Reklama

Poczta pantoflowa jest najlepszą reklamą

Restauracja Złota Jesień
07/07/2007 19:15

O cateringu, tradycyjnej kuchni i... pierogach opowiada Maria Gosk, współwłaścicielka firmy Grono S.C.

- Wiele osób kojarzy Panią z restauracją „Złota Jesień” w Kartuzach, a to przecież tylko część firmy.

- Przekonałam się o tym, gdy otrzymałam „Superperłę” za całokształt swojej działalności. Jednak z różnych późniejszych komentarzy wynikało, że odebrano to jako wyróżnienie dla restauracji Złota Jesień. A tak naprawdę firma Grono składa się ze wspomnianej restauracji, dwóch oberży o nazwie Cztery Pory Roku, które działają w Borczu i Strzebielinie oraz z firmy Grono - catering.

- Nie denerwuje Panią, że wszelkie nowości – mam tu na myśli catering - muszą brzmieć koniecznie po angielsku?

- Denerwuje, bo lubię polskie nazwy, których trzeba strzec, ale... Na ten rodzaj usługi nie ma krótkiej nazwy, a tylko taka nadaje się na reklamę. Proszę sobie wyobrazić polski odpowiednik, który brzmi mniej więcej tak: „produkcja potraw w zakładzie z dowozem i obsługą”! Trzeba by mieć długi samochód, by taką reklamę na nim zmieścić.

- Na czym polega specyfika cateringu?

- Może dam przykład z naszej praktyki. Mąż chciał żonie zrobić niespodziankę z okazji 10. rocznicy ich ślubu. Uznał, że catering może być także formą prezentu, więc zwrócił się do naszej firmy. Impreza była w ogródku. Nasz rola polegała mi. in. na całkowitym jego wystroju. Postanowiliśmy ozdobić miejsce uroczystości mnóstwem słoneczników. Cieszył nas fakt, że podobało się zarówno jubilatom, jak i ich gościom. W kwadrans po zakończeniu uroczystości nasi pracownicy wszystko tak posprzątali, że nie było śladu biesiadowania. Gospodarze mogli spokojnie odpoczywać.

- Pamięta Pani pierwszy catering?

- Oczywiście. Prowadziliśmy wówczas zakład w Kościerzynie. Przyszedł pan, który poprosił o dowóz jedzenia do miejscowego szpitala dla sześciu osób. Kolejny klient, który się o tym dowiedział i mu się to podobało, poprosił o obsłużenie ośmiu osób. Potem były imieniny. I tak się catering powoli rozkręcał. Pamiętam, że cała załoga to przeżywała. Zastanawialiśmy się, czy damy sobie radę. Dzisiaj, gdy mamy zamówienia na 1000 osób, przestałam się bać. Wiem, że im większa impreza, tym moja załoga jest bardziej zmobilizowana. Jestem pełna podziwu dla moich pracowników.

- Catering to moda, wygodnictwo czy efekt braku czasu?

- Żadna z tych rzeczy. Kobiety pracują dzisiaj zawodowo i to w większości. Po pracy muszą zająć się jeszcze domem. Po co dodatkowo się męczyć, przygotowując przyjęcie dla gości. Tutaj działa ekonomia. Łatwo można obliczyć, że w pracy w tym samym czasie, w którym kobieta przygotowywałaby przyjęcie, zarobi więcej niż wyniesie ją catering. A do tego pani domu ma ten komfort, że siedzi razem z gośćmi i świętuje.

- Kto głównie korzysta z cateringu?

- Naszymi klientami są przede wszystkim firmy, zakłady pracy, osoby prowadzące działalność rzemieślniczą, bo w ten sposób przyjmują swoich kontrahentów. Obsługujemy też tych klientów, którzy obchodzą imieniny, urodziny czy różnego rodzaju jubileusze. Coraz częściej korzystają również z naszych usług osoby indywidualne.

- Od czego zaczęła się Pani przygoda z gastronomią?

- Zaczynając pracę w usługach gastronomicznych, wiedziałam tylko tyle, ile wyniosłam z domu. Babcia i mama przywiązywały dużą wagę do posiłków. Uważały bowiem, że czas spędzony przy zastawionym stole, to moment, który integruje rodzinę. Z rodzinnego domu wyniosłam smak pierogów. Dlatego też właśnie one znalazły się w menu baru Miszewko, gdzie rozpoczęła się moja przygoda z gastronomią. Pamiętam żarty i docinki, że na Kaszubach pierogi się nie przyjmą. Czas pokazał, że to ja miałam rację, bo zaczęto przyjeżdżać właśnie na to danie. Potem wprowadziłam bogracz i naleśniki. Interes tak się rozkręcił, że w karcie znalazło się 150 dań. I tak jest do dzisiaj w firmie Grono. Stawiamy na kuchnię tradycyjną, ponieważ tworzenie kuchni innych regionów bądź narodowości bez posiadania oryginalnych półproduktów, przypraw i komponentów, jest już tylko podróbką w stosunku do oryginału.

- Bardzo ciepło mówi Pani o swoich pracownikach.

- Bo bez nich po prostu by mnie... nie było. Należy pamiętać o tym, że w mojej branży – podobnie jak w życiu – liczy się pierwsze wrażenie, a przecież pierwszy kontakt mają goście z moimi kelnerkami i kelnerami. Dlatego też zawsze starannie dobierałam załogę. Tak postępuję już od czternastu lat i dobrze na tym wychodzę. Gastronomia rządzi się swoimi prawami. Smaczne jedzenie, duży wybór dań i niezmiennie dobra obsługa to najlepsza reklama dla firmy. Dzisiaj wiem już na pewno, że poczta pantoflowa jest najlepszą reklamą. To naprawdę działa.

Longina Templin

Więcej informacji o firmie Grono S.C. i jej działalności można znaleźć na stronie:
http://www.grono.gda.pl

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości