Reklama

Pomieczyno. Gadający kruk i mewa zaprzyjaźniona… z kaczorem

Potrącenia przez samochody, zatrucia, stłuczenia, połamane skrzydła, obcięte lotki u skrzydeł, ofiary wycieku mazutu czy urazy po spotkaniu z kosiarką - dotknięte takimi wypadkami zwierzęta trafiają do Pomorskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Ptaków i Drobnych Ssaków Ostoja w Pomieczynie, który działa od trzech lat i jest jedyną tego typu placówką w województwie.

W pomieczyńskim "szpitalu" leczy się dzikie ptaki oraz drobne ssaki takie jak wiewiórki, zające, łasiczki, lisy i jeże. Problemem tych ostatnich najczęściej są potrącenia przez samochody. Zdarzają się wypadki pogryzienia przez psy, a nawet koty, a także urazy po kosiarkach.
- Stworzenie Ostoi zrodziło się z potrzeby pomagania zwierzętom i ludziom, którzy nie mają gdzie oddać znalezionego dzikiego zwierzęcia potrzebującego pomocy - powiedziała Beata Rydelek, członkini zarządu Stowarzyszenia Pomocy Zwierzętom, którego ośrodek jest jednostką terytorialną. - Mamy dwa punkty odbioru - Gdańsk i Gdynię, a z powiatu kartuskiego najczęściej to sami mieszkańcy przywożą je do Pomieczyna.

Zazwyczaj najwięcej jest gołębi. Pacjentami są też łabędzie. Październikowymi gośćmi ośrodka były ofiary wycieku mazutu w gdyńskiej stoczni. Z Chmielna przywieziono ptaka z uszkodzonymi piórami w skrzydłach, co uniemożliwia mu latanie. Ośrodek ma sporą kolekcję sprzętu wędkarskiego. To efekt odplątywania go z łabędzi.

- Średnio ptaki przebywają w ośrodku około dwóch tygodni, ale są i takie, które bywają u nas dłużej, jak błotniak stawowy - oznajmiła Aleksandra Mach, koordynatorka ośrodka Ostoja. - Jest u nas od września ubiegłego roku. Miał celowo obcięte lotki. Ewidentnie widać, że to człowiek musiał mu w tym "pomóc". Ptak miał szczęście. Dobry człowiek przywiózł go nas. Trafił do ośrodka w takim okresie swojego życia, że wyglądał jak samica. Zrobił nam niespodziankę, gdy się przepierzył okazał się być samcem.

Długi, bo półtoraroczny lokatorski staż ma również kruk Odyn. Zostanie w ośrodku na zawsze, bo ma złamane skrzydło i już nigdy nie będzie latał. To jest pierwszy i ostatni rezydent z braku miejsc na przechowywanie.

- A po drugie intensywna rehabilitacja dawała szansę na to, że mógłby latać, tylko że Odyn w pewnym momencie zaczął… mówić po ludzku - dodała Aleksandra Mach. - Odtąd wiedzieliśmy, że nie wypuścimy go na wolność, ponieważ zanadto utożsamiał się z człowiekiem.

Odyn notorycznie powtarza swoje imię i wypowiada je różnymi głosami. Uwielbia niskie męskie głosy, ale nie "gardzi" również damskimi. W repertuarze ma też niecenzuralne słownictwo.

W Ostoi nie brakuje też historii miłosnej. Do ośrodka przybył bardzo osłabiony kaczor. Szybko przybrał na masie. Wyczyścił piórka. Zaropiałe oczy udało się podleczyć. Po taki "liftingu" znalazł miłość swego życia - mewę srebrzystą, z którą dzielił wspólną wolierę. Na początku nie była zbyt zadowolona z jego towarzystwa, bo ciągle za nią chodził. Po jakimś czasie adorowanie przypadło jej do gustu. Gdy ktoś wchodzi do klatki, kaczor całym swoim ciałem zasłania "narzeczoną". Widać, że zależy mu na niej.

- Pewnego dnia zauważyliśmy, że ptaki zamieniły się menu - dodała pół żartem, pół serio Aleksandra Mach. - Kaczor raczy się śledziami, a mewa wydłubuje przeznaczony dla przyjaciela twaróg z ziaren. Ornitolog uspakaja - kaczką zdarza się jadać drobne ryby.

Oprócz naszych rozmówczyń w Ostoi pracują: Patrycja Zelewska, i Małgorzata Stachurska, technicy weterynarii, Aleksandra Sławska i Małgorzata Gafka, lekarze weterynarii, ornitolog Leszek Damps oraz Kalina Damps, edukator przyrody.

Longina Templin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości