Reklama

Pasja z przypadku...

Radość z jazdy - mówi slogan reklamowy BMW. Radość z renowacji - mówi Jarosław Czapiewski, który już od 20 lat odnawia zdezelowane i nadgryzione zębem czasu konstrukcje niemieckiego producenta. Po miesiącach mozolnej pracy mogłoby się wydawać, że każdy jednoślad wychodzący spod jego rąk dopiero co opuścił jedną z monachijskich fabryk.

Kiedy jechałem do Stężycy, gdzie mieszka ten entuzjasta motocykli z lat 20 i 30 ubiegłego wieku, pomyślałem, że to pewnie kolejny kolekcjoner starej motoryzacji. Kolejny, bo to zajęcie w ostatnim czasie bardzo popularne, szczególnie w przypadku tych, którzy nie wiedzą, co robić z nadmiarem gotówki.

Jednak kiedy ktoś mówi mi, że ma kilkanaście motorów, cudów myśli technicznej z czasów międzywojnia, nie mogłem sobie odpuścić. Taka kolekcja! Do tego nie trzeba jechać do Monachium!

Na miejscu okazało się, że nie jest to kolejny skansen starych motorów, ale normalny dom z dużym garażem, w którym od przekroczenia progu można było poczuć jakąś magiczną, twórczą atmosferę. Jak się okazało, Jarosław Czapiewski, sam rekonstruuje swoje motocykle.

W jego kolekcji znajdziemy kilkanaście zabytkowych motorów pochodzących ze stajni BMW. Są też maszyny pochodzące z nieistniejących już niemieckich zakładów NSU.

To bez wątpienia nie jest żaden motoskansen. Wszystkie motocykle są na chodzie, choć na co dzień stoją na specjalnie przygotowanym drewnianym podeście w niewielkim pomieszczeniu obok garażu.

Wszystko zaczyna się od znalezienia starego - często niekompletnego - egzemplarza, który ściąga się z drugiego krańca Polski czy Europy. Wtedy zaczyna się żmudny proces odbudowy motocykla.

Poznaję kolejne modele. Zaczynamy od najstarszego. Dowiaduję się, jakie są cechy szczególne każdego motocykla, włączając w to wiedzę z zakresu mechaniki. Lśniące maszyny z duszą, naprawdę robią wrażenie. Myślę, że niejeden właściciel Harleya-Davidsona nie pogardziłby jazdą na tych cudach techniki z 1922 czy 1926 roku.

- Model - R-52 - pochodzi z 1928 roku. Z fabryki wyjechało niecałe pięć tysięcy sztuk, więc można sobie wyobrazić, jak karkołomnym zadaniem jest znalezienie do niego części. Od pierwszej do ostatniej części kompletowałem go przez równe dziesięć lat - opowiada Jarosław Czapiewski.

Dzisiaj takim zapaleńcom pomaga świat internetu, choć nikt nie ukrywa, że przed kilkoma laty wyglądało to dużo lepiej. Niektórzy myślą, że na jednej zardzewiałej części z logo BMW zdobędą fortunę.

- Ludzie znajdują coś w piwnicy czy stodole. Nawet do końca nie wiedzą co, ale ktoś oglądał program w telewizji, ktoś inny przeczytał coś w Internecie. Myślą, że się wzbogacą, więc wrzucają to na aukcję. Kiedy wiem co to za część, piszę czasem do nich i uświadamiam, że to wcale nie od BMW, albo że nie jest warte takich pieniędzy. O cenach na aukcji lepiej nie wspominać. Takie "jedyne na Allegro" części czekają na nowego nabywcę po kilka lat.

Dlatego trzeba radzić sobie inaczej. Przez 20 lat pan Jarosław stworzył bogatą sieć kontaktów, również dzięki wirtualnej sieci. Tą drogą wymieniają się potrzebnymi częściami. Raz znajdzie się coś w garażu kolegi, innym razem w garażu pana Jarosława. To środowisko, w którym wszyscy się znają i wiedzą czego i gdzie szukać. Oczywiście czasem na potrzebną część czeka się latami, ale taki jest urok tego hobby.

