Na terenie powiatu kartuskiego grasuje podpalacz domków letniskowych. Czy na swoim koncie ma podpalenie jednego domku, czy wszystkie pożary, które miały miejsce w ostatnim czasie, ustala policja wraz z prokuraturą.
W ciągu ostatnich tygodni wielokrotnie pisaliśmy o płonących domkach letniskowych w Borkowie i okolicach. Przyczyną ostatniego z nich, mającego miejsce w poniedziałek, było podpalenie przez nieznanego sprawcę. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi policyjny zespół dochodzeniowo-śledczy. Materiały zostały także przekazane do prokuratury.
- Apelujemy do wszystkich, którzy mogą mieć jakiekolwiek informacje związane z poniedziałkowym pożarem, bądź zdarzeniami z ubiegłych dni o podzielenie się z policją posiadaną wiedzą. Nie wykluczamy, że wszystkie te pożary są ze sobą powiązane - mówi Anna Wałendzis zastępca rzecznika prasowego z Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach.
- Tak duża ilość pożarów w Borkowie, w tak krótkim czasie, stwarza podstawy do podejrzeń. Ustalenie okoliczności powstania ognia w tych przypadkach jest bardzo skomplikowane. Strażacy za każdym razem ustalają wstępne przyczyny pożaru. W tych przypadkach wielokrotnie zdarzyło się, że okoliczności wskazywały na kilka potencjalnych przyczyn, w tym na podpalenie przez nieznanego sprawcę. Przemawiały za tym różne elementy, między innymi gwałtowny rozwój pożaru. Zastanawiające są jedynie powody, dla których ktoś mógł zdecydować się na stworzenie tak wielkiego niebezpieczeństwa - komentuje sprawę komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Kartuzach Edmund Kwidziński.
W wyniku zdarzeń z ostatnich tygodni na szczęście nikt nie ucierpiał, jednak sprawca, który pozostaje wciąż na wolności sprawia ogromne zagrożenie dla mieszkających w okolicy ludzi. Podpalaczowi, za sprowadzenie zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach w postaci pożaru, grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Justyna Marszk
Współpraca:Bartłomiej Gruba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze