W dość bolesny sposób dobiegła końca zwycięska passa szczypiornistów Cartusii Kartuzy. Po trzech kolejnych triumfach w lidze, podopieczni Jarosława Frankowskiego musieli tym razem uznać wyższość Energetyka Gryfino, ulegając wyraźnie na wyjeździe 33:21 (14:9). Kartuzianie fatalnie rozpoczynali zarówno pierwszą, jak i drugą połowę meczu.
Energetyk to jedna z czołowych sił tego sezonu. Póki co, ustępuje w tabeli drużynom z Grudziądza i Żukowa i choć szanse na dogonieni dwójki liderów zmagań pozostają dla miejscowych już właściwie tylko iluzoryczne, jakakolwiek strata punktów w starciu z kartuzianami przekreślałaby je już bodaj całkowicie.
Determinację zespołu z Gryfina widać było już od pierwszych minut. To gospodarze zdobyli bowiem pierwszych pięć bramek meczu, co właściwie ustawiło dalszy przebieg tej batalii. Co prawda w kolejnych minutach Cartusia zdołała się podnieść i zniwelować różnicę do jednego tylko trafienia, ale w samej końcówce pierwszej połowy Energetyk znów odskoczył.
Po tym ciosie szczypiorniści z Kartuz już nie zdołali się podnieść. Tym bardziej, że drugą odsłonę meczu zaczęli jeszcze gorzej niż pierwszą, bo od serii 1:7 na korzyść rywali. W 40 minucie było więc już 21:10, a na 10 minut przed końcem nawet 31:16. Rozbitym kartuzianom udało się jedynie zmniejszyć nieco rozmiary porażki i ulegli ostatecznie 33:21.
Mniej skuteczni niż zwykle byli nasi liderzy - Załuski i Konkel, którzy rzucili tym razem zaledwie 7 bramek. Łącznie. Z pięcioma trafieniami najcelniej trafiał Mariusz Hirsz. W obozie gospodarzy niezawodny okazał się najskuteczniejszy strzec rozgrywek - Dariusz Zając, który zapisał na swoim koncie aż 10 bramek.
Kolejny mecz Cartusii w tę niedzielę w Kartuzach. Rywalem naszego zespołu będzie bezpośredni sąsiad w tabeli - Sambor Tczew.
Energetyk Gryfino - Cartusia Kartuzy 33:21 (14:9)
CARTUSIA: Zieliński, K. Szlas - Hirsz 5, Załuski 4, Jereczek 4, P. Szlas 3, K. Konkel 3, Wikariusz 2, Kostuch, Tomaszewski, Puzdrowski, Czaja
Komentarze