izbę regionalną, w której zgromadziliśmy eksponaty zebrane od kaszubskich gospodarzy - powiedział nauczyciel.

Ocalić od zapomnienia

Stanisław Klimowicz zaangażował się także w zachowanie kaszubskiej historii, kultury i tożsamości. To dzięki niemu w Chmielnie powstało Muzeum Ceramiki Kaszubskiej Neclów. W 1993 roku zebrał wraz z młodzieżą ponad 300 eksponatów ceramiki neclowskiej. Uratował je przed zniszczeniem i zapomnieniem, a jednocześnie pomógł podtrzymać rodzinną tradycję zachęcając Karola Elas-Necla do pobierania nauk u swojego wuja. W 1995 roku stworzył projekt "Nie świeci garnki lepią…" w jego ramach Ryszard Necel poprowadził naukę garncarstwa dla osób pragnących nauczyć się tego zawodu. Wówczas naukę niezbędną do kultywowania tradycji i sztuki garncarskiej zdobył wspomniany siostrzeniec śp. Ryszarda - Karol.

- Na pracę społeczną na rzecz powstania tego muzeum poświęciłem łącznie dziesięć lat swojego życia. Gdy wszystko zaczęło już prężnie działać pozostawiłem muzeum w rękach rodziny Neclów - opowiada pan Klimowicz.

Pan Stanisław założył również Izbę Regionalną "Kaszubska Chëcz". Znalazło się w niej ponad 500 eksponatów kultury materialnej i duchowej Kaszubów z okolic Chmielna, które zbierał wspólnie z młodzieżą. Przez dekadę izbę odwiedzały rzesze turystów wypoczywających w Chmielnie i na Kaszubach.

Promocja turystyki

Geograf zaangażował się nie tylko w pracę z młodzieżą, ale również w promocję Chmielna i rozwój turystyki w gminie. Na początku lat 90. w ramach współpracy polsko-niemieckiej realizowano tam projekt rozwijający agroturystykę. W 1993 roku w Chmielnie powstało Stowarzyszenie Ruchu Turystycznego. Na jego czele stanął Stanisław Klimowicz.

- Przez kolejnych dziesięć lat zajmowaliśmy się promocją Chmielna, wydawaliśmy przewodniki, foldery, jeździliśmy na targi. Wszystko to robiliśmy wspólnie jako kwaterodawcy, ja tylko te działania koordynowałem. Cała nasza praca miała wówczas głęboki sens i dawało efekty. Wówczas nie było Internetu i trzeba było w inny sposób dotrzeć do ludzi. Z czasem jednak w pewnych kręgach uznano, że takie stowarzyszenie niekoniecznie musi istnieć i musieliśmy je rozwiązać. Wówczas ze znajomymi założyliśmy Kaszubską Fundację "Nasza Chëcz", która działa już 17 lat i dalej służy promocji Chmielna, choć realizujemy również inne projekty - opowiada nauczyciel.

Stanisław Klimowicz jest również autorem licznych przewodników i folderów turystycznych. W 1991 roku wydał publikację pt. "Gmina Chmielno zaprasza", a sześć lat później spisał historię ceramiki Neclów pt. "Chmieleńska Dynastia, czyli 100 lat ceramiki Neclów w Chmielnie. W 1998 roku powstał przewodnik "Całe Kaszuby w jednej miejscowości, czyli przewodnik po Chmielnie i Szwajcarii Kaszubskiej". Jest on kompendium wiedzy dla turystów wypoczywających w Chmielnie i nie tylko. Nauczyciele i uczniowie wykorzystują go w zajęciach z edukacji regionalnej. W dorobku jego publikacji są również "Gmina Chmielno wita" , "Ścieżka przyrodniczo-krajoznawcza wokół jeziora Kłodno" "Hej tu u nas na Kaszubach- przewodnik po Chmielnie i Szwajcarii Kaszubskiej" i "Z młodzieżą na turystycznych szlakach czyli historia wędrówek SKKT".

Lista przedsięwzięć, które realizował i inicjował nauczyciel z Chmielna jest bardzo długa. Z pośród wszystkich warto wymienić Mistrzostw Polski w Zażywaniu Tabaki, które odbywają się w Chmielnie od roku 2003, projekty "Hej tu u nas na Kaszubach" , w ramach którego przygotowywał młodzież do przewodnictwa po Szwajcarii Kaszubskiej, a także "Kaszubska Wieś Ekologiczna", którego celem było zwalczanie bezrobocia wśród mieszkańców wsi poprzez wypromowanie wyrobów z siana jako nowego lokalnego produktu turystycznego. Zrealizował też całe mnóstwo przedsięwzięć dla młodzieży. Wraz z nią wielokrotnie wygrywał ogólnopolskie konkursy.

Za swoją pracę Stanisław Klimowicz został uhonorowany m.in. medalem Komisji Edukacji Narodowej za pracę z dziećmi i młodzieżą , przede wszystkim na rzecz ich edukacji regionalnej, Medalem Srebrnym Za długoletnią Służbę, tytułem i medalem "Nauczyciel Kraju Ojczystego", odznaką honorową "Zasłużony dla Rolnictwa" nadaną przez Ministra Rolnictwa oraz nagrodą , która najbardziej ceni - "Skrą Ormuzdową". W ubiegłym roku został laureatem konkursu Nauczyciel Pomorza.

Chmieleński społecznik obecnie pełni też funkcję radnego powiatu kartuskiego - przewodniczy w niej komisji edukacji, jest również prezesem Lokalnej Grupy Rybackiej KASZUBY.

- Jakie mam plany na przyszłość? Chciałbym jak najdłużej działać na rzecz społeczeństwa i dzieci, kontynuować edukację ekologiczną i realizować kolejne ciekawe projekty. W siedzibie LGR zaczynamy tworzyć prawdziwe centrum edukacji ekologicznej ze szczególnym naciskiem na ochronę naszych jezior. Po 38 latach bycia nauczycielem marzę o tym, by teraz chwilkę odpocząć, wrócić w miejsca, w których byłem z moimi uczniami, ale teraz już na spokojnie - podkreślił krajoznawca na zakończenie rozmowy.

Magdalena Damps-Zdrojewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Uczennica. - niezalogowany 2018-06-29 22:42:12

    Mnie nie zabrał na rajd,chociaż bardzo mi na tym zależało.Poczułam się gorsza od innych.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Uczeń - niezalogowany 2018-06-29 16:48:03

    Wędrówki? Uczył mnie kilka lat o ile tak mogę o tym powiedzieć. Na lekcja jedyne co robił to rozmawiał sobie z uczniami których bardziej lubi lub zna ich rodziców. Robiliśmy albo krzyżówki albo kolorowalismy drzewa w zeszycie. Jeśli to jest tak do cery nauczyciel jak o nim mówią to miałem zajęcia z inna osoba. A co do wędrówek to zabierał tylko tych ulubionych, a było to bardzo rzadko gdyż ani sam nauczyciel ani uczniowie nie byli zainteresowani tym Aby chodzić dwie wioski dalej.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Uczeń - niezalogowany 2018-06-29 12:54:57

    Wspaniały człowiek, pasjonat ! Do dziś z uśmiechem wspominam wyjazdy na obozy, wędrówki i zimowe rajdy z pochodniami:-)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości