Piłkarze ręczni Cartusii Kartuzy mają za sobą drugie ligowe spotkanie. Choć znów zagrali bardzo przyzwoicie i wynik końcowy długo pozostawał sprawą otwartą, ostatecznie zespół Jarosława Frankowskiego wrócił do domu bez zdobyczy punktowej, ulegając w Olsztynie miejscowemu Szczypiorniakowi 27:25 (14:10).
Kartuzianie jechali do Olsztyna mając na koncie jeden punkt za remis w meczu otwierającym sezon z Tytanami Wejherowo. Szczypiorniak meczem z Cartusią rozpoczynał rozgrywki.
Początek spotkania był bardzo wyrównany, z nieznacznym wskazaniem na miejscowych, którzy nie potrafili jednak odskoczyć rywalom na więcej niż jedno trafienie. Ekipa z Kaszub umiejętnie pilnowała wyniku, głównie za sprawą skutecznych akcji tria: Załuski-Konkel-Szlas. Jeszcze na pięć minut przed przerwą prowadziliśmy nawet 10:8, by zaraz potem stracić sześć bramek z rzędu i przegrać pierwszą połowę 14:10.
- Niestety zaczęliśmy popełniać proste błędy, zbyt szybko oddawaliśmy rzuty i w efekcie rywale odskoczyli - relacjonuje Jarosław Frankowski.
Praktycznie przez całą drugą połowę Szczypiorniak kontrolował grę. Już w pierwszych minutach podwyższył prowadzenie o kolejne dwa trafienia i spokojnie utrzymywał wypracowaną zaliczkę. Kartuzianie nie dawali jednak za wygraną i na kwadrans przed końcem dali pierwszy sygnał do ataku. Po serii 4:1 zdołali podejść nawet gospodarzy na trzy punkty (21:18), a w samej końcówce zbliżyli się nawet na 27:25, mając jeszcze piłkę i 60 sekund gry przed sobą.
Szanse na udany pościg zniweczył jednak ofensywny faul jednego z naszych zawodników. Wynik nie uległ już zmianie i kartuzianie doznali pierwszej ligowej porażki.
W innym meczu II drugiej serii spotkań GKS Żukowo pokonało na wyjeździe SMS ZPRP II Gdańsk 23:26 (11:11).
Sponsorem drużyny Cartusii Kartuzy jest firma Zbrójstal.
Komentarze