- Mam kontakty w całej Europie. Spotykamy się w miarę możliwości czasowych i wymieniamy się naszą wiedzą, literaturą i częściami. Bez katalogów i instrukcji obsługi z tamtych lat ciężko byłoby odbudować taki motocykl.

W tej wymianie udział bierze również rodzina. Co roku pan Jarosław zabiera swoją żonę i dzieci na zlot, na który przyjeżdżają ludzie z całej Europy. Jednak niełatwo pogodzić pracę i tak bardzo czasochłonną pasję z życiem rodzinnym. Dwie córki i syn - to przecież zobowiązuje.

- Dlatego najczęściej idę do warsztatu po godzinie 21, kiedy dzieci idą spać. Przeważnie zimową porą, wtedy wieczory są dłuższe i mam mniej pracy. A poza tym, to córki palą się do pomocy. Starsza - 12-letnia - przychodzi mi pomagać, wtedy młodsza leci za nią i krzyczy, że ona też chce pomóc. Syn też pomaga, ale muszę przyznać, że dziewczyny mają większe zacięcie.

A werwa pana Jarosława jest ogromna. W 1998 roku odwiedza z kolegą największe muzeum pojazdów spod znaku niebiesko-białej szachownicy w Monachium. Okazuje się, że jego domowe muzeum nie ma się czego wstydzić.

- Domyślam się, że to muzeum jest tam praktycznie od zawsze. Wiadomo, wojna pewnie trochę im przeszkodziła, ale powinni mieć tam prawie wszystko. Jeśli chodzi o motocykle z okresu przedwojennego, to gdybym połączył moje zbiory ze zbiorami kolegi, mielibyśmy bogatszą kolekcję niż to muzeum (śmiech).

Składanie motocykli w stężyckim garażu niewiele różni się od tego z bawarskich hal montażowych z okresu międzywojennego. Pan Jarosław zadbał nawet o specjalny stół do montażu, który jest repliką takiego samego, na którym montowano motocykle w fabryce.

- Każdy silnik składam od pięciu do siedmiu razy. Spasowanie to najtrudniejsza część tej roboty. Często trzeba coś dorabiać, na przykład tulejki. Podobnie z narzędziami. W książkach pokazane są różnego typu ściągacze, których po prostu nie da się nigdzie kupić. Trzeba je zrobić w warsztacie.

W garażu zawieszony jest już kolejny model. Tym razem R-12. W tej chwili na etapie pasowania. Później malowanie i jeśli wszystko pójdzie dobrze, to wiosną przyszłego roku będzie gotowy.

Przygoda pana Jarosława zaczęła się w 1992 roku od modelu R-35. Wtedy właściciel czeskiej Jawy 350 z pasją już na zawsze przesiadł się na BMW.

- Wysiadając z autobusu w Kościerzynie spotkałem kolegę, który zagadnął do mnie, czy nie chcę kupić starego motoru. Pamiętam, że wtedy go wyśmiałem: przestań ze starymi gratami. Spotkaliśmy się ponownie kilka godzin później i coś mnie tknęło. Zapytałem go, co to za motor. Gdyby powiedział Junak, WSK, to pewnie nic by z tego nie było. Tak kupiłem moje pierwsze, przedwojenne BMW. Wydałem wszystkie pieniądze, jakie zaoszczędziłem po zakończeniu technikum. To było wszystko, co miałem. Taki był początek. Czysty przypadek.

FP
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    wzorzysty - niezalogowany 2012-07-21 14:18:47

    " nie mają co robić z pieniędzmi.." Zbędny, prywatny komentarz opinujący w negatywny sposób pozostałą grupę osób oddających się pasji renowacji , która to nie trwoni pieniądzy lecz inwestuje. Oldtimery to pasja i gwarantowana lokata pieniędzy...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    King Of Snake - niezalogowany 2012-07-26 14:30:14

    Jak dobrze, że w tym pokręconym świecie pędzącemu ku lansowi na ścigach w T-shirtach i klapkach są ludzie dla których motocykl to coś więcej niż 200km/h na prostej. Chyba widziałem bohatera artykułu na maszynie z fotki nr 10 - będę musiał Go odszukać, bo z chęcią posłuchałbym opowieści...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości