Małżeństwo zawarte pod koniec XIX wieku przez Juliannę Stromską i Augustyna Czoskę dało początek rodowi, który ma już kilkuset potomków. Od 25 lat jego członkowie spotykają się regularnie na zjazdach rodzinnych. Ostatni odbył się w miniony weekend w Pomieczynie. Przybyło na niego 112 osób z różnych zakątków świata.
„Dom to miejsce, gdzie zaczyna się twoja historia”i słowa Cypriana Kamila Norwida „Aby mierzyć drogę przyszłą, trzeba wiedzieć, skąd się przyszło” - to motta przyświecające szóstemu zjazdowi rodu Czosków, który w sobotę odbył się w Dworku Barwik w Pomieczynie. Rodzinne spotkanie rozpoczęło się od mszy św. oraz wizyty na cmentarzu i modlitwy nad grobem przodków. W miejscu spotkania zaś przygotowano wystawę z pamiątkami rodowymi, drzewem genealogicznym, albumami ze zdjęciami rodzinnymi i książką wydaną na ostatnim zjeździe, która w interesujący sposób opisuje całą historię rodziny Czosków.
Julianna i Augustyn Czoskowie w 1892 roku nabyli gospodarstwo rolne w Pomieczynie-Kurmacji. Prowadzili karczmę, zajmowali się też handlem żywnością. Mimo iż żyli pod zaborem pruskim, nigdy nie dali się zgermanizować. Małżonkowie wychowali dziewięcioro dzieci – sześcioro synów – Jana, Antoniego, Józefa, Augusta, Bernarda i Klemensa i trzy córki – Helenę, Elżbietę i Annę. Augustyn zmarł 1 928 roku, w wieku 74 lat, Julianna przeżyła męża o 12 lat, odeszła w 1940 w wieku 70 lat.
Gospodarstwo protoplastów rodu prowadziło po rodzicach rodzeństwo August i Anna. Po ich śmierci trafiło do wnuczki Jana - Danuty i jej męża Stefana Piernickiego. Do dziś dobrze zarządzają nim kolejne pokolenia. Resztę członków rodu rozsiało po świecie, choć większość nadal żyje na Kaszubach. Sporo członków rodziny mieszka w okolicach Wejherowa, część w Trójmieście, jeden z należących do rodu księży jest proboszczem dwóch parafii na Białorusi.
Niezmienne pozostało jedno - silne więzi rodzinne oraz przywiązanie do Małej Ojczyzny. To właśnie one każą Czoskom organizować zjazdy rodzinne, na których cała rodzina, ta bliższa i ta dalsza, ma okazję się poznać.
Reklama
Pierwszy zjazd odbył się w roku 1994. Jego inicjatorką była Maria Stanzecka-Czoska, wnuczka Julianny i Augustyna. W przygotowania do zjazdu zaangażowała się cała rodzina. Do tematu podeszła w sposób bardzo profesjonalny, powołując nawet specjalny Komitet Organizacyjny.
Tegoroczny zjazd był szóstym w historii i jednocześnie pierwszym, który odbył się w Pomieczynie, na czym wszystkim bardzo zależało. Stawiło się na nim aż sto dwanaście osób z sześciu pokoleń. Mszę świętą w kościele pw. św. Józefa w Pomieczynie wspólnie z proboszczem ks. Henrykiem Zielińskim koncelebrowało czterech księży pochodzących z rodziny Czoska, prawnukowie Julianny i Augustyna, wnukowie Jana, Bernarda i Antoniego: ks. dr Wojciech Gruba, ks. prał. Andrzej Koss, ks. Tomasz Stanzecki, przybył oraz o. Melchior-Dariusz Czoska. Warto w tym miejscu dodać, że w rodzinie dotąd wychowało się pięcioro księży, ale jeden z nich - franciszkanin o. Fabian Czoska zmarł w 2009 roku. Jeden z członków rodziny dziś jest artystą, inny spikerem radiowym, wielu skończyło studia. Najstarsza żyjąca potomkini rodu ma 83 lata. Najmłodszy członek rodu pojawił się na świecie tuż przed zjazdem - to praprapraprawnuk założycieli rodu.
- Po mszy świętej udaliśmy się na cmentarz, by złożyć kwiaty na grobach pradziadków Julianny i Augustyna w geście podziękowania za danie nam życia. Grób dziadka Augustyna jest najstarszy na całym cmentarzu. Pochodzi z roku 1928, gdy parafia istniała dopiero od roku. Większość nagrobków z tamtego okresu została już rozebrana. Ale ten udało się zachować dzięki pamięci rodziny – tłumaczy Iwona Drawc, potomkini Czosków, która obecnie mieszka na gospodarstwie założonym przed prawie stu trzydziestu laty przez przodków.
Iwona Drawc przygotowała także plakat, na którym przedstawiła, jak zmieniał się przez lata dom rodzinny Czosków i jak toczyły się losy jego właścicieli. Dziś dom protoplastów już nie istnieje, był bowiem tak stary, że nadawał się do rozbiórki, ale nadal działa gospodarstwo rolne - istnieje od lat w niemal niezmienionym kształcie.
Jak podkreślają uczestnicy, spotkanie przebiegało w cudownej atmosferze. Dla starszych członków rodu było okazją do rozmów i wspomnień. Dla młodszych była to okazja do pierwszego spotkania z dalekimi krewnymi. Czas płynął na zabawie, opowieściach i anegdotach. Uczestnicy zjazdu zgodnie podsumowują – warto było przyjechać, powspominać i zacieśniać więzi rodzinne. W rodzinie siła!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze