Reklama

Pieczenie chleba już idzie w niepamięć?

27/05/2007 22:12
Budząc się rano czuliśmy jego zapach - świeży, cieplutki i jakże pobudzający. Aby dorwać się do niego, jeszcze gorącego, potrafiliśmy wstać o świcie i na boso mknąć po pajdę pyszności, jaką był chleb. Nie ten z pospolitej piekarni, ale ten babciny, swojski, prosto z glinianego pieca.

Czy są jeszcze domy, gdzie od samego rana słychać krzątaninę mamy lub babci, które z mozołem wygniatają ciasto chlebowe tak, by wyrósł z niego wielki i złocisty bochen? Już, niestety, coraz rzadziej. Nie mniej jednak, są jeszcze ludzie, którzy nie zaniechali tradycji, która utrzymuje się w ich rodzinach jeszcze z dziada pradziada.

- Pieczenie chleba nie jest takie proste, jakby się wydawało, a poza tym pieczywo jest już przecież w każdym sklepie. Mimo to, mniej więcej raz w tygodniu, wstaję rano około czwartej, by już przygotowane ciasto włożyć do rozgrzanego pieca - mówi Łucja Bobkowska, mieszkanka Staniszewa.

Aby wyrósł prawdziwy swojski chleb trzeba włożyć w to wiele trudu. Należy również pamiętać o tym, by cała receptura była tak przygotowana, aby pieczywo mogło poleżeć przez co najmniej cały tydzień. Swojski chleb bowiem ma to do siebie, że nawet po tygodniu nadaje się do jedzenia. Dlatego każdy wypiek składał się zawsze z około siedmiu - ośmiu bochnów.

- Pieczenie chleba zazwyczaj odbywało się w rodzinach, które miały gospodarstwo rolne, więc nie było czasu na to, aby codziennie wygniatać ciasto i rozpalać piec. Teraz kiedy upiekę siedem bochnów, wystarczy on najwyżej na dwa dni, bo rodzina i znajomi wiedzą, kiedy go robię i przychodzą do mnie, by dostać choćby jeden - dodaje z uśmiechem pani Łucja.

Ciekawe jest to, że są domy, gdzie piecze się tylko ten swojski chleb. I to pomimo, że pieczywo jest ogólnie dostępne i nie jest w zasadzie aż takie drogie. Tak jest właśnie w rodzinie pani Łucji.

- Sztuki pieczenia chleba nauczyła mnie moja mama, kiedy byłam jeszcze małą dziewczyną i nie chciałabym, żeby w mojej rodzinie ten zwyczaj zaginął – przekonuje moja rozmówczyni. – Piekę też dlatego, bo moje dzieci lubią tylko ten chleb. Ludzie na wsiach powoli już odchodzą od tej tradycji. Ciekawi mnie dlaczego, skoro tak wielu przychodzi do mnie i prosi o to, bym go im upiekła?
Chciałoby się poczuć z rana ten miły zapach, który niejednemu z nas przypomniałby dzieciństwo. Może warto odnowić stare tradycje?

Lidia Pryczkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    stefan - niezalogowany 2007-05-28 22:57:56

    kiedyś w czasach gdy o dobry chlebek było trudno zabrałem sie za pieczenie chlebka, tego prawdziwego z ziemniakami....... zasięgnąwszy kilkugodzinnej instrukcji od Babci, pojechałem na wieś po produkty - make żytnią i pszenną ....... myślałem że już wszystko wiem ...... Babcia podała mi proporcje na dwie duże blachy........ jednak podczas mieszania konsystencja ciasta była nie taka jaka powinna zgodnie z instrukcją .... więc dodawałem mąki, ziemniaczków......... efektem było 15 dużych chlebków i kukle ...... duze bułki zapach zwabił sąsiadów .... piekłem to w bloku w piekarniku kuchenki gazowej ...... impreza pieczenia chlebka zakończyła się rano ........ :shock: :lol: ale chlebek był pyszny....... :razz:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    sweet - niezalogowany 2007-05-28 20:02:20

    Nie zgadzam sie z tym stwierdzeniem. Chleb dojeżdża cieplutki i świeży.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    bobik - niezalogowany 2007-05-28 18:13:52

    Gdybym mieszkał w Staniszewie, to pewnie też bym piekł taki chleb , a to ze względu na odległość od piekarni , chlebuś wyjeżdża świeży, a dociera czerstwy :razz:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości