Są niesamowici. Grając na starych białoruskich instrumentach potrafią pięknie aranżować nie tylko ludowe pieśni z własnego kraju, ale także z Francji lub Ameryki. Grupę Żaliejka z Witebska - laureata wielu międzynarodowych festiwali, przygarnęli na kilka dni państwo Otwinowscy z restauracji Tatiana w Borowie. Muzyki zespołu będzie można tam posłuchać jeszcze dziś i jutro - na żywo!
Zespół Żaliejka do Polski przyjechał po raz pierwszy rok temu. W Dobrym Mieście na Międzynarodowych Spotkaniach Rodzin Muzykujących zdobyli Grand Prix. Parę dni temu z powodzeniem występowali również na "Dniach Kultury Kaszubskiej". Po tym festiwalu zrodził się pomysł, żeby grupa zagrała w Borowie, u Tatiany i Marka Otwinowskich, prowadzących znaną restaurację Tatiana.
- Zespołem zainteresował nas Wiktor Korczagin, Rosjanin mieszkający w Wejherowie - mówi Tatiana Otwinowska, właścicielka lokalu. - Stwierdziliśmy, że występy tak ciekawego składu będą dla wszystkich nie lada atrakcją. Zaproponowaliśmy więc muzykom kilkudniowy pobyt u nas, który połączony będzie z występami w restauracji.
Nazwa "Żaliejka" oznacza mały, niepozorny instrument dęty, którego brzmienie nieco przypomina dźwięk oboju. Takich właśnie piszczałek o różnych strojach muzycy posiadają sporo, podobnie jak innych zupełnie oryginalnych instrumentów, które znaleźć dziś można jedynie w muzeach, lub na rycinach umieszczonych w starych księgach.
- Wszystkie nasze instrumenty wykonuje mój mąż Wiktor - opowiada Wiera Kozak, kierownik "Żaliejki" i jednocześnie mama kilkorga młodych muzyków grających w zespole. - Już kilka razy zdarzyło się, że w czasie naszych występów za granicą różni ludzie próbowali od nas kupić nawet całość instrumentarium, tłumacząc, że nie spotkali wcześniej tak oryginalnych i ciekawie brzmiących egzemplarzy.
W składzie zespołu usłyszeć można między innymi bałałajki, w tym wielką bałałajkę-kontrabas, dudy, bębny, różne rodzaje fletów i rozmaite grzechotki, których dźwięki mają przypominać np. prace w polu.
Słuchając występów Żeliejki doznaje się wrażenia podróży w czasie i przestrzeni, do dawnych wsi białoruskich, gdzie wspólnie wykonywana muzyka była nieodłącznym i jednym z najważniejszych elementów codziennego życia i wszelkich uroczystości. Co ciekawe, zespół ma w swoim repertuarze również utwory ludowe z innych krajów. Jednak zaaranżowane są one w całkowicie oryginalny sposób. Podobno Francuzi, kiedy usłyszeli jedną z własnych pieśni ludowych, którą Żaliejka prezentowała na zagranicznym festiwalu oniemieli z zachwytu i twierdzili, że takie archaiczne brzmienie jest o wiele ciekawsze.
Grupa, chociaż odniosła już wiele międzynarodowych sukcesów, nadal stawia pierwsze kroki w dziedzinie promocji. Dzieje się to m.in. dlatego, że na Białorusi nadal słabo rozwinięty jest dostęp do internetu, a wykonanie wszelkich materiałów promocyjnych, które dla naszych artystów są standardem, dla tamtejszych grup okazuje się niemożliwe.
- U was wszystko przychodzi tak łatwo, w internecie od razu pojawiają się wszystkie informacje i wiadomo gdzie i czego szukać - mówi Wiera Kozak. - Na Białorusi, żeby móc kupić drukarkę trzeba mieć specjalne pozwolenie.
Tatiana Otwinowska, która sponsoruje pobyt "Żaliejki" na Kaszubach, przekonuje o potrzebie wspierania takich talentów. "To co jest prawdziwe i wartościowe i tak się przebije. Z przyjemnością goszczę u siebie muzyków, to nie jest żaden kłopot. To jak z dobrą energią, którą się wysyła - ona zawsze do nas wraca."
Zespół z Białorusi będzie można usłyszeć w restauracji w Borowie jeszcze dziś i jutro po południu.
Janusz Świątkowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze