Swego czasu, a było to może przed dwoma laty, właściciel pewnego sklepu spożywczego /zapewniam, że nie było to w Kartuzach – dop. aut./, przed otwarciem sklepu dokładnie sprawdzał dostawę partii wędzonych ryb. W pewnym momencie coś go zaszokowało i jak potem mówił – nigdy dotychczas nie widział czegoś podobnego - były to pełzające robactwa po rybach. W skrzyniach widać było także odchody tego paskudztwa.
Zareagował natychmiast informując “sanepid” o tym fakcie, ale nim inspektorzy z „sanepidu” przyjechali, właściciel sklepu trzy skrzynki z takim niespodziewanym “mięsnym prezentem” odstawił, informując klientów, że ryby nie nadają się do konsumpcji, a jedynie na zakopanie w ziemi. To była prawidłowa reakcja właściciela sklepu, powiedział nam rzecznik prasowy kartuskiego “sanepidu” i zastępca dyrektora Jerzy Karczewski. W każdej sytuacji, gdzie istnieje najmniejsze podejrzenie mogące zagrozić ludzkiemu zdrowiu, artykułów spożywczych nie wolno sprzedawać konsumentom. Ale czy w taki sposób reagują wszyscy, którzy działają w handlu czy w gastronomii?
Jakie istnieją argumenty na obronę? Żadne!
W kartuskim “sanepidzie” udostępnia się nam niekiedy dokumenty z kontroli sanitarnych przeprowadzanych w różnych placówkach, w których gromadzi się artykuły spożywcze /magazyny/, a także w sklepach, w tak zwanych blokach kuchennych funkcjonujących w restauracjach czy punktach małej gastronomii.
- Niekiedy inspektorom sanitarnym włosy stają na głowie, gdy w sklepie lub na zapleczu, brud lepi się do ścian lub podłóg, gdy dostawy artykułów takich jak pieczywo, nabiał czy mięso rzuca się bezpośrednio na brudne posadzki, gdy w lodówkach kurczaki sąsiadują z rybami. W takich sprawach jesteśmy bezwzględni w wymierzaniu mandatów karnych czy w podejmowaniu decyzji o natychmiastowym zamknięciu danej placówki. “Winowajcy” zazwyczaj się bronią, ale ich argumenty są mizerne i bezskuteczne. Żyjemy w takich czasach kiedy to wszyscy prześcigają się w atrakcyjności wizualnej, oferowanych produktów, ale czarowanie klienta estetyką nie często idzie w parze z troską o zdrowie, bo są to metody wręcz szkodliwe. Na szczęście – mówi J. Karczewski – takich drastycznych przykładów nasz “sanepid” notuje coraz mniej, gdyż w sposób zdecydowany wzrosła świadomość, że np. sprzedawanie przeterminowanych artykułów, po prostu nie opłaca się.
Sprawa jakości artykułów, a także czystości w sklepach czy restauracjach interesuje coraz więcej konsumentów, którzy potrafią dzisiaj zająć odpowiednie stanowisko, gdy wciska im się zwyczajny kit. Taka postawa klientów, a dodajmy postawa aktywna, zmusza właścicieli do bezwzględnego przestrzegania przepisów sanitarnych, bo brud jak wiadomo to najprostsza droga do zepsucia się artykułów spożywczych. Mimo widocznej ogromnej poprawy stanu sanitarno – higienicznego, nie ma dnia aby kartuski “sanepid” nie odnotował wyjątków bagatelizowania przepisów.
W tegorocznym sezonie turystycznym, który właściwie już minął kartuski “sanepid” jakby z podwojoną siłą przystąpił do kontroli tak zwanych obiektów żywnościowo – żywieniowych. Dla niektórych właścicieli a konkretnie niektórych restauracji w powiecie kartuskim, takie kontrole zakończyły się niezbyt przyjemnym finałem. “Sanepid” odstępuje od podania nazwy tych obiektów, niemniej jak mówi J. Karczewski: – W przyszłości, o ile nie nastąpi poprawa w zakresie przestrzegania przepisów sanitarnych, podamy bez skrupułów nazwy do publicznej wiadomości. Dodaję, że są to znane społeczeństwu restauracje zlokalizowane w znanych miejscowościach letniskowych w powiecie kartuskim. Uchybień było sporo, a do najpoważniejszych zaliczono brudne i zabałaganione bloki kuchenne oraz prowadzenie działalności żywieniowej w trakcie trwających remontów w mniejszym lub większym zakresie. Kurz jak wiadomo “wciska” się wszędzie. Żywności także nie oszczędza. W dwóch przypadkach /10 i 27 sierpnia br/ wydaliśmy decyzje nakazujące natychmiastowe zamknięcie lokali, do momentu usunięcia stwierdzonych uchybień i niedociągnięć. Jeden z właścicieli natychmiast dostosował się do decyzji zamykając na trzy dni lokal, by w tym czasie wykonać to, co nakazał “sanepid”. Rekontrola zakończyła się oceną pozytywną.
Dziwne, że wszystkie niedociągnięcia usunięto dopiero po wizycie inspektorów “sanepidu”. To było, zdaniem J. Karczewskiego, chwilowe zaniedbanie czyli “wypadek w pracy”, ale była również inna sytuacja. Otóż w miejscowości S., decyzją z 11 sierpnia br, zamknięty został punkt małej gastronomii. Właściciel od decyzji się nie odwołał stwierdzając, że nie ma żadnych argumentów na swoją obronę i... zaprzestał swojej działalności. O złych warunkach prowadzenia tego punktu „sanepid” został poinformowany przez konsumentów, których skargi okazały się prawdziwe.
Żywienie ważna rzecz
-Kontrolujemy i oceniamy także jakość żywienia zbiorowego pod kątem zasad racjonalnego żywienia czyli jadłospisów. Na podstawie kolejnych dziesięciu dni, sprawdzamy to , co się podaje do jedzenia turystom. W oparciu o te kontrole, zwane “dekadówkami”, wystawiamy codziennie, punktację wg. obowiązujących przepisów. Maksimum punktów do zdobycia to liczba 60, czyli w skontrolowanym zakładzie, który uzyskał maksimum – nasza cena jest bez zarzutu. Dobrze żywią także w zakładach poniżej 60 pkt., ale nie mniej niż 54 punktów. Złe wyżywienie to mniej niż 50 punktów. W oparciu o tę punktację ustalono, że:
x – maksymalną ilość punktów zdobył Ośrodek Wypoczynkowy “Krefta” w Chmielnie, właściciel E. Krefta oraz Ośrodek Wypoczynkowo – Rehabilitacyjny “MILO” w Mauszu, gmina Sulęczyno,
x – 59 punktów Ośrodek Wypoczynkowy “Relax” w Chmielnie, właścicielka Małgorzata Unton,
x – 55 punktów uzyskał Zajazd “Jejmościna” w Stężycy, właścicielka Justyna Lica oraz Ośrodek Wypoczynkowy “Oleńka” w Tuchomiu, właścicielka Barbara Pośpieszna.
Jadłospisy w niektórych ośrodkach były mniej lub bardziej apetyczne od wymienionych wyżej, bowiem kontroli nie uszły, nazwijmy to umownie, uchybienia w zakresie serwowania warzyw i owoców w stanie surowym i gotowanym, zawartość pieczywa ciemnego-razowego, nadmierne ilości tłuszczu i tak dalej.
Jerzy Karczewski dodaje: - Są to działania profilaktyczne i w żadnym przypadku nikogo nie pociąga się do odpowiedzialności, ale jest z tego ogólna korzyść, szczególnie dla konsumentów, ponieważ właściciele ośrodków i restauracji potrafią wyciągać z tej punktacji odpowiednie wnioski, a korzysta na tym nie kto inny, jak konsument.
/dom/
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